Michał Rogalski 08/10/2026
Samo hasło „Dzieciństwo bez Przemocy” brzmi jak coś, czemu trudno się sprzeciwić. I rzeczywiście: dziecko powinno być chronione przed brutalnością, poniżaniem, zastraszaniem i rzeczywistym krzywdzeniem. Żaden rodzic nie powinien przechodzić obojętnie obok sytuacji, w której silniejszy wykorzystuje swoją przewagę nad słabszym.
To oczywiste. Problem zaczyna się wtedy, gdy pod tym bezspornym i moralnie szlachetnym hasłem szkołom proponuje się kurs „LGBT+ja”. Sprawdziliśmy materiały. Rodzice mają nie tylko prawo, ale i obowiązek przyjrzeć się im uważnie – bo w grę wchodzi formacja sumień ich dzieci.
Pojawia się pytanie: kto decyduje o tym, gdzie kończy się zwykły konflikt, trudna sytuacja wychowawcza czy nawet ostra dziecięca zabawa, a zaczyna „przemoc”?
Tegoroczna kampania „Dzieciństwo bez Przemocy” została zainaugurowana 5 października w Sejmie. Organizują ją Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS) oraz Krajowa Koalicja na rzecz Ochrony Dzieci. Kampania ma szerokie wsparcie instytucjonalne: honorowym patronatem objęli ją m.in. minister edukacji Barbara Nowacka i pełnomocnik rządu ds. równości Katarzyna Kotula. Wśród partnerów znajdują się Rzecznik Praw Dziecka, Komenda Główna Policji czy NFZ. Dwie poprzednie edycje były finansowane ze środków Funduszu Sprawiedliwości.
Wszystko to może budzić w rodzicu naturalne zaufanie do instytucji państwa. Tym bardziej trzeba sprawdzić, jakie konkretnie treści proponuje się placówkom uczestniczącym w kampanii.
Wśród przemocy domowej i telefonu zaufania pojawia się „LGBT+ja”
Na oficjalnej stronie „Dzieciństwa bez Przemocy” placówki otrzymują katalog propozycji zajęć. Wśród materiałów dla młodzieży 13–18 lat są scenariusze dotyczące przemocy domowej, przemocy rówieśniczej, praw dziecka oraz telefonu zaufania. Punkt siódmy brzmi jednak: „LGBT + ja (13–17 lat): kurs e-learningowy”.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: co kurs poświęcony ideologii gender, seksualności i „sojusznictwu” robi w pakiecie przedstawianym szkołom pod szyldem przeciwdziałania przemocy?
Aby odpowiedzieć, warto sięgnąć do materiałów przygotowanych wcześniej przez tę samą Fundację pod dokładnie tą samą nazwą. W 2022 roku FDDS opracowała scenariusz „LGBT+ja” dla uczniów klas VII–VIII szkoły podstawowej i pierwszych klas szkół ponadpodstawowych, czyli młodzieży w wieku 13–16 lat. Już w pierwszych punktach dokumentu jako cel zajęć zapisano „rozwijanie postaw sojuszniczych wobec osób LGBT+” oraz wypracowanie sposobów ich wspierania.
To sformułowanie zmienia wszystko.

Nie tylko „nie krzywdź”. Masz zostać „sojusznikiem” ideologii
Dzieci nie żyją przecież w świecie pozbawionym konfliktów. Kłócą się, sprzeczają, dokuczają sobie, czasem przekraczają granice, uczą się przegrywać, ponosić konsekwencje własnych zachowań i rozwiązywać spory. Dwóch kolegów może urządzić sobie bitwę na poduszki, rzucać się śnieżkami czy nawet umówić się na siłowanie. Starszy brat może spierać się z młodszym, a za chwilę obaj wrócą do wspólnej zabawy. Oczywiście istnieje granica, po której zaczyna się rzeczywista krzywda, i tej granicy nie wolno bagatelizować. Nie każda jednak sytuacja konfliktowa wygląda tak samo i nie każdą można opisać jednym słowem.
Wychowanie nie polega przecież na stworzeniu dziecku świata, w którym nigdy nie zetknie się z trudnością, konfliktem czy konsekwencją własnych działań. Jego celem jest również nauczenie młodego człowieka panowania nad sobą, szacunku dla drugiego człowieka, odpowiedzialności za własne czyny i rozpoznawania granicy, której nie wolno przekroczyć.
Gdyby celem programu było wyłącznie przeciwdziałanie przemocy, wystarczyłoby nauczyć młodzież prostych, uniwersalnych zasad. Pod takim przekazem mógłby podpisać się każdy katolik – bo wynika on z przykazania miłości bliźniego i z godności osoby ludzkiej stworzonej na obraz i podobieństwo Boże.
Dlatego sama troska o dzieci nie powinna budzić żadnych wątpliwości. Wątpliwości może natomiast budzić sytuacja, w której moralnie bezsporny sprzeciw wobec rzeczywistej przemocy zostaje połączony z określoną wizją wychowania, relacji społecznych, płci i seksualności.
Tymczasem scenariusz prowadzi ucznia znacznie dalej. Od samego początku zakłada, że młodzi ludzie mają dowiedzieć się, „dlaczego i jak należy wspierać” rówieśników LGBT+, a następnie nauczyć się „dobrego sojusznictwa”. Nie przedstawia „sojusznictwa” jako jednej z możliwych postaw. Jest ono wpisane w cel lekcji jeszcze przed rozpoczęciem jakiejkolwiek dyskusji.
Z perspektywy tradycyjnego wychowania właśnie tutaj pojawia się problem o charakterze indoktrynacyjnym. Szacunek dla człowieka zostaje bowiem połączony z oczekiwaniem przyjęcia konkretnego, ideologicznego sposobu patrzenia na płeć i seksualność – sposobu, który pozostaje w fundamentalnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła i z naturalnym prawem.
W materiale praktycznie nie ma jednak miejsca dla ucznia, który powiedziałby: „Nie będę nikogo krzywdził, poniżał ani prześladował. Przeciwnie – jeżeli komuś dzieje się krzywda, powinienem stanąć w jego obronie. Jako katolik mam jednak również obowiązek rozeznawać dobro i zło i nie mogę przyjąć za prawdę każdego przedstawionego mi sposobu rozumienia płci, seksualności czy człowieka. Nie chcę też być zobowiązywany do publicznego manifestowania poparcia dla określonego ruchu czy ideologii”.
To ważne rozróżnienie. Sprzeciw wobec przemocy nie oznacza obowiązku zaakceptowania narzucanych idei dotyczących człowieka, a szacunek wobec osoby nie oznacza obowiązku uznania za prawdziwe wszystkich jej przekonań czy postaw. Chrześcijańskie wychowanie wymaga czegoś więcej niż biernego unikania krzywdzenia: wymaga również rozeznawania dobra i zła oraz odwagi, by opowiedzieć się po stronie dobra.
„Możliwości jest o wiele więcej” – czyli otwarcie drzwi do chaosu tożsamości
Wątpliwości pogłębia sposób, w jaki trzynasto- czy czternastolatkom objaśniany jest sam skrót LGBT+. Homoseksualistki są przedstawione jako kobiety, którym „podobają się kobiety”, homoseksuliści jako mężczyźni, którym „podobają się mężczyźni”, a osoby biseksualne jako te, którym „podobają się” kobiety i mężczyźni. Tym codziennym i łagodnym językiem opisuje się zagadnienia należące do sfery seksualności – sfery, którą Kościół zawsze traktował z najwyższą powagą i która wymaga dojrzewania, a nie wczesnej ideologizacji.
Następnie pojawia się transpłciowość opisana przez rozbieżność między własnym odczuwaniem płci a płcią „przypisaną przy urodzeniu”. Później queer, aseksualność i znak „+”, o którym uczniowie słyszą, że oznacza, iż „możliwości jest o wiele więcej”. Prowadzący ma następnie zapytać młodzież, jakie inne litery mogą znaleźć się po „+”.
Mówimy o nastolatkach znajdujących się w okresie dojrzewania, kiedy dopiero porządkują własne emocje, relacje z rówieśnikami i stosunek do własnego ciała. Tymczasem szkoła nie ogranicza się do informacji, że istnieją osoby przeżywające różne trudności czy skłonności. Przedstawia otwarty katalog kolejnych kategorii seksualnych i dotyczących płci, nie informując zarazem, że sposób rozumienia człowieka stojący za tym językiem pozostaje przedmiotem fundamentalnego sporu – i że według nauczania Kościoła płeć człowieka nie jest etykietą arbitralnie „przypisywaną” noworodkowi, lecz rzeczywistością ludzkiego ciała, daną przez Stwórcę.
Tęczowy znaczek, Pride Month i zaimki w Librusie
Najbardziej wymowna jest jednak końcowa część scenariusza. Uczniowie mają zastanowić się, jak mogą pokazać, że są „sojusznikami”. Autorzy podają przykłady: noszenie tęczowego znaczka, edukowanie innych, organizowanie Tęczowych Piątków, udział w „miesiącu dumy”, wywieszanie flag i plakatów czy organizowanie spotkań dla rodziców i młodszych uczniów.
Wśród propozycji znajduje się nawet zmiana zaimków w Librusie na odpowiadające życzeniu „osoby uczniowskiej”. Prowadzący może następnie wybrać jedną lub kilka aktywności i zaplanować z uczniami ich wspólną realizację w szkole.
W tym miejscu trudno utrzymywać, że chodzi jedynie o ochronę dziecka przed nienawiścią. Uczeń przechodzi drogę od współczucia osobie krzywdzonej, przez przyjęcie przedstawionego mu języka dotyczącego płci i seksualności, aż do publicznego manifestowania „sojusznictwa” i propagowania go wśród kolejnych osób. Tak skonstruowany program jest czymś znacznie więcej niż lekcją przeciw przemocy – jest lekcją formowania ideologicznego.
Ten sam kurs trafił do Tęczowego Piątku
Nie jest to również przypadkowy materiał, który kiedyś powstał i został zapomniany. W 2024 roku Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę współpracowała z Fundacją GrowSPACE oraz SEXEDPL przy przygotowaniu Pakietu Edukacyjnego Tęczowego Piątku.
Jednym z jego elementów był właśnie kurs „LGBT+Ja”, którego cel GrowSPACE opisuje jako zwiększanie wiedzy o „różnorodności płciowych, seksualnych i relacyjnych” oraz promowanie sojusznictwa wobec osób LGBTQ+. W tym samym pakiecie znalazły się materiały SEXEDPL dotyczące sojusznictwa oraz tworzenia środowiska przyjaznego osobom transpłciowym. GrowSPACE informuje, że w 2024 roku Tęczowy Piątek odbył się w ponad stu szkołach.
Mamy więc wyraźną ciągłość: FDDS rozwija „LGBT+ja” od kilku lat, program trafia do pakietu Tęczowego Piątku, a w 2026 roku kurs pod tą samą nazwą znajduje się na oficjalnej liście materiałów „Dzieciństwa bez Przemocy”.
Czy rodzice o tym wiedzą?
To właśnie tutaj powinien zapalić się czerwony alarm.
Pod hasłem, któremu trudno się sprzeciwić, szkołom proponuje się materiał wykraczający daleko poza przeciwdziałanie przemocy i prowadzący młodzież ku określonemu programowi „sojusznictwa” LGBT – programowi, który neguje prawdę o stworzeniu człowieka jako mężczyzny i kobiety.
Trzeba przy tym zachować precyzję. „LGBT+ja” nie jest obowiązkową lekcją narzuconą wszystkim szkołom przez MEN. Oficjalna strona kampanii przedstawia różne propozycje zajęć, a placówki mogą wybierać materiały lub przygotowywać własne działania.
Nie zmienia to jednak podstawowego faktu: kurs znajduje się na oficjalnej liście tegorocznej ogólnopolskiej kampanii objętej patronatem minister edukacji, pełnomocnika rządu ds. równości i wspieranej przez szereg instytucji publicznych.
Dlatego rodzice mają prawo – i obowiązek – pytać swoją szkołę, czy zamierza wykorzystać „LGBT+ja”, czego dokładnie będą uczyć się dzieci i czy zostaną o tym poinformowani przed zajęciami. Mają też prawo oczekiwać, że walka z przemocą nie stanie się furtką do wychowywania ich dzieci w duchu przekonań pozostających w sprzeczności z katolickim rozumieniem człowieka, płci i seksualności.
Ochrona dziecka przed przemocą nie powinna stawać się pretekstem do odbierania mu prawa do rozeznawania dobra i zła ani do narzucania mu odpowiedzi na pytania, które dotyczą samej natury człowieka.
I właśnie dlatego sprawę „Dzieciństwa bez Przemocy” będziemy dalej uważnie badać – w trosce nie tylko o bezpieczeństwo dzieci, lecz także o ich prawo do wychowania zgodnego z prawdą o człowieku oraz z prawem rodziców do decydowania o ich wychowaniu.