Adèle Cottereau | 06.08.2026
W artykule opiniotwórczym opublikowanym we francuskiej gazecie Le Figaro lekarka Pascale Favre, współautorka badania przeprowadzonego dla Fondapol na temat „tabu ekonomicznych” związanych z końcem życia, zwraca uwagę na aspekt, który w dużej mierze pozostaje poza publiczną dyskusją – kwestię budżetową.
Eufemizm: „pomoc w umieraniu”
Już na początku swojej analizy ostrzega przed eufemistycznym sformułowaniem projektu ustawy. Twierdzi, że „projekt ustawy, nad którym obecnie debatuje parlament, pod eufemistycznym szyldem »pomoc w umieraniu« ma na celu wprowadzenie prawa do eutanazji i wspomaganego samobójstwa”. Podkreśla, że te dwie praktyki „różnią się od siebie pod każdym względem, również z ekonomicznego punktu widzenia”.
Lekarka zwraca uwagę na kwestię, która rzadko pojawia się w debacie publicznej: „Aspekt finansowy tej sprawy pozostaje rzeczywiście najbardziej przemilczany, ponieważ jest politycznie niepoprawny”. Jej zdaniem związek między legalizacją a znacznymi oszczędnościami jest „niepodważalny”.
Eutanazja jako sposób na obniżenie kosztów opieki zdrowotnej
Zapytana o dane finansowe, wskazuje na surową rzeczywistość: „Najdroższy jest ostatni rok życia, a jeszcze bardziej ostatni miesiąc”. Dodaje: „Zezwolenie na przyspieszenie śmierci w przypadku tych różnych grup społecznych oznacza – z matematycznego punktu widzenia – zmniejszenie wydatków”. W kontekście deficytu budżetowego, jak przyznaje, „ograniczenie wydatków jest koniecznością”. Bez owijania w bawełnę stwierdza: „Przyznanie, że jednym ze sposobów osiągnięcia tego celu jest przyspieszenie śmierci niektórych osób, jest niewyobrażalne, ale nie sposób temu zaprzeczyć”.
Pascale Favre zwraca również uwagę na szerszy efekt: „Każda śmierć, która nastąpi przed »naturalnym« końcem, przynosi oszczędności znacznie przewyższające pozycję budżetową przeznaczoną na opiekę zdrowotną”. Krótszy o kilka tygodni lub miesięcy okres życia oznacza bowiem oszczędności nie tylko na leczeniu, lecz także na emeryturach, zasiłkach i innych wydatkach socjalnych.
Normalizacja nabiera tempa
Zdaniem lekarki znaczący jest przykład międzynarodowy. Porównuje dane z Kanady i Kalifornii: „W 2024 roku w Kanadzie odnotowano 16 499 przypadków eutanazji (…), podczas gdy w Kalifornii zgłoszono 1 032 przypadki pomocy w samobójstwie (…); oznacza to, że w Kanadzie odnotowano 14 razy więcej celowych zgonów”. Na tej podstawie wyciąga wniosek oparty na danych liczbowych: gdy eutanazja jest dozwolona, liczba przypadków gwałtownie rośnie.
Lekarka ostrzega też przed dynamiką kulturową, którą uruchamia legalizacja: „W krajach, w których eutanazja została zalegalizowana, następuje jej uproszczenie, a całe społeczeństwo zmienia swoje podejście do tej kwestii”. Zauważa, że wśród osób najbardziej wrażliwych „często powtarza się zdanie: »Nie chcę być ciężarem«”. Dla niej „zalegalizowanie eutanazji w celu zaspokojenia ograniczonej liczby próśb o śmierć oznacza, że znacznie więcej osób w trudnej sytuacji zostanie skłonionych do skorzystania z tej możliwości”.
Nieunikniona spirala spadkowa
Autorka przytacza przykład Kanady, gdzie „w 2027 roku kraj ten zezwoli na eutanazję osób z zaburzeniami psychicznymi i psychiatrycznymi”. Stopniowe znoszenie restrykcyjnych kryteriów wydaje się jej oznaką nieuniknionej spirali spadkowej.
Na koniec Pascale Favre wpisuje debatę w kontekst francuskiego systemu opieki zdrowotnej. Opisuje „poważny chaos”, sześciomiesięczne okresy oczekiwania na dostęp do centrum leczenia przewlekłego bólu oraz pracowników służby zdrowia, którzy „ogromnie cierpią”. Ostrzega: „Nie do pomyślenia jest, aby niedobór opieki zrekompensować poprzez legalizację doprowadzania do śmierci”. I poważnie konkluduje: „Zezwolenie na śmierć nie byłoby postępem legislacyjnym; oznaczałoby to porzucenie najbardziej bezbronnych spośród nas”.
Źródło: droitdenaitre.org