Tak sodomska ideologia wchodzi do szkoły tylnymi drzwiami. MEN patronuje kampanii z „LGBT+ja”

Tak sodomska ideologia wchodzi do szkoły tylnymi drzwiami. MEN patronuje kampanii z „LGBT+ja”
Michał Rogalski | 13/10/2026

Uwaga rodziców i nauczycieli jest dziś skupiona na czymś zupełnie podstawowym: czy dzieci są w szkole bezpieczne. Po brutalnych atakach z użyciem noża rząd uruchomił tysiące policjantów, MEN przygotowuje instrukcje reagowania na napastnika, a premier mówi o „fali przemocy w szkołach”. Tymczasem niemal bez większej debaty kuratoria zachęcają placówki do kampanii, w której oficjalnym zestawie materiałów dla nastolatków znajduje się „LGBT+ja”. Formalnie patronat nad kampanią objęła Minister Edukacji Barbara Nowacka. Gdy społeczeństwo patrzy na szkolne drzwi z obawą o fizyczne bezpieczeństwo dzieci, przez te same drzwi wchodzą treści, które z walką z nożami, pobiciami czy zastraszaniem nie mają wiele wspólnego.

Kuratorium mówi: „włączcie się”. W pakiecie znajduje się „LGBT+ja”

8 października Kuratorium Oświaty w Lublinie opublikowało komunikat zatytułowany „Kampania «Dzieciństwo bez Przemocy» – materiały edukacyjne”. Urząd napisał wprost: „Zachęcamy szkoły do włączenia się w kampanię” i przekazał odnośniki do materiałów, z których placówki mogą korzystać.

Na stronie samej kampanii instrukcja dla placówek zaczyna się od słów: „Po pierwsze – EDUKUJCIE!”. Dalej znajduje się katalog zajęć dla dzieci i młodzieży. Dla wieku 13–18 lat wymieniono scenariusze dotyczące przemocy domowej, przemocy rówieśniczej, telefonu zaufania i praw dziecka. Pozycja siódma brzmi jednak: „LGBT + ja (13–17 lat): kurs e-learningowy”.

Minister Edukacji Barbara Nowacka objęła kampanię honorowym patronatem. Patronują jej również inni przedstawiciele władz państwowych, a wśród partnerów wymieniane są: Rzeczniczka Praw Dziecka, Komenda Główna Policji, NFZ i Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Państwo użycza więc kampanii swojego autorytetu.

Rodzic ma prawo zapytać: czy urzędnicy wiedzą dokładnie, do jakich materiałów kierują szkoły?



O „LGBT+ja” już pisaliśmy. Teraz problem jest większy

W naszym wcześniejszym artykule pokazaliśmy, że projekt „LGBT+ja” nie będzie ograniczał się do komunikatu: „nie krzywdź drugiego człowieka”. Scenariusz przygotowany przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę dla uczniów w wieku 13–16 lat jako jeden z głównych celów wskazywał „rozwijanie postaw sojuszniczych wobec osób LGBT+”. Uczniowie mieli dowiedzieć się, jak zostać „sojusznikami”, a wśród przykładów działań wymieniano tęczowe symbole, Tęczowy Piątek, Pride Month, edukowanie innych oraz zmianę zaimków w Librusie.

Można o tym przeczytać w naszym wcześniejszym materiale:

„Dzieciństwo bez Przemocy” – czy to tylko ochrona dzieci, czy też furtka do indoktrynacji gender i „sojusznictwa” LGBT?

Ten projekt nie pozostaje już wyłącznie w przestrzeni fundacji i aktywistów. Znajduje się w pakiecie kampanii, do której udziału państwowe kuratorium właśnie zachęca polskie szkoły.

I to jest moment, w którym trzeba zapytać MEN o odpowiedzialność.

Czy Minister Edukacji przed objęciem kampanii patronatem wiedziała, że „LGBT+ja” znajduje się w oficjalnym katalogu dla nastolatków? Czy pracownicy kuratoriów przejrzeli wszystkie materiały, zanim zaczęli kierować do nich nauczycieli? Czy państwowa administracja uznaje wychowywanie uczniów do „sojusznictwa” LGBT za właściwy element kampanii przeciw przemocy?

Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, rodzice powinni o tym wiedzieć.

Jeżeli brzmi „nie”, pojawia się jeszcze bardziej kłopotliwe pytanie: jak można patronować przedsięwzięciu edukacyjnemu i zachęcać do niego szkoły, nie wiedząc dokładnie, co znajduje się w środku?

Holandia pokazuje, jak szybko „jedna akcja” może stać się szkolną normą

Dlaczego należy potraktować ten proces poważnie? Wystarczy spojrzeć na Holandię.

9 października odbył się tam kolejny Paarse Vrijdag, czyli Fioletowy Piątek. Według organizującej go COC uczestniczyło w nim 3130 szkół, w tym aż 2130 szkół podstawowych. Pierwsza edycja w 2010 roku obejmowała 150 szkół. Dziś wydarzenie angażuje setki tysięcy uczniów i nauczycieli.

I nie jest to już tylko jeden dzień.

COC samo wyjaśnia, że Fioletowy Piątek, który dotąd organizowany był w grudniu, został przesunięty na początek roku szkolnego, aby stał się „startem” działań prowadzonych przez cały rok. Organizacja przygotowuje pakiety dla szkół, materiały dla podstawówek, scenariusze lekcji i instrukcje dla nauczycieli. 6 października opublikowano nawet poradnik pokazujący, jak materiały Fioletowego Piątku mogą służyć realizacji nowych celów programowych dotyczących płci i seksualności.

To, co dzieje się w Holandii nie dowodzi, że Polska musi powtórzyć identyczny scenariusz. Pokazuje natomiast bardzo konkretny mechanizm: coś zaczyna się jako dobrowolna akcja społeczna, następnie pojawiają się gotowe pakiety i lekcje, dołączają tysiące szkół, materiały obejmują podstawówki, a w końcu organizatorzy pokazują, jak wpisać je w codzienną realizację programu nauczania.

Dlatego słowa o tym, że „to tylko dobrowolna propozycja” nie powinny usypiać czujności rodziców.



Szkoła ma dziś prawdziwy problem. Państwo powinno wiedzieć, czym się zajmuje

Polska szkoła naprawdę potrzebuje działań przeciw przemocy. W ciągu kilku dni nauczyciele i uczniowie zostali zaatakowani nożem, jedna pracownica szkoły straciła życie, tysiące policjantów zostało skierowanych pod placówki, a rząd opracowuje procedury reagowania na uzbrojonego napastnika.

W takim momencie rodzice mają prawo oczekiwać od państwa maksymalnej koncentracji na bezpieczeństwie, dyscyplinie i odbudowie autorytetu szkoły.

Tymczasem pod niezwykle nośnym hasłem „Dzieciństwo bez Przemocy” do szkolnego obiegu trafia również program, którego historia prowadzi do „sojusznictwa”, Tęczowego Piątku i Pride Month.

Nie chodzi o to, by odmawiać bezpieczeństwa uczniowi homoseksualnemu. Ma dokładnie takie samo prawo do ochrony przed pobiciem, poniżaniem i prześladowaniem jak każde inne dziecko.

Ale walka z przemocą nie daje państwu prawa do wykorzystywania szkolnej kampanii jako kanału wprowadzania jednego światopoglądowego sposobu myślenia o płci i seksualności.

I właśnie dlatego sprawa wymaga odpowiedzi Minister Edukacji.

Gdy rodzice pytają dziś, czy ich dzieci wrócą ze szkoły bezpieczne, państwo nie powinno po cichu rozszerzać zakresu tego, czym szkoła ma zajmować się w ich imieniu.

Szkoła ma chronić dzieci i je kształcić. Nie ma prawa tylnymi drzwiami przejmować od rodziców wychowania ich sumień.