Różaniec, który obnażył nienawiść. Relacja z Europejskiej Krucjaty na rzecz Rodziny w Holandii i Niemczech

Różaniec, który obnażył nienawiść. Relacja z Europejskiej Krucjaty na rzecz Rodziny w Holandii i Niemczech
Michał Rogalski | 19/08/2026

W połowie sierpnia 2026 roku na ulicach Holandii i Niemiec rozegrała się prawdziwa próba charakteru. Członkowie i sympatycy międzynarodowej organizacji TFP oraz współpracujących z nią środowisk – w tym kampania „Polska Katolicka, nie laicka” – przeprowadzili serię publicznych akcji w ramach Europejskiej Krucjaty na rzecz Rodziny. Hasła były jednoznaczne i nie do przełknięcia dla współczesnego mainstreamu: obrona życia nienarodzonych, tradycyjnej rodziny oraz niezmiennych zasad chrześcijańskich.

Przejechaliśmy setki kilometrów. Rozdawaliśmy ulotki, głośno odmawialiśmy różaniec, wchodziliśmy w debaty i nie chowaliśmy się z prawdą. To nie była zwykła akcja informacyjna. To była publiczna deklaracja, że w sercu zsekularyzowanej Europy Zachodniej wciąż istnieją ludzie gotowi płacić cenę za wiarę i zdrowy rozsądek.

Holandia: Utrecht i Haga – gdzie serdeczność miesza się z nienawiścią

W Utrechcie atmosfera była mieszana, ale wymowna. Przechodzień deklarujący się jako chrześcijanin publicznie powiedział to, co wielu tylko myśli: „Już najwyższy czas, byśmy o te sprawy zaczęli walczyć”. Po dłuższej rozmowie o aborcji jeden z rozmówców przyznał, że stanowisko naszej grupy jest słuszne.

Obok tego pojawiła się jednak agresja ideologiczna. Kobieta ze środowiska pro-sodomskiego próbowała wyrywać ulotki. Gdy usłyszała prośbę o argumenty, przeszła do obrażania. Inny rozmówca, zapytany, czy legalizacja pedofilii uczyniłaby ją moralną, odwołał się do starożytnych Greków i stwierdził, że o moralności decyduje społeczeństwo – po czym uciekł z rozmowy.

W Hadze napięcie wzrosło dramatycznie. Próby zrywania kap, kradzieże ulotek, obelgi, fizyczne zaczepki. Jeden z mężczyzn, usłyszawszy odpowiedź na pytanie o aborcję, wylał na działaczy napój energetyczny i rzucił pustą puszką. Policjantka od początku demonstrowała nieprzychylność i głośno interweniowała podczas debaty. Lider kontrprotestu wszedł na ławkę i z megafonu powtarzał mantrę „my body, my choice” (pl. moje ciało, mój wybór).

A jednak – nawet w tym napięciu – pojawiły się gesty prawdziwego uznania. Azjata z zachwytem śpiewał Credo, wielokrotnie dziękował za ulotkę i obiecał podpisać petycję. W samym sercu Holandii ktoś wciąż rozpoznaje, że to, co robimy, jest potrzebne.



Niemcy: Brema, Hamburg, Hanower – gdzie wiara budzi nadzieję

W Bremie (14 sierpnia) po godzinie akcji podszedł około 60-letni Niemiec organizujący chrześcijańskie konferencje. Docenił publiczne okazywanie wiary katolickiej i wyraził nadzieję na duchowe oraz moralne odrodzenie Niemiec. Podkreślił to, co jest bolesną prawdą: zbyt wielu ludzi milczy ze strachu.

W Hamburgu farmaceuta, widząc wpinkę z lwem TFP w marynarce uczestnika karawany, od razu skojarzył go z czymś „średniowiecznym i królewskim”. Po wyjaśnieniu, czym naprawdę jest aborcja, młodzi muzułmanie wyrazili silne wsparcie. Dwóch protestantów również stanęło po naszej stronie. Jednocześnie młoda matka z dzieckiem krzyczała, że aborcja „uczyniła ją lepszą matką” – słowa, które same w sobie są oskarżeniem.

W Hanowerze (15 sierpnia) po publicznym odśpiewaniu Credo podszedł około 40-letni niemiecki katolik. Podziwiał, że młodzi katolicy nie boją się mówić o kwestiach moralnych, i obiecał modlitwę – szczególnie o łaski płynące od Matki Bożej Fatimskiej. Wielu przechodniów podchodziło z gratulacjami. Dwukrotnie osoby trzecie broniły uczestników przed atakującymi. Jeszcze przed startem kampanii włoski katolik, maszynista pociągu okazał głębokie zainteresowanie tym, co robimy.



Getynga: gdy pokojowy różaniec wywołuje przemoc

Najpoważniejszy incydent miał miejsce 15 sierpnia w Getyndze. Na rynku przy słynnej gąsiareczce odbyła się zarejestrowana, stacjonarna manifestacja pod hasłem „Öffentlicher Rosenkranz gegen Abtreibung” – Publiczna modlitwa różańcowa przeciwko aborcji. Samej modlitwie i przemówieniom towarzyszył spokój.

Wokół błyskawicznie uformował się spontaniczny kontrprotest. Okrzyki, głośna muzyka, zakłócenia. Policja utworzyła kordon.

Po zakończeniu wydarzenia, gdy uczestnicy pod eskortą odchodzili w kierunku samochodów, część kontrdemonstrantów próbowała przełamać kordon. Według policji stosowano przemoc wobec funkcjonariuszy. Siły porządkowe użyły środków przymusu, w tym gazu pieprzowego. Dwunastu policjantów doznało obrażeń. Nie odnotowano rannych wśród uczestników żadnej ze stron. Policja prowadzi dochodzenie.

Media głównego nurtu w większości powtórzyły oficjalny komunikat. Ale fakt pozostaje faktem: pokojowa modlitwa za nienarodzonych wywołała agresywną reakcję części lewicowej sceny. To nie my przynieśliśmy przemoc. To nasza obecność ją ujawniła.



Dlaczego ta karawana jest ważna


Sierpniowe akcje pokazały z brutalną jasnością dwa równoległe zjawiska. Z jednej strony – konkretne, często wzruszające gesty wsparcia: od zwykłych przechodniów, przez muzułmanów i protestantów, po katolików, którzy publicznie bronili uczestników. Z drugiej – słowna i fizyczna agresja, próby zakłócania i w Getyndze poważna eskalacja zakończona użyciem siły przez policję oraz rannymi funkcjonariuszami.

Relacje uczestników i oficjalne komunikaty policji w dużej mierze się pokrywają: pokojowy charakter samych modlitw i przemówień oraz zdecydowana, czasem brutalna reakcja części kontrprotestujących.

Te kampanie nie są lokalnym epizodem. To część większej bitwy o obecność tradycyjnych zasad chrześcijańskich w przestrzeni publicznej Europy Zachodniej. W czasach, gdy milczenie jest wygodne, a prawda o życiu, rodzinie i moralności jest systematycznie wypychana na margines, publiczna modlitwa i otwarta debata stają się aktem cywilnej odwagi.