Tabletka aborcyjna na zamówienie: gdzie podziało się dobro nienarodzonego dziecka?

Tabletka aborcyjna na zamówienie: gdzie podziało się dobro nienarodzonego dziecka?

Stefan Mertens | 27/03/2026

W Holandii wprowadzono nową inicjatywę środowisk proaborcyjnych – stronę internetową, na której kobieta może zamówić tabletki aborcyjne bez osobistej wizyty u lekarza. W praktyce oznacza to dalsze odsuwanie na bok najważniejszej osoby w całej tej sytuacji – nienarodzonego dziecka.

Lekarze rodzinni odmawiają przepisywania tabletek

Od 1 stycznia 2025 roku holenderskie prawo pozwala lekarzom rodzinnym (odpowiednikom polskich lekarzy pierwszego kontaktu) przepisywać tabletki aborcyjne, pod warunkiem ukończenia specjalistycznego szkolenia.

Zwolennicy liberalizacji prawa spodziewali się, że wielu lekarzy włączy się do procedury – szacowano, że nawet 30–60 procent. Rzeczywistość okazała się dramatycznie inna: po ośmiu miesiącach szkolenie ukończyło zaledwie 2,4 procent lekarzy.

To oznacza, że większość lekarzy nie chce brać udziału w procedurze, która w ich oczach nie daje kobiecie pełnej ochrony zdrowia ani bezpieczeństwa psychicznego.

Internetowa platforma: „rozwiązanie” lobby aborcyjnego

Dla środowisk proaborcyjnych brak lekarzy to poważny problem. Dlatego pojawił się nowy pomysł: internetowa strona umożliwiająca zamówienie tabletek aborcyjnych.

Jak tłumaczy współinicjatorka projektu Alina Chakh, powodem powstania strony jest niewielka liczba lekarzy, którzy przeszli wymagane szkolenie. Według niej kobiety nie wiedzą, czy mogą otrzymać tabletki u swojego lekarza rodzinnego. Strona ma to „uprościć” i zapewnić dostępność medykamentu w każdej sytuacji.

Chakh jest przewodniczącą organizacji Ava, określanej w mediach jako „organizacja pacjentów”, choć w rzeczywistości jest inicjatywą finansowaną z publicznych środków, wspierającą liberalizację prawa aborcyjnego.

Brak rozmowy z lekarzem – realne ryzyko

Nawet w liberalnych mediach pojawiają się wątpliwości: czy formularz internetowy może zastąpić osobistą konsultację lekarską?

W klasycznej procedurze lekarz prowadzi rozmowę z kobietą, upewniając się, że decyzja jest:

·       dobrowolna,

·       przemyślana,

·       świadoma odpowiedzialności za nienarodzone życie.

Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o Holandii, gdzie prawo aborcyjne jest jedne z najbardziej liberalnych w Europie. Obecnie aborcja jest legalna do 24. tygodnia ciąży, a po 24. tygodniu dopuszczalna tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. zagrożenia życia matki lub ciężkich wad płodu. Nawet w takim systemie jednak obowiązuje wymóg konsultacji lekarskiej i oceny „nieuniknionej sytuacji kryzysowej”, co w teorii ma chronić życie nienarodzonego dziecka.

Tymczasem w przypadku platformy internetowej kontakt ogranicza się do formularza i ewentualnej infolinii. Problemy takie jak przemoc domowa, presja partnera czy problemy psychiczne mogą pozostać całkowicie niewidoczne, jeśli kobieta nie zgłosi ich sama.

Bagatelizowanie skutków i ryzyka

Zwolennicy aborcji farmakologicznej przedstawiają ją jako niemal bezpieczną. Chakh twierdzi, że powikłania dotyczą jedynie 0,5–1 procenta kobiet.

Tymczasem ulotka leku, o którym mowa, wyraźnie przedstawia:

·       ponad 10 procent kobiet doświadcza biegunki, nudności lub wymiotów,

·       do 10 procent cierpi z powodu silnych krwawień, skurczów brzucha lub infekcji macicy,

·       w 1,5–3,3 procent przypadków aborcja farmakologiczna nie jest kompletna i wymaga dalszej interwencji medycznej.

Nie jest to więc lek „bezpieczny i prosty”, jak próbuje przekonywać lobby aborcyjne.

Zawsze istnieje lepsze rozwiązanie

Holenderskie prawo dopuszcza aborcję jedynie w tzw. „nieuniknionej sytuacji kryzysowej”. W teorii lekarz ma sprawdzić, czy decyzja kobiety jest podjęta świadomie, dobrowolnie i z pełną odpowiedzialnością za życie nienarodzonego dziecka. Powinien też przedstawić inne możliwe rozwiązania trudnej sytuacji.

Jednak nawet w takim systemie prawo nie zmienia faktu, że aborcja oznacza zabicie niewinnego dziecka. Istnieją zawsze lepsze rozwiązania niż decydowanie się na śmierć niewinnego dziecka, które z natury jest złem i nigdy nie powinno być dopuszczalne.

Jak daleko odeszliśmy od ducha prawa?

Czy można naprawdę stwierdzić dobrowolność i odpowiedzialność decyzji kobiety poprzez formularz online i stronę z zestawem najczęściej zadawanych pytań? Najbardziej niepokojące jest to, że w tym procesie nienarodzone dziecko znika z pola widzenia. Dla lobby aborcyjnego staje się jedynie przeszkodą w realizacji „prawa do samostanowienia kobiety”.

Kontekst prawny aborcji w Holandii — jak jest naprawdę?

W Holandii aborcja jest legalna do około 24. tygodnia ciąży – formalnie jest to granica wynikająca z prawa uznającego, że do tego czasu dziecko w łonie matki nie jest zdolne do przeżycia poza macicą.  W praktyce większość klinik wykonuje zabiegi do około 22. tygodnia, choć formalne ramy prawne sięgają nieco dalej.

Po 24. tygodniu przerwanie ciąży pozostaje dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach medycznych – na przykład gdy orzeka się, że dziecko nie ma szans na przeżycie lub istnieją poważne wady, które z punktu widzenia lekarza wykluczają możliwość życia po urodzeniu.

Prawo holenderskie nadal opiera się na zapisanej od 1984 r. ustawie o przerywaniu ciąży (Wet afbreking zwangerschap), która określa warunki i procedury dopuszczalności aborcji, w tym wymóg konsultacji z lekarzem.  Ostatnio zniesiono obowiązkowy, sztywny okres 5dniowego okresu refleksji, zastępując go bardziej elastycznymi zasadami współdecydowania kobiety i lekarza.

To wszystko pokazuje, jak liberalne i klinicznie uregulowane jest prawo aborcyjne w Holandii – ale jednocześnie, nawet tam wciąż formalnie wymaga się konsultacji medycznej przed podjęciem decyzji.

Dlaczego to ma znaczenie dla Polski?

Takie spojrzenie na Holandię, a także na Wielką Brytanię — gdzie aborcja staje się coraz łatwiej dostępna i traktowana jako element „opieki zdrowotnej” — powinno być dzwonkiem alarmowym dla Polski, szczególnie teraz, kiedy toczy się debata publiczna i polityczna na temat regulacji dotyczących życia i rodziny.

Ostatnie dyskusje w Wielkiej Brytanii dotyczyły jeszcze większego upraszczania dostępu do tabletek aborcyjnych, co według wielu komentatorów oznacza zaprzeczenie dialogu medycznego i moralnego wokół tego, co dzieje się z życiem zaczynającym się w łonie matki.

W Polsce prawo obecnie częściowo chroni życie nienarodzonego dziecka i ogranicza możliwość wykonania aborcji (choć w niektórych wyjątkowych przypadkach debata na temat wyjątków jest żywa). Widząc, co dzieje się w krajach zachodnich, łatwiej zrozumieć, jak łatwo nawet daleko idące regulacje mogą być reinterpretowane jako „nowa norma społeczna”, sprzyjająca haniebnej ideologii aborcyjnej — jeśli nie będziemy tego konsekwentnie przeciwdziałać.

Aborcja nigdy nie jest opieką ani prawem. To zabójstwo niewinnego dziecka.

Polski odbiorca powinien pamiętać, że kierunek zmian w Europie Zachodniej może być groźnym precedensem także dla ochrony życia i rodziny w Polsce.

Dlatego już teraz stań w obronie tych, którzy nie mają głosu – wspieraj działania obrony życia w Polsce!

Podpisz naszą petycję.