Plinio Maria Solimeo | 20/02/2025
Franciszek i Hiacynta Marto zostali wyniesieni na ołtarze nie tylko dlatego, że widzieli Matkę Bożą, ale także dlatego, że wielkodusznie odpowiedzieli na Jej wezwanie do modlitwy, pokuty i zadośćuczynienia. Są więc pierwszymi owocami orędzia fatimskiego. Jest to lekcja, którą my wszyscy, zarówno młodzi, jak i starsi, powinniśmy wyciągnąć z beatyfikacji tych dwojga pastuszków.
„Naszą władzą apostolską postanawiamy, aby od dnia dzisiejszego czcigodni Słudzy Boży Franciszek Marto i Hiacynta Marto byli nazywani ‘błogosławionym’ i aby dzień ich święta był obchodzony corocznie 20 lutego w miejscach i zgodnie z normami ustanowionymi przez prawo”. Ta uroczysta papieska proklamacja wywołała eksplozję radości na placu w Fatimie rankiem 13 maja 2000 roku.
W ostatniej ławce za ołtarzem w bazylice fatimskiej siedziała 93-letnia karmelitanka, siostra Łucja od Niepokalanego Serca. Śledziła uroczystą ceremonię wyniesienia do chwały ołtarzy jej kuzynów Hiacynty i Franciszka, z którymi miała zaszczyt widzieć „Panią jaśniejszą od słońca”.
Najmłodsze nieumęczone dzieci, które kiedykolwiek zostały beatyfikowane
Hiacynta i Franciszek Marto są dwojgiem najmłodszych niemęczenników, którzy zostali ogłoszeni błogosławionymi w historii Kościoła.
To prawda, że otrzymali ogromną łaskę objawień Najświętszej Maryi Panny w Fatimie. Niemniej jednak nie zostali beatyfikowani tylko za to, że widzieli i słyszeli Matkę Bożą. Zostali ogłoszeni błogosławionymi, ponieważ osiągnęli świętość. Uczynili to, traktując objawienia poważnie, wyciągając z nich konsekwencje dla swojego życia osobistego i czyniąc z nich centrum swoich myśli i zainteresowań. Osiągnęli świętość, ponieważ odpowiadali na otrzymane łaski, hojnie słuchając próśb Pani o modlitwę, pokutę i zadośćuczynienie.
Historia objawień Maryi i jej fatimskiego orędzia jest ogólnie znana. Mniej znane jest jednak życie tych dwojga dzieci i wysoki stopień cnoty, jaki osiągnęli.
Franciszek - niewinna i prawa dusza o łagodnym temperamencie
Francisco (Franciszek) i Jacinta (Hiacynta) Marto byli odpowiednio ósmym i dziewiątym dzieckiem Manuela Pedro Marto, znanego jako "Ti" Marto (Wujek Marto) i jego żony Olimpii de Jesus. Oboje urodzili się w wiosce Aljustrel, w parafii Fatima, Franciszek 11 czerwca 1908 roku, a Hiacynta 11 marca 1910 roku.
Ti Marto, najbardziej szanowana osoba w okolicy, powiedział, że jego najmłodszy syn cieszył się dobrym zdrowiem, miał dobre nerwy, był silny i zdecydowany. „Nie był tchórzem. Wychodził w nocy, sam w ciemności, bez śladu strachu. Bawił się jaszczurkami i wężami, owijał je wokół patyka i kazał im pić z dziur w skałach. Bez strachu polował na zające, lisy i krety”.
Franciszek był pokorny i stanowił wzór posłuszeństwa. Zawsze uprzejmy i miły, „bawił się ze wszystkimi dziećmi bez okazywania preferencji” - mówi siostra Łucja - „i nigdy się nie kłócił. Ale jeśli zdarzyło się coś, co mu się nie podobało, czasami opuszczał zabawę. Zapytany, dlaczego odszedł, odpowiadał:, Bo jesteś zły’ lub po prostu: ,Bo chcę’”.
„Chociaż starał się jak mógł w grach - kontynuuje Łucja - grało się z nim nudno, ponieważ prawie zawsze przegrywał. Jego spokojny temperament czasami bardzo działał mi na nerwy. Jeśli kazałam mu usiąść na kamieniu, potulnie to robił”.
Franciszek lubił gry i zabawy, ale unikał konfrontacji. Zrzekał się swoich praw bez walki. „Jeśli któreś z dzieci nalegało na zabranie mu czegoś, co do niego należało - wspomina Łucja - odpowiadał: ‘Niech to mają! Co mnie to obchodzi?’”
Był bardzo niewinny i miał delikatne sumienie. Pewnego ranka jego matka zasugerowała, aby wykorzystał nieobecność matki chrzestnej i zabrał owce na pastwisko na jej polach. Odpowiedział, że tego nie zrobi. Kiedy matka uderzyła go w twarz, stanął przed nią z godnością i zapytał: „Czy moja matka uczy mnie kraść?”. Poszedł dopiero po uzyskaniu pozwolenia od matki chrzestnej.
Miał duszę artysty. Zachwycał się pięknem stworzenia. Kochał gwiaździste niebo, strumienie i źródła, a przede wszystkim słońce, które postrzegał jako symbol Bożej mocy. Będąc kontemplatykiem, znajdował rozrywkę w małych rzeczach. Mając tylko swój mały flet, spędzał godziny, grając nostalgiczne melodie lub radosną muzykę, do której Łucja i Hiacynta tańczyły na polach.
Jak każde dziecko, Franciszek miał swoje małe wady. Czy to z ich powodu Matka Boża powiedziała, że będzie musiał odmówić wiele różańców, zanim pójdzie do Nieba? W niektóre wieczory nie chciał się modlić z rodziną i chował się w szopie w ogrodzie. Ojciec musiał go przyprowadzać. Ale Ti Marto powiedział, że było to przed objawieniami w Cova da Iria: „Po objawieniu się Matki Bożej nigdy go nie brakowało; to Franciszek i Hiacynta nalegali, aby wszyscy odmawiali różaniec”.
Hiacynta - wrażliwy temperament i nieugięty duch
Łucja opisuje Hiacyntę jako przeciwieństwo Franciszka, do tego stopnia, że trudno było uwierzyć, że są rodzeństwem.
Jej dusza była niezwykle wrażliwa i bardzo łatwo ulegała emocjom. „Kiedy miała pięć lat lub mniej - relacjonuje Łucja - rozpływała się we łzach, słysząc historię Męki naszego Pana. ‘Biedny Jezus’ – mówiła - ‘nie wolno mi więcej grzeszyć i obrażać Go’. Uciekała jak przed zarazą od tych, którzy mówili złe słowa lub prowadzili podejrzane rozmowy, ‘ponieważ jest to grzech i zasmuca Naszego Pana’”.
Unikała również kłamstwa, rozumiejąc jego grzeszność. Podobnie jak jej brat, a może nawet bardziej niż on, jej dusza była wyrafinowana, delikatna i czuła.
Kochała swoje owce i każdej z nich nadała imię - Gołębica, Gwiazda, Łagodna, Śnieg itp. Wiele razy niosła je na ramionach, tak jak widziała naszego Pana niosącego je na świętych obrazkach.
Miała prawdziwą pasję do kwiatów. Zbieranie ich na polach było jedną z jej ulubionych rozrywek. Czasami robiła z nich girlandy, by przyozdobić nimi kuzynkę.
Kochała księżyc, który nazywała „lampą Matki Bożej”. Wolała go od słońca, „ponieważ nie rani oczu”. Kiedy księżyc był w pełni, biegła ogłosić dobrą nowinę: „Matko, nadchodzi królowa nieba!”
Hiacynta miała też wady, choć niewielkie. Łucja wspomina, że była rozpieszczona. Gdy sprawy nie szły po jej myśli, dąsała się. Z jej niesamowitą energią, czasami trochę przesadzała w tańcu, który był powszechną rozrywką wśród portugalskich chłopów. Pląsała i podskakiwała z niewiarygodną zwinnością i gracją.
W tym miejscu jej biograf, o. Joseph Galamba de Oliveira, komentuje: „Wady i niedoskonałości, które zauważamy w jej życiu, są oczywistym dowodem przemiany, jaka później dokonała się w jej duszy dzięki łasce i hojności, z jaką odpowiedziała na działanie Ducha Świętego.”
Dusze te, z wieloma anielskimi cechami, zostały w ten sposób przygotowane przez Boską łaskę na przyjęcie niebiańskich odwiedzin.
Objawienia popychają dziecinne dusze ku świętości
Wiosną 1916 roku życie trojga szczęśliwych i beztroskich pastuszków w wieku zaledwie dziewięciu, ośmiu i siedmiu lat miało ulec dramatycznej zmianie po tym, jak pojawił się anioł i przemówił do nich: „Serca Jezusa i Maryi są uważne na głos waszych błagań”.
W innym objawieniu, latem tego samego roku, anioł radził: „Ofiarowujcie nieustannie modlitwy i ofiary Najwyższemu... Uczyńcie ze wszystkiego, co możecie, ofiarę i złóżcie ją Bogu jako akt zadośćuczynienia za grzechy, którymi jest obrażany i błagając o nawrócenie grzeszników... Przede wszystkim przyjmijcie i znoście z uległością cierpienia, które Pan na was ześle.”
To reżim świętości wymagany tylko od tych, którzy są powołani do prawdziwej zażyłości z Naszym Panem. Ci troje wypełnili go co do joty z zapałem, bez narzekania i użalania się nad sobą, z prawdziwą radością i pełnym miłości poddaniem. Posunęli się nawet do wymyślania różnych sposobów poświęcania się.
Tak więc około rok później byli gotowi na wizytę Królowej Niebios.
Kiedy przyszła, to nie z uprzejmościami czy pieszczotami, ale z powagą. Już podczas pierwszego spotkania powtórzyła zaproszenie anioła do modlitwy i cierpienia: „Będziecie musieli wiele wycierpieć, ale łaska Boża będzie dla was pociechą”.
Zostali poproszeni o ofiarowanie modlitwy i cierpienia w zadośćuczynieniu Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi, tak bardzo obrażanym przez straszliwe odstępstwo ludzkości. Mieli zrozumieć pełny zakres tej prośby dopiero z upływem czasu i przy pomocy szczególnej łaski.
Anioł Portugalii ukazuje się trojgu dzieciom z Fatimy: Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie.
Franciszek - kontemplacyjna dusza, „pocieszyciel Boga”
Chociaż niewinny i oderwany od rzeczywistości, Franciszek miał pewne słabości lub mały brak hojności, które musiał naprawić. Nie przeszkodziło mu to w widzeniu anioła i Matki Bożej, ale nie mógł ich usłyszeć.
Mimo to, kiedy Łucja przekazała mu słowa Matki Bożej, że musi on odmówić „wiele różańców”, aby mogła go również zabrać do Nieba, wykrzyknął bez cienia urazy lub zazdrości: „O, moja droga Matko Boża! Odmówię tyle różańców, ile zechcesz!”
Co ciekawe, z całej trójki Franciszek był pod najmniejszym wrażeniem wizji piekła. Podczas tej wizji najbardziej przyciągał i pochłaniał go Bóg, Trójca Święta „w tym ogromnym świetle, które przenikało nas do najgłębszych zakamarków duszy”. To daje nam wyobrażenie o duchowości tego małego pastuszka i o powołaniu, które dał mu Bóg.
W każdym razie wizja piekła wyznaczyła decydujący próg w duchowym życiu wszystkich trzech widzących. To właśnie po tej wizji mali pasterze zaczęli czynić wielkie duchowe postępy.
Łucja komentuje: „Podczas gdy Hiacynta zdawała się myśleć tylko o nawracaniu grzeszników i ratowaniu dusz przed pójściem do piekła, Franciszek zdawał się myśleć tylko o pocieszaniu naszego Pana i Matki Bożej, którzy wydawali się tak smutni”. Kiedy zapytała go, co lubi bardziej: pocieszać Pana czy nawracać grzeszników, nie wahał się: „Wolałbym pocieszać Naszego Pana. Czy nie pamiętasz, jak smutna była Matka Boża w zeszłym miesiącu, kiedy powiedziała, aby nie obrażać Pana, ponieważ był już bardzo obrażony? Chcę najpierw pocieszyć Naszego Pana, a potem nawrócić grzeszników, aby już więcej Go nie obrażali.”
Nie bez powodu o. Jose Maria Alonso komentuje: „Pocieszające zadośćuczynienie, wyrażone słowami Franciszka, które jest tak znakomicie teocentryczne, nie jest możliwe bez nadzwyczajnej łaski mistycznej.”
Po tym apelu o kontemplację, Franciszek, chcąc modlić się w samotności, często opuszczał dziewczęta. Kiedy pytały go, co robi, pokazywał im swój różaniec. Gdy nalegały, by przyszedł się z nimi pobawić, odpowiadał: „Czy nie pamiętacie, że Matka Boża powiedziała, że muszę odmawiać wiele różańców?”. A jeśli pytały dlaczego nie modli się z nimi, odpowiadał: „Wolę modlić się sam, myśleć i pocieszać naszego Pana. On jest taki smutny.”
Kiedy mali pastuszkowie zaczęli chodzić do szkoły, Franciszek powiedział do dziewczynek: "Wy idźcie do szkoły, a ja zostanę tutaj, w kościele, blisko ukrytego Jezusa. Nauka czytania nie jest dla mnie warta zachodu. Wkrótce pójdę do Nieba.” W ten sposób spędzał godziny przed Najświętszym Sakramentem, starając się pocieszyć i ucieszyć swego Boga.
Czasami dziewczynki znajdowały go pochłoniętego myślami pod małym murkiem. Pytając go, co robi, odpowiadał: „Myślę o Bogu. Myślałem o naszym Panu i o wszystkich grzechach, które uczyniły Go nieszczęśliwym. O, Łucjo, gdybym tylko mógł Go pocieszyć!”
Pocieszać Boga, radować Go - cóż za ideał! Cóż za program na życie! Jest to praktykowanie pierwszego przykazania we wzniosły sposób, zapominając o sobie i kochając Boga ponad wszystko.
W ten sposób, prowadzony przez Ducha Świętego, Franciszek poczynił wielkie postępy na drodze kontemplacji.
„Jest dość prawdopodobne - komentuje William Thomas Walsh - że w ten sposób, bez wskazówek, Franciszek nauczył się praktykować modlitwę myślną. Być może stał się dość zaawansowanym kontemplatykiem, być może miał ekstazy. Nauczył się od samego Mistrza lekcji, której św. Teresa uczy w swojej ‘Drodze doskonałości’: że wzniosła modlitwa wymaga miłości, samotności, oderwania, wolności od wszelkiego poszukiwania siebie lub zmysłowości.”
Mały wiekiem, ale wielki duchem poświęcenia
Trzej mali pastuszkowie znaleźli tysiące sposobów umartwiania się: rozdawanie obiadu ubogim, jedzenie gorzkich korzeni, pozostawanie bez wody przez cały dzień i cierpienie z powodu pragnienia, pocieranie ciała pokrzywami, pozostawanie w pozycji leżącej na twarzy przez wiele godzin podczas odmawiania modlitw, których nauczył ich anioł i tych, które podpowiadał im zapał.
Pewnego dnia znaleźli szorstki kawałek sznura i natychmiast zawiązali go wokół talii pod ubraniem. Było to tak niewygodne, że nie mogli spać. Sama Matka Boża musiała im powiedzieć, by nie używali tego narzędzia pokuty w nocy.
Pewien ksiądz polecił im również, aby modlili się za Ojca Świętego, wyjaśniając im, kim on jest. Dodali więc trzy Zdrowaś Maryjo na końcu swoich różańców w intencji Papieża.
Franciszek - heroiczna cierpliwość w cierpieniu
23 grudnia 1918 roku brat i siostra padli ofiarą epidemii odoskrzelowego zapalenia płuc, która ogarnęła wówczas Europę. Nawet w chorobie poświęcali się dla grzeszników.
Łucja pisze o Franciszku: „Cierpiał z heroiczną cierpliwością, nigdy nie pozwalając, by wymknęła mu się choćby jedna skarga czy jęk. Pił wszystko, co dała mu matka i nigdy nie mogłam stwierdzić, czy coś go odpychało.”
„Zapytałam go pewnego dnia na krótko przed śmiercią: 'Franciszku, czy bardzo cierpisz?’ - ‘Tak, cierpię. Ale cierpię wszystko z miłości do Naszego Pana i Naszej Pani’.”
„Pewnego dnia dał mi sznur i powiedział: ‘Weź to, zanim moja matka zobaczy. Nie jestem już w stanie używać go wokół talii.’ Ta lina miała trzy węzły i była poplamiona krwią”.
4 kwietnia 1919 roku, bez żadnego jęku czy skurczu twarzy, cicho i z anielskim uśmiechem na ustach, Franciszek wyszedł na spotkanie Najświętszej Dziewicy, która czekała na niego z otwartymi ramionami.
Hiacynta - ofiara zadośćuczynienia, poważna i hojna
Po objawieniach Hiacynta tak poważnie potraktowała swoją misję modlitwy za grzeszników, że została obdarzona kilkoma mistycznymi łaskami. Miała prorocze wizje i otrzymała uzdrowienia, a nawet przypadek bilokacji.
Jeszcze w Fatimie, rok po objawieniach, Matka Boża ukazała się jej jeszcze trzy razy.
Dojrzałość tej skromnej małej pasterki była imponująca. Łucja jest świadkiem:
„Miała poważną, skromną i życzliwą postawę, która była przepojona obecnością Boga we wszystkich jej działaniach; postawę zwykle spotykaną u znacznie starszych osób, które są daleko zaawansowane w cnotach.
Jeśli w jej obecności dziecko lub nawet osoba dorosła powiedziała lub zrobiła coś niewłaściwego, upominała je: 'Nie rób tego, bo obrażasz Naszego Pana, a On jest już bardzo obrażony'”.
Łucja pisze: „Nasz dobry Bóg dał mi łaskę bycia jej bliską powiernicą; bardzo za nią tęsknię i wspominam ją z miłością i szacunkiem, doceniając jej świętość”. W innym miejscu Łucja stwierdza, że zachowanie niewinności zawdzięcza częściowo towarzystwu Hiacynty.
Ofiara wynagradzająca Niepokalanemu Sercu Maryi
Misja reparacyjna Hiacynty jest ściśle związana z Niepokalanym Sercem Maryi. Kiedy Matka Boża pokazała piekło trojgu pastuszkom, powiedziała: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników. Aby je zbawić, Bóg pragnie ustanowić na świecie nabożeństwo do mojego Niepokalanego Serca”. Hiacynta była na swój sposób misjonarką tego nabożeństwa.
Żegnając się z Łucją przed wyjazdem do Lizbony, serdecznie podkreśliła: „Pozostajesz tutaj, aby powiedzieć wszystkim, że Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi. Kiedy nadejdzie czas, aby to powiedzieć, nie ukrywaj się”.
Następnie dodała: „Powiedz wszystkim, że Bóg udziela nam łask przez Niepokalane Serce Maryi, że ludzie powinni iść do Niej, że Najświętsze Serce Jezusa chce, aby Jej Niepokalane Serce było czczone obok Jego Serca, że ludzie powinni prosić o pokój Niepokalane Serce Maryi, ponieważ Bóg złożył go w Jej ręce. O, gdybym tylko mogła włożyć w serca wszystkich ten ogień, który płonie w moim, sprawiając, że tak bardzo kocham Najświętsze Serce Jezusa i Serce Maryi!”
Tak więc Hiacynta zasługuje na tytuł modelowej ofiary Niepokalanego Serca Maryi. My, którzy pragniemy żyć dogłębnie orędziem fatimskim, tak właśnie powinniśmy je postrzegać.
Pewnego dnia zwierzyła się Łucji, że kiedy była sama, wiele razy schodziła z łóżka, aby odmówić modlitwę anioła: „Ale teraz nie mogę już dotykać głową podłogi, bo upadam, więc klęczę i modlę się.”
Jak tak małe dziecko jak Hiacynta mogło tak głęboko zrozumieć i tak poważnie przyjąć ducha umartwienia i pokuty? Łucja odpowiada: „Po pierwsze, dzięki szczególnej łasce, której Bóg zechciał jej udzielić przez Niepokalane Serce Maryi. Po drugie, dzięki widzeniu piekła i nieszczęścia dusz, które tam upadają”.
Ojciec Alonso komentuje: „Przed Hiacyntą sama Łucja czuła to, co zwykle czuje się przed świętą osobą, która wydaje się być w komunii z Bogiem we wszystkim. (...) Widok piekła przerażał ją tak bardzo, że wszystkie pokuty i umartwienia wydawały się niczym, dopóki mogła uratować kilka dusz przed pójściem tam.”
Matka Boża zapytała Hiacyntę, czy chce pozostać na ziemi trochę dłużej, aby nadal cierpieć za nawrócenie grzeszników. Hojne dziecko zgodziło się. Poszła więc do dwóch szpitali, gdzie bardzo cierpiała i w końcu zmarła samotnie w Lizbonie, z dala od swojej rodziny. Ale Matka Boża jej nie opuściła. Ukazywała się jej często, pouczając ją, doradzając, pokazując jej sytuację świata i zbliżające się kary.
Matka Maria od Oczyszczenia Godinho, której Hiacynta się zwierzała, spisała wiele niebiańskich komunikatów i medytacji wizjonerki, które zostały później opublikowane w kilku książkach. Można w nich docenić duchową dojrzałość osiągniętą przez tę zaledwie dziesięcioletnią dziewczynkę.
Czy wiesz wszystko o objawieniach fatimskich?
Głębokie i poważne zrozumienie wieczności
Widząc nieskromnie ubranych ludzi, którzy odwiedzali chorych lub pielęgniarki, które nosiły zbyt dużo makijażu, mówiła do Matki Godinho: „Po co to wszystko? Gdyby tylko pomyśleli, że pewnego dnia będą musieli umrzeć i wiedzieli, czym jest wieczność!”. O niektórych ateistycznych lekarzach powiedziała: „Biedni ludzie! Z całą swoją nauką ledwo wiedzą, co ich czeka”. Po tym, jak zakonnica poprosiła ją o modlitwę za pewnych zatwardziałych grzeszników, odpowiedziała: „Tak, moja Matko, ale dla nich nie ma już lekarstwa!”
Hiacynta przeszła drugą operację w lutym 1920 roku. Z powodu jej osłabienia lekarze mogli zastosować jedynie chloroform i znieczulenie miejscowe. Znalazłszy się bez ubrania w rękach lekarzy, rozpłakała się. Wycięto jej dwa żebra, pozostawiając wnękę wystarczająco dużą, by włożyć rękę. Znosiła to wszystko spokojnie, czasami tylko szepcząc boleśnie: „O, moja Matko Boża!”. Aby jednak pocieszyć tych, którzy widzieli jej cierpienie, mówiła: „Cierpliwości! Wszyscy musimy cierpieć, aby pójść do Nieba”.
Ojciec Alonso pisze: „Nasz Pan połączył Hiacyntę najściślej z Jego bolesną męką i cierpieniami Najświętszej Dziewicy. Jednak cała pociecha, jaką czerpała z odwiedzin Matki Bożej, nie powstrzymała jej własnego cierpienia przed osiągnięciem granic najbardziej intensywnego męczeństwa. Można powiedzieć, że aby być wzorem ofiary zadośćuczynienia, Hiacynta musiała doświadczyć wszystkich nocy zmysłów i ducha, cierpiąc przerażającą samotność, której tak się bała.”
Szpital Dona Estefania, w którym zmarła Hiacynta.
W piątek 20 lutego Matka Boża przyszła zabrać Hiacyntę.
W artykule ks. Roberta Foxa czytamy: „Kiedy Matka Godinho czuwała przy trumnie, spojrzała na małą lampkę obok. Była zdumiona, widząc, że lampa nie zawierała oliwy, ale wciąż paliła się jasno. Jej ciało, które czasami przed śmiercią nie wydzielało przyjemnego zapachu z powodu infekcji i otwartych ran oraz skrajnych cierpień, które ją dotknęły, po śmierci wydzielało zapach słodkich perfum. Kiedy ciało zostało przeniesione do kościoła w Lizbonie, dzwony zadzwoniły, gdy nikogo nie było przy linach, a drzwi wieży były zamknięte.”
Ciało Hiacynty zostało po raz pierwszy ekshumowane 12 września 1935 roku. Jej nienaruszona twarz wydawała się znacznie starsza niż w chwili śmierci. „Być może jednym z wyjaśnień jest to, że jej ciało odzwierciedlało jej duchową dojrzałość w chwili śmierci, która nastąpiła, gdy Hiacynta nie miała jeszcze dziesięciu lat.”
Nabożeństwo do Serca Maryi uratuje świat
„Jeśli nie staniecie się jak małe dzieci...”
Tych dwoje dzieci zmarło przed jedenastym i dziesiątym rokiem życia, ale każde z nich praktykowało trzy cnoty teologiczne i cztery cnoty kardynalne w stopniu wymaganym do wyniesienia do chwały ołtarza, czyli heroicznie.
Beatyfikacja Hiacynty i Franciszka powinna być lekcją dla dzieci, które mają w tych małych pastuszkach z Fatimy odpowiednie wzorce dla swojego wieku.
Ale mogą i powinny być również wzorem dla dorosłych, którzy we własnych słabościach i niedociągnięciach znajdują wymówkę, by unikać dróg do świętości. Tutaj możemy zastosować napomnienie naszego Boskiego Zbawiciela: „Jeśli się nie staniecie jako małe dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt 23,3). Musimy pójść za przykładem Franciszka i Hiacynty i z otwartymi sercami wysłuchać próśb Matki Bożej wygłoszonych w Fatimie o modlitwę, pokutę i zadośćuczynienie.
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, bo zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je maluczkim” (Łk 10,21).
Źródło: tfp.org
(Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w wydaniu magazynu „Crusade” z lipca/sierpnia 2000 roku.)
Bibliografia:
1. Rękopis siostry Łucji - Fatima własnymi słowami Łucji
2. Ks. John de Marchi, I.M.C., The True Story of Fatima (St. Paul, Minn, 1952)
3. O. Fernando Leite, S.J., Franciszek z Fatimy (Fatima, 1992)
4. Ks. Joseph Galamba de Oliveira, Jacinta, the Flower of Fatima, (Nowy Jork, 1946)
5. William T. Walsh, Our Lady of Fatima (Nowy Jork, 1949)
6. O. Joaquim Maria Alonso, Doctrina y espiritualidad del mesaje de Fatima (Madryt, 1990)
7. Ks. Robert Fox, Wiara pastuszków fatimskich: Duchowość błogosławionej Hiacynty Marto, część 2, Daily Catholic 2000, 8 maja 2000.