Michał Rogalski | 21/08/2026
Kobiety nie żałują aborcji. Tak właśnie chce nam wmówić lobby aborcyjne. Jednak kto zapozna się z doświadczeniami kobiet opisanymi w mediach niechrześcijańskich, uzyska zupełnie inny obraz sytuacji. Kobiety często odczuwają smutek z powodu zabicia swojego nienarodzonego dziecka. Przedstawiamy przegląd autentycznych historii z Holandii.
„Teraz, kilka miesięcy później, wciąż odczuwam ogromny smutek. Nieustannie wyobrażam sobie, co by się stało, gdybym pozwoliła temu dziecku przyjść na świat. Czy byłby to chłopiec, czy dziewczynka? Jaki miałby charakter? Kiedy widzę koleżanki z dziećmi, czuję nawet zazdrość. Ja też powinnam była zostać matką”.
„Jesteśmy razem już od pięciu lat i jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Tylko że wcześniej tak szybko zachodziłam w ciążę, a teraz już nam się to nie udaje. (…) Wokół mnie widzę same kobiety z ciężarnymi brzuchami, ale nam po prostu nie wychodzi. Jestem wściekła na samą siebie. Gdybym nie poddała się tym wszystkim aborcjom, miałabym teraz przynajmniej jedno dziecko. A tak nie mam zupełnie nic! Mogę tylko powiedzieć, że teraz żałuję każdej aborcji, którą poddałam się w przeszłości. Mogę jedynie mieć nadzieję, że Bóg da mi jeszcze jedną szansę i że kiedyś jednak będę mogła nazwać się matką”.
„Przez cztery miesiące po aborcji radziłam sobie całkiem nieźle. Jednak podczas wakacji z rodzicami załamałam się. Miałam myśli samobójcze, nie wiedziałam, jak dalej żyć. (…) Przeszłam terapię specjalną EMDR, mającą na celu przepracowanie traumy. Pomogła mi ona w znacznym stopniu stanąć na nogi, choć wciąż zdarzają się chwile, kiedy jest mi ciężko. Tak strasznie tęsknię za Jimmym”.
„Wtedy okazało się, że dziecko miało zespół Downa oraz kilka innych powikłań, w tym rozszczep kręgosłupa. Według ginekologa dziecko miało szansę przeżyć tylko tydzień. (…) Znajomy lekarz rodzinny przejrzał jeszcze kartę porodu. Okazało się, że dziecko rzeczywiście miało zespół Downa, ale nie znalazł żadnych wzmianek o rozszczepie kręgosłupa. Podejrzewam, że ginekolog przedstawił wówczas sytuację jako poważniejszą, aby przekonać mnie do przerwania ciąży, co oczywiście jest bardzo podłe”.
„Jestem szczęśliwa, naprawdę. Ale w głębi serca nie wybaczyłam sobie tej aborcji. (…) Z perspektywy czasu okazało się, że była to moja jedyna szansa na dziecko. Dość dobrze udaje mi się zepchnąć to uczucie na dalszy plan. Ale czasami, gdy ktoś z mojego otoczenia jest w ciąży lub gdy widzę synka mojej przyjaciółki, który jest teraz w tym samym wieku, w jakim byłby mój syn lub córka, sprawia mi to ogromny ból”.
„Obecnie Sarah i jej chłopak są dumnymi rodzicami synka, ale właśnie teraz – opowiada Sarah – zastanawiam się, jak mogłam kiedykolwiek zdobyć się na to, by oddać moje pierwsze dziecko. Która matka robi coś takiego? Smutek powraca, gdy patrzę na ten mały cud w moich ramionach. Smutek. Żal. Co ja zrobiłam?”
„Podczas tej sesji zorientowałam się nagle, jak ona wygląda. Dziewczynka, którą mogła być. Bo choć w czasie ciąży myślałam, że to będzie chłopiec – zwłaszcza że tak mówił mój były – teraz nagle byłam całkowicie pewna, że to była dziewczynka. Dziewczynka mająca prawie cztery lata, z blond kręconymi włosami swobodnie opadającymi na plecy i małym warkoczem z boku głowy. Violet – to imię, które nagle przychodzi mi do głowy. (…) Tęsknię za nią, za tym, co mogło być; czuję się winna, że nie mogłam jej zaoferować tego, co oferuję moim pozostałym dzieciom. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego właśnie jej nie pozwolono być. I czuję się źle, że podjęłam taką decyzję, że zadecydowałam o czyimś życiu. Opłakuję to, co mogło być, to, jak się potoczyło, i to, że wtedy nie widziałam innej możliwości”.
„Kiedy leżałam na tym fotelu, ogarnęła mnie panika. Chwilę później zemdlałam, płacząc. Zanim się zorientowałam, obudziłam się w małym pokoju i znalazłam się twarzą w twarz z moim chłopakiem. Nie mogłam przestać płakać. Co ja zrobiłam? Dlaczego pozwoliłam usunąć moje dziecko? (…) Żałuję tego i myślę, że zawsze będę tego żałować. Niestety, nie da się tego już cofnąć”.
„Chcę podzielić się swoją historią, aby uchronić innych przed tym wielkim błędem! Przez całe życie będę musiała pogodzić się z tym, że nigdy nie zostanę matką. (…) Pominę szczegóły, ale macierzyństwo nie wchodzi już w grę. Wynika to z powikłań, które wystąpiły podczas aborcji. Każdego dnia z niechęcią wstaję z łóżka i z niechęcią kładę się spać. Tak jest odkąd skończyłam 17 lat, a teraz mam 47”.
„Bardzo mi było z tym ciężko. To zniknęło, już tego nie czułam… Podczas tej krótkiej ciąży odczuwałam lekkie skurcze, co oznaczało, że moja macica przygotowywała się na przyjęcie dziecka. Te skurcze ustąpiły. Wszystko, co wskazywało na obecność dziecka, zniknęło. Czułam się pusta w środku i, jak widać, ogarnęły mnie również poczucie winy i żal”.
„Mój były ucieka od tego, a ja też chciałabym móc. Zostaję z bólem, a na domiar złego dostałam infekcji przez połączenie tabletki aborcyjnej z lekami. Zostaję z mnóstwem pytań. Na przykład: «Dlaczego wybrałam nie siebie, tylko kogoś, kto uważa swoją reputację za ważniejszą niż szczęście swojej ukochanej?» Nie mogę już cofnąć zabiegu. Muszę nauczyć się żyć z tym bólem. Ale nigdy wcześniej nie czułam się tak samotna i niezrozumiana. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła sobie wybaczyć tę decyzję…”.
„Właściwie od razu wiedziałam, że popełniłam ogromny błąd, ale jeszcze miałam nadzieję, że to uczucie minie. Nie minęło. Między mną a Ramonem nie minęło nawet półtora miesiąca; on wariował od moich łez, a ja też nie mogłam już go znieść. Kiedy się rozstaliśmy, miałam nadzieję, że i mój żal przeminie. Przecież nigdy nie chciałam być samotną matką? To w ogóle nie wchodziło w grę, z pracą i tak dalej. Ale żal został”.
„Ja, która tak bardzo chciałam zostać matką, pozwoliłam usunąć własne dziecko. Nadal jestem zdumiona, że to mogło mi się przydarzyć. Że tak bardzo zgubiłam drogę. Jestem z tego powodu bardzo smutna. I wściekła. Wściekła na mojego lekarza. Uważam, że powinien był mnie lepiej poprowadzić, może mnie hospitalizować, zacząć leczenie antydepresantami. Czasami jestem też wściekła na Maartena, że mnie nie powstrzymał. Ale najbardziej jestem wściekła na siebie. Że byłam taka tchórzliwa i tak po prostu pozwoliłam usunąć swoje dziecko”.
„Dopiero gdy było już za późno, zaczęłam śnić o tym, jak mogło być. Ciągle przychodziły mi do głowy ładne imiona dla dziecka. I czy to w ogóle byłby chłopiec, czy dziewczynka? Każdej nocy o tym myślałam, a kiedy moja siostra – nie wiedząc, co mnie spotkało – siedem tygodni później zadzwoniła, by zachwycona powiedzieć, że ona i jej mąż spodziewają się dziecka, załamałam się. Hormonów już nie mogłam winić. Dziecko – tego też chciałam. Wyrzuciłam jedną szansę, bez zastanowienia pozwoliłam je odessać, i to mnie rozcinało na pół”.
„Minęło już półtora roku i nie ma chwili, żebym nie myślała o dziecku, które nigdy się nie narodziło. Czuję się winna i pusta. Mój rozwód przebiega dramatycznie. Bez emocjonalnych skutków mojej aborcji mogłabym lepiej wspierać moje dzieci w tym trudnym czasie. Teraz zawodzę na wszystkich frontach, przez własną głupią winę”.
„Wybrałam rozumem… po raz pierwszy i ostatni w życiu, i żałuję tego każdego dnia. Teraz, ponad dwa lata później, inne mieszkanie, stabilna praca, stała umowa i bezpieczeństwo finansowe – wszystko jest inne. Gdyby tylko wtedy tak było… Sem, jak bardzo byłbyś mile widziany, i Sem, jak bardzo za tobą tęsknię, i Sem, jak bardzo żałuję, że nigdy nie mogłam cię przytulić, tulić, zobaczyć, jak dorastasz – przez własny wybór… bo myślałam, że nie mogę ci dać wystarczająco dużo razem z tatą”.
Aborcyjna Placówka Śmierci w Polsce
Aborcja w Polsce jest całkowicie niezgodna z prawem i stanowi przestępstwo zagrożone karą do 8 lat więzienia. Tymczasem w Warszawie, tuż obok Sejmu RP funkcjonuje nielegalna placówka aborcyjna AboTak . To skandaliczne działanie stanowi rażące naruszenie prawa Bożego i samego prawa polskiego. Każde niewinne życie ludzkie jest święte i musi być chronione! Podpisz petycję, aby okazać swój sprzeciw.
