„Wojna sprawiedliwa” przed sądem: wyrok, który poruszył Europę

„Wojna sprawiedliwa” przed sądem: wyrok, który poruszył Europę

Rafał Topolski | 21/10/2025

Sędzia, który odwołał się do sumienia

Uzasadnienie wyroku, w którym polski sąd odmówił wydania Ukraińca Niemcom, brzmi jak akademicki wykład z etyki wojny. Sędzia stwierdził m.in., że „wojnę sprawiedliwą należy uznać za taką, która prowadzi do zwycięstwa dobra nad złem”, a działania podejmowane w ramach obrony ojczyzny nie mogą być uznane za przestępstwa, nawet jeśli obejmują akty dywersji wobec infrastruktury agresora.

To nie jest język typowy dla kodeksu karnego. To język głęboko zakorzeniony w tradycji chrześcijańskiej — w myśli św. Tomasza z Akwinu, rozwiniętej przez takich uczonych jak ks. Maciej Sieniatycki, teologa i autora m.in. podręcznika szkolnego pt. „Etyka katolicka”.

W tym sensie sędzia, zamiast tylko odczytywać przepisy, sięgnął do fundamentów cywilizacji europejskiej: do pojęcia „bellum iustum” — wojny sprawiedliwej, w której siła jest usprawiedliwiona, jeśli broni życia, prawdy i pokoju.

 

Ks. Sieniatycki i moralny wymiar wojny

Sieniatycki, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w latach 1918-19, w swoich rozważaniach pisał, że państwo ma prawo — a czasem nawet obowiązek — bronić się przed niesprawiedliwą napaścią. Wojna może być słuszna tylko wtedy, gdy „chodzi o obronę niezaprzeczonych praw państwa” i gdy „wyczerpane zostały wszystkie inne środki pokojowe”.

Tego rodzaju myślenie przenikało średniowieczną filozofię, ale dziś, jak widać, odżywa w realiach nowoczesnych konfliktów. Sędzia w Warszawie nie tworzył moralnego precedensu — raczej przypomniał, że prawo bez etyki staje się martwe.

Jego słowa o „miłości do ojczyzny” i „wierności wobec państwa” brzmią jak echo scholastycznej zasady, że siła, oderwana od dobra, jest tylko przemocą. Ale gdy siła staje po stronie ofiar — staje się obroną.

Wielka bitwa XXI wieku

Prawo, które widzi człowieka

To uzasadnienie to nie tylko akt odwagi intelektualnej, ale i powrót do pojęcia sumienia w prawie. W świecie, w którym coraz częściej decyzje sądów przypominają algorytmiczne rozstrzygnięcia, polski sędzia pokazał, że prawo nie istnieje w próżni moralnej.

Odmawiając ekstradycji, wskazał, że czyn, który w czasie pokoju byłby sabotażem, w czasie wojny może być aktem obrony. W ten sposób postawił pytanie o to, czy da się sądzić żołnierza według logiki pokoju, gdy jego kraj wciąż płonie.

 

Trump: „Niech obie strony ogłoszą zwycięstwo”

Zupełnie inaczej o wojnie mówi w ostatnich dniach prezydent USA, Donald Trump. Po spotkaniu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim napisał w mediach społecznościowych:

„Spotkanie z prezydentem Zełenskim było bardzo interesujące i serdeczne, ale powiedziałem mu, podobnie jak Putinowi, że czas skończyć z zabijaniem i zawrzeć UKŁAD! Wystarczy krwi. Niech obie strony ogłoszą zwycięstwo i niech historia zdecyduje. Koniec z wojną, koniec ze śmiercią, koniec z wydawaniem ogromnych pieniędzy. Ta wojna nigdy by się nie zaczęła, gdybym to ja był prezydentem. Ludzie giną co tydzień — DOŚĆ! Wracajcie do swoich rodzin w pokoju!”

W jego słowach nie ma refleksji o sprawiedliwości, winie czy moralnym obowiązku obrony. Jest za to chłodna logika „dealu” — jakby wojnę można było zakończyć podpisem, bez rozróżnienia między ofiarą a agresorem.

Właśnie tu ujawnia się przepaść między moralną wizją sędziego, a politycznym pragmatyzmem Trumpa. Pierwszy widzi w wojnie dramat dobra i zła, drugi — grę interesów, którą należy jak najszybciej „rozliczyć”.

Kontrrewolucja musi przywrócić pojęcia dobra i zła

Między chrześcijańską etyką a politycznym cynizmem

To zderzenie dwóch wizji świata: jednej zakorzenionej w moralnym porządku, drugiej — w politycznej kalkulacji. Tam, gdzie sędzia mówi o „miłości do ojczyzny” i „zwycięstwie dobra nad złem”, Trump mówi o „układzie” i „skończeniu z zabijaniem”.

Oczywiście, pragnienie pokoju jest wartością samą w sobie — ale w ujęciu Trumpa pokój nie wynika z naprawienia niesprawiedliwości, lecz z rezygnacji z prawdy o tym, kto napadł, a kto się bronił. To logika pokoju bez sprawiedliwości, czyli dokładnie tego, przed czym przestrzegał ks. dr Sieniatycki i cała tradycja katolickiej etyki wojny.

 

Czy Europa odzyskuje moralny kompas?

Ten wyrok — niezależnie od jego skutków prawnych — ma znaczenie symboliczne. Pokazuje, że Europa, zmęczona technokratycznym relatywizmem, wciąż potrafi odwołać się do wartości, które ją ukształtowały.

Kiedyś takie pojęcia jak sprawiedliwość, dobro wspólne czy moralna odpowiedzialność za pokój stanowiły język nie tylko Kościoła, ale i polityki. Dziś brzmią archaicznie, a jednak w ustach sędziego zabrzmiały świeżo — jak przypomnienie, że cywilizacja zachodnia wciąż ma duszę, i że ta dusza wywodzi się z chrześcijańskiego rozumienia prawa i wojny.

 

Epilog: między prawem a sumieniem

Nie wiemy, jakie konsekwencje dyplomatyczne przyniesie ta decyzja. Wiemy jednak, że zapisze się w historii jako przykład wyroku, w którym prawo spotkało się z etyką, a paragraf z Ewangelią.

To wyrok, który stawia pytanie o przyszłość Europy — czy będzie kontynentem zimnych kalkulacji politycznych, czy też miejscem, gdzie sędziowie, jak ów w Warszawie, potrafią jeszcze mówić o wojnie w kategoriach dobra i zła.