Michał Rogalski | 24/08/2026
Ukraińska firma organizuje w Warszawie wydarzenie promujące komercyjną surogację. Pod hasłami o „leczeniu niepłodności” i „spełnianiu marzeń” kryje się praktyka, która uderza w godność dziecka, kobiety, macierzyństwa i rodziny. To nie jest neutralna usługa medyczna. To moralny skandal i otwarte oswajanie Polaków z rynkiem ludzkiego życia. Każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga i posiada nienaruszalną godność, której nie wolno podporządkowywać rynkowi ani „spełnianiu marzeń” dorosłych.
W dniach 12–13 września 2026 roku w Warszawie firma BioTexCom zapowiada wydarzenie, którego formularz rejestracyjny wprost pyta uczestników, czy interesuje ich „macierzyństwo zastępcze”, z własnymi komórkami jajowymi lub komórkami dawczyni. Publiczny cennik programów sięga 64 900 euro.
Nie wolno udawać, że chodzi tu wyłącznie o konferencję, rozmowę informacyjną albo medyczną konsultację. W istocie promowany jest system, w którym dziecko zostaje wpisane w logikę zamówienia, umowy, pakietu i płatności. Człowiek, który powinien być przyjęty jako dar, zostaje potraktowany jak rezultat usługi. Kobieta, która nosi dziecko pod sercem, zostaje sprowadzona do roli wykonawczyni kontraktu. Macierzyństwo zostaje rozbite na elementy: komórkę jajową, ciążę, poród, akt urodzenia, przekazanie dziecka i rozliczenie finansowe.
To jest właśnie najgłębszy problem komercyjnej surogacji: nie tylko to, że kosztuje dziesiątki tysięcy euro, ale to, że zmienia sposób myślenia o człowieku. Dziecko przestaje być kimś, a zaczyna być czymś, co można zaplanować, zamówić, opłacić i odebrać. Kobieta przestaje być matką, a staje się „nosicielką ciąży”. Rodzina przestaje być naturalną wspólnotą matki, ojca i dziecka, a staje się konstrukcją tworzoną przez pieniądz, technikę i prawniczy dokument.
Kościół katolicki nie może wobec tego milczeć. Nauczanie Kościoła jest jasne: dziecko jest darem Boga, a nie produktem ludzkiego projektu. Życie ludzkie ma godność od poczęcia, ponieważ pochodzi od Stwórcy, a nie od rynku. Ciało kobiety nie jest do wynajęcia. Macierzyństwo nie jest usługą. Pragnienie posiadania dziecka, choć może być głęboko bolesne i zrozumiałe, nie daje nikomu prawa do kupowania procesu, w którym inna kobieta ma urodzić dziecko przeznaczone od początku do oddania.
Komercyjna surogacja jest jednym z najbardziej brutalnych znaków cywilizacji, która odwróciła się od Boga. Tam, gdzie odrzuca się prawo naturalne, szybko pojawia się prawo silniejszego. Bogatszy zamawia. Biedniejsza kobieta nosi ciążę. Dziecko ma zostać przekazane zgodnie z umową. Wszystko jest ubrane w język empatii, nowoczesności i medycyny, ale pod osłoną działa zimna logika rynku: jest potrzeba, jest oferta, jest cena.
To nie jest postęp. To regres moralny.
Surogacja niszczy jedność macierzyństwa. Matką dziecka nie jest „funkcja”, którą można rozdzielić między dawczynię komórki jajowej, kobietę rodzącą i osobę wpisaną do dokumentów. Matka to nie rubryka w akcie urodzenia. Matka to kobieta, przez którą dziecko przyszło na świat. Każda próba wymazania tej prawdy jest przemocą wobec rzeczywistości nadanej przez samego Stwórcę i wobec dziecka.
Uderzenie w dziecko jest jeszcze głębsze. Dziecko ma prawo nie być przedmiotem umowy. Ma prawo do swojej matki. Ma prawo do ojca i matki. Ma prawo do pochodzenia, do tożsamości, do relacji, której nie zastępuje żaden kontrakt. Tymczasem przemysł surogacyjny przedstawia dziecko jako spełnienie pragnień dorosłych. To odwrócenie porządku moralnego: dziecko nie jest już podmiotem praw, ale przedmiotem oczekiwań.
Ten proceder otwiera też drogę do dalszego rozbijania naturalnego porządku rodziny. Jeżeli uzna się, że dziecko można „zamówić” poza małżeństwem i poza więzią matki oraz ojca, to znika granica chroniąca dziecko przed podporządkowaniem go projektom dorosłych. Wtedy każde pragnienie można przedstawić jako „prawo”, a każdy sprzeciw jako „nietolerancję”. Tymczasem prawda jest prosta: dorosły nie ma prawa do dziecka za wszelką cenę. To dziecko ma prawo do świata, który nie czyni z niego produktu.
Surogacja jest szczególnie cyniczna także dlatego, że bardzo często wykorzystuje nierówność ekonomiczną. Kobiety, które decydują się nosić cudze dziecko, nie robią tego w próżni. Robią to w warunkach presji, biedy, wojny, braku stabilności albo życiowego przymusu. Przemysł nazywa to „wyborem”. Ale chrześcijańskie sumienie musi zapytać: jaki to wybór, gdy jedna strona płaci dziesiątki tysięcy euro, a druga oddaje własne ciało do dyspozycji kontraktu?
Nie wolno kupować ludzkiej biedy. Nie wolno zamieniać kobiecego ciała w narzędzie realizacji cudzych planów. Nie wolno mówić o „pomocy”, gdy na końcu stoi faktura, cennik i przekazanie noworodka.
Szczególnie wstrząsające są przypadki dzieci, których rodzice docelowi nie odbierają albo porzucają po narodzeniu. Media opisywały noworodki czekające w hotelach, pokojach opieki, piwnicach i schronach. BBC pokazało historię chłopca Wei, urodzonego w 2021 roku w programie BioTexCom, z ciężkim uszkodzeniem mózgu. Gdy okazało się, że dziecko jest niepełnosprawne, rodzice docelowi zniknęli. Matka, która go urodziła, także go nie przyjęła. Dziś chłopiec żyje w państwowej placówce.
Historia Wei, to tylko jeden z wielu przypadków obnażających prawdę o całym systemie. Gdy dziecko jest traktowane jak produkt, pojawia się pytanie, co dzieje się z „produktem wadliwym”. To brzmi okrutnie, ale właśnie taka okrutna logika kryje się pod eleganckim językiem komercyjnej surogacji. Jako katolicy musimy nazywać to po imieniu: to jest grzech przeciwko godności osoby ludzkiej i zamiarom Stwórcy.
Jako katolicy, jako Polacy, nie możemy pozwolić, aby taki przemysł był promowany na terytorium naszej Ojczyzny. Nie możemy udawać, że skoro dziecko ma urodzić się za granicą, to problem nas nie dotyczy. Jeżeli w Warszawie pozyskuje się klientów, prowadzi rozmowy, zachęca do zawierania umów i reklamuje pakiety, to Polska staje się częścią tego procederu.
Polskie prawo stanowi, że matką dziecka jest kobieta, która je urodziła. To zgodne nie tylko z porządkiem prawnym, ale także z elementarną prawdą o człowieku – prawdą wpisaną w porządek stworzenia przez Boga. Żadna zagraniczna procedura, żaden formularz, żaden cennik i żaden akt administracyjny nie powinny wymazywać tej prawdy.
Dlatego potrzebna jest zdecydowana reakcja państwa, a także jasny sprzeciw wobec tej haniebnej procedury nas, obywateli.
Konieczny jest zakaz reklamy komercyjnej surogacji.
Konieczny jest zakaz pośrednictwa.
Konieczne są jasne przepisy karne wobec tych, którzy organizują, promują lub ułatwiają proceder prowadzący do traktowania dziecka jako towar handlowy.
Konieczne jest także sprawdzenie, czy planowane wydarzenie w Warszawie nie służy obchodzeniu polskiego porządku prawnego.
Nie wystarczy oburzenie. Potrzebne są działania
Kobieta nie jest inkubatorem. Dziecko nie jest towarem. Macierzyństwo nie jest usługą. Ojcostwo i macierzyństwo nie są rolami do dowolnego rozdania przez kontrakt. Rodzina nie jest konstruktem rynku. Życie ludzkie należy do Boga, nie do cennika.
Milczenie wobec promocji komercyjnej surogacji byłoby zgodą na moralne bezprawie. Polska ma obowiązek stanąć po stronie dziecka, matki, rodziny, prawa naturalnego i prawa Bożego.
Jeżeli dziś pozwolimy, by w centrum Warszawy promowano kupowanie drogi do posiadania dziecka, jutro usłyszymy, że sprzeciw wobec tego procederu jest zacofaniem. Ale to nie sprzeciw jest zacofaniem. Zacofaniem jest powrót do świata, w którym silniejszy może rozporządzać ciałem słabszego, a człowiek otrzymuje cenę – świata, który Europa już raz jednoznacznie odrzuciła, gdy znosiła niewolnictwo. Wtedy także mówiono, że handel ludźmi to „usługa”, „kontrakt” i „postęp”. Dziś ten sam mechanizm wraca pod nowymi zawoalowanymi hasłami o „leczeniu niepłodności” i „spełnianiu marzeń” .
Dziecko jest darem Boga. Nie produktem. Nie usługą. Nie zamówieniem. I właśnie dlatego trzeba powiedzieć jasno: komercyjna surogacja nie zasługuje na promocję, lecz na odrzucenie, jawne potępienie i zakaz.