TFP maszeruje ramię w ramię z zdecydowanymi obrońcami życia w Nowym Jorku

TFP maszeruje ramię w ramię z zdecydowanymi obrońcami życia w Nowym Jorku

Jon Paul Fabrizio | 30/03/2026

Ruch proaborcyjny chciałby wierzyć, że Nowy Jork jest jego nietykalną twierdzą, w której obrońcy życia nie mają żadnego wpływu ani znaczenia.

Jednak ku ich wielkiemu niezadowoleniu 25 marca ulicami Broadwayu przeszedł międzynarodowy marsz „Gift of Life Walk” (Marsz „Dar życia”). W wydarzeniu tym wzięło udział Amerykańskie Stowarzyszenie Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP) oraz Akademia św. Ludwika de Montforta prowadzona przez TFP.

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego jest szczególnie odpowiednią datą na ten marsz, ponieważ upamiętnia Wcielenie naszego Pana Jezusa Chrystusa w łonie Najświętszej Maryi Panny.

Symbolika ta znalazła odzwierciedlenie w przemówieniach wygłoszonych na początku wydarzenia. 


Wśród prelegentów znaleźli się biskup pomocniczy Peter Byrne z Nowego Jorku, 
organizatorka wiecu Dawn Eskew oraz dyrektor TFP Student Action John Ritchie.

Przemówienia nadały ton zbliżającemu się wydarzeniu, jasno pokazując, że nie jest to zwykłe spotkanie ludzi dobrej woli. To mocne wezwanie skierowane do wszystkich obrońców życia, aby zaangażowali się w walkę o nienarodzone dzieci.

Właśnie w tym duchu rozpoczął się marsz.

Na jego czele szła orkiestra marszowa TFP, czyniąc przesłanie w obronie życia niemożliwym do zignorowania. Podczas gdy hymny maryjne i patriotyczne przyciągały uwagę przechodniów, uczniowie Akademii św. Ludwika de Montforta rozdawali setki ulotek. Niektórzy przechodnie przyjmowali je z wdzięcznością… podczas gdy inni okazywali pogardę.


Na czele szła orkiestra marszowa TFP, dzięki czemu nie dało się zignorować przesłania w obronie życia.

W marszu pojawiły się również transparenty, banery i szkarłatne sztandary TFP, dzięki czemu przesłanie ruchu pro-life było widoczne na każdym kroku.

Centralnym punktem marszu była jednak piękna figura Matki Bożej Fatimskiej, niesiona na lektyce przez wolontariuszy TFP. Jest Ona królową ruchu pro-life i słuszne jest, że to właśnie Ona czuwa nad tą walką.

Idąc wzdłuż Broadwayu, uczestnicy marszu wznosili energiczne hasła i modlitwy, dając wszystkim do zrozumienia, że ruch pro-life ma się dobrze i kwitnie – nawet w Nowym Jorku.

Ich entuzjazm był zaraźliwy. Niewiele jest rzeczy piękniejszych niż widok gorliwych katolików zjednoczonych w walce z ciężkim grzechem i w obronie nienarodzonych dzieci.


Najświętsza Maryja Panna jest królową ruchu pro-life i słuszne jest,
że to właśnie Ona czuwa nad tą walką.

Czy jest jakaś nadzieja? Nawet dla Nowego Jorku?

Można by się zastanawiać, dlaczego zwolennicy ochrony życia byli tak radośni. W końcu Nowy Jork jest jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc dla nienarodzonych dzieci w Ameryce.


W rzeczywistości nowy socjalistyczny burmistrz miasta praktycznie wypowiedział wojnę ruchowi pro-life:

„Administracja Mamdani będzie chronić mieszkańców Nowego Jorku przed fałszywymi lub wprowadzającymi w błąd informacjami rozpowszechnianymi przez ośrodki pomocy kobietom w ciąży w sytuacjach kryzysowych, w tym przed kłamstwami dotyczącymi bezpieczeństwa aborcji i stosowanych w niej środków farmakologicznych”.

Ruch pro-life to pełna energii, prężnie rozwijająca się rzeczywistość – rzeczywistość, która rzuca ponury cień na przyszłość ruchu aborcyjnego.

Fakty mówią same za siebie: główna siedziba Planned Parenthood przy Bleecker Street na Manhattanie na Manhattanie została zamknięta w zeszłym roku. Oznacza to, że na Manhattanie nie działa już żadna klinika Planned Parenthood.

W obliczu takich faktów byłoby głupotą tracić nadzieję. Jak powiedział w swoim przemówieniu dyrektor TFP Student Action John Ritchie:

„Kto wygra tę bitwę? Odpowiedź brzmi: to zależy. Zależy od tego, kto nas prowadzi. Święty Michał ma największe zwycięstwa na swoim koncie. Nigdy nie przegrał bitwy – i nie zamierza zaczynać teraz”.

Źródło: tfp.org