Kristijan Janković | 27/07/2026
Europejska debata na temat imigracji jest zwykle przedstawiana jako kwestia ekonomiczna, niedoboru siły roboczej lub humanitarnego obowiązku. Słyszymy, że starzejące się społeczeństwa potrzebują dodatkowych pracowników, że zamożne narody mają obowiązek przyjmować tych, którzy uciekają przed niedolą, a sprzeciw wobec obecnej polityki imigracyjnej wynika głównie z uprzedzeń lub strachu.
Takie ujęcie pomija jednak głębsze pytanie
Debata o imigracji w Europie w istocie nie dotyczy ekonomii. Dotyczy tego, czy narody europejskie zachowują moralne prawo – a wręcz moralny obowiązek – do zachowania cywilizacji chrześcijańskiej, dziedzictwa kulturowego i historycznej tożsamości, które zostały im powierzone przez niezliczone pokolenia poprzedników.
Przez stulecia Europejczycy budowali kościoły, uniwersytety, instytucje prawne, organizacje charytatywne i państwa inspirowane zasadami chrześcijańskimi. Cywilizacja, która z tego wyrosła, nie była doskonała – żadne ludzkie społeczeństwo nie jest. Stała się jednak jednym z największych osiągnięć w dziejach, ponieważ rozumiała naturę ludzką, wyniosła rodzinę do rangi fundamentu społeczeństwa, pielęgnowała naukę, zachęcała do badań naukowych i stworzyła instytucje uporządkowanej wolności pod rządami prawa. Propagowała ponadto wizję świętości, która służyła całemu społeczeństwu, dążąc do heroiczej cnoty.
Miliony ludzi pragną dziś wejść do Europy właśnie dlatego, że pokolenia Europejczyków stworzyły społeczeństwa pokojowe, zamożne i stabilne.
Jednak wiele europejskich elit politycznych i kulturalnych coraz bardziej waha się przed obroną tych właśnie fundamentów, które doprowadziły do tych osiągnięć. Tożsamość narodowa jest często przedstawiana jako coś przestarzałego. Dziedzictwo chrześcijańskie traktuje się jak kłopotliwą relikwię. Ciągłość historyczną odrzuca się jako niezgodną z nowoczesnością. Cywilizacja, która niegdyś z ufnością głosiła swoje wartości, obecnie często przeprasza za to, że je wyznaje.
Ta utrata pewności siebie wykracza poza politykę. Stała się kryzysem moralnym.
Cywilizacja nie może zachować tego, co nie wydaje się jej już warte zachowania.
Działalność charytatywna wymaga rozwagi
Chrześcijanie zawsze rozumieli obowiązek niesienia pomocy tym, którzy znajdują się w prawdziwej potrzebie. Kościół niezmiennie nauczał o znaczeniu miłosierdzia, współczucia i troski o słabszych. Te zobowiązania pozostają dziś tak samo prawdziwe, jak przez całą historię chrześcijaństwa.
Jednak chrześcijańskie miłosierdzie nigdy nie wymagało od rządów porzucenia roztropności, sprawiedliwości ani odpowiedzialności wobec własnego ludu.
Kościół od dawna uznawał, że władze polityczne mają uprawnione obowiązki odmienne od tych, które ciążą na jednostkach. Rządy istnieją po to, by chronić dobro wspólne, zachowywać porządek publiczny, sprawować sprawiedliwość, ułatwiać praktykowanie cnoty we wspólnocie i strzec społeczności powierzonych ich pieczy.
Obowiązki te nie stoją w sprzeczności z miłością bliźniego. Same w sobie stanowią przejawy miłości bliźniego wobec narodu.
Przyjmowanie tych, którzy rzeczywiście potrzebują ochrony, nie zobowiązuje narodu do oddania kontroli nad swoimi granicami ani do lekceważenia kulturowych i społecznych skutków nieograniczonej migracji. Współczucie pozbawione roztropności przestaje być prawdziwym współczuciem. Polityka, która podważa spójność społeczną, osłabia zaufanie publiczne lub eroduje instytucje służące zarówno obywatelom, jak i przybyszom, ostatecznie zawodzi wszystkich.
Chrześcijańskie rozumienie miłosierdzia nigdy nie było oddzielone od mądrości.
Sygnały ostrzegawcze nie mogą być dłużej ignorowane
Przez lata obawy dotyczące masowej imigracji i nieudanej integracji były rutynowo odrzucane jako przesadzone lub motywowane nietolerancją. Każdy kryzys przedstawiano jako odosobniony przypadek. Każde ostrzeżenie tłumaczono jako wyjątek.
Z biegiem czasu jednak wyjątki zaczęły się kumulować.
Francja doświadczyła niszczycielskich ataków terrorystycznych i wstrząsającego morderstwa księdza Jacques’a Hamela podczas celebrowania Mszy świętej. Niemcy były świadkami napaści w Kolonii, które głęboko wstrząsnęły zaufaniem społecznym. Welka Brytania przeżyła zamachy londyńskie, lata skandali z gangami gwałcicieli oraz morderstwo Lee Rigby’ego. Szwecja boryka się obecnie z poziomem przemocy gangsterskiej, który stał się centralnym tematem polityki krajowej. Irlandia, niegdyś w dużej mierze pomijana w europejskiej debacie imigracyjnej, coraz częściej zmaga się z napięciami związanymi z migracją, mieszkalnictwem i zakwaterowaniem osób ubiegających się o azyl.
Morderstwa Henry’ego Nowaka oraz próba ścięcia głowy Stephena Ogilvie’ego jeszcze bardziej pogłębiły obawy społeczne, które wielu przywódców politycznych od dawna lekceważyło.
Te wydarzenia różniły się okolicznościami, lecz razem ujawniły rosnącą przepaść między oficjalnymi zapewnieniami a rzeczywistością doświadczaną przez wiele europejskich społeczności.
Pomyślna integracja nigdy nie przebiegała automatycznie. Wymaga ona od przybyłych przyjęcia nie tylko praw, kultury obywatelskiej, zwyczajów i tradycji społeczeństw, które ich przyjmują, ale także moralnych i religijnych fundamentów, na których te społeczeństwa zostały zbudowane. Cywilizacja Europy jest nierozłączna z chrześcijaństwem. Jej rozumienie natury ludzkiej, rodziny, rządów prawa, praw jednostki oraz relacji między władzą doczesną a duchową rozwijało się w ramach cywilizacji chrześcijańskiej. Prawdziwa integracja wymaga więc akceptacji tych ram cywilizacyjnych, nawet jeśli ktoś osobiście nie przyjmuje wiary chrześcijańskiej. Staje się to szczególnie trudne wobec islamistów, którzy łączą władzę religijną z cywilną, uznają szariat za nadrzędny wobec prawa cywilnego, odrzucają wiele zasad moralnych, które ukształtowały chrześcijańską Europę, i dążą nie do asymilacji w cywilizacji europejskiej, lecz do jej przekształcenia według własnej wizji religijnej i politycznej. Społeczeństwo nie może skutecznie zintegrować tych, którzy fundamentalnie odrzucają cywilizację, do której mają się integrować.
W wielu krajach europejskich pojawiły się równoległe społeczności, ekstremizm religijny i ruchy ideologiczne otwarcie odrzucające integrację. Niektórzy imamowie, organizacje islamistyczne i aktywiści religijni otwarcie wzywali do zastąpienia europejskiego ładu prawnego szariatem, odrzucali integrację jako niezgodną z islamem i przedstawiali Europę nie jako cywilizację, do której należy dołączyć, lecz jako taką, która ostatecznie powinna zostać przekształcona.
Gdy rządy odmawiają uznania tych rzeczywistości, konsekwencje stają się coraz bardziej widoczne: spadek zaufania, polaryzacja polityczna, fragmentacja społeczna i rosnące poczucie zagrożenia.
Ignorowanie problemów nigdy ich nie rozwiązało.
Cywilizacja zbudowana dzięki wierze i poświęceniu
Współczesna Europa nie powstała przypadkiem.
Jej wolności, instytucje i dobrobyt zostały wypracowane przez stulecia nadzwyczajnych ofiar.
Wielkie katedry, które do dziś kształtują panoramę Europy, powstały nie tylko jako osiągnięcia architektoniczne, ale także jako publiczny wyraz wiary. Europejskie uniwersytety zrodziły się pod chrześcijańskim patronatem. Szpitale, instytucje charytatywne i wiele tradycji prawnych wyrosło z chrześcijańskiego rozumienia sprawiedliwości i godności ludzkiej.
Dla wielu mieszkańców Europy Zachodniej te historyczne zmagania stały się już odległym wspomnieniem. Dla wielu mieszkańców Europy Środkowej pozostają one jednak żywą historią.
Chorwaci, Węgrzy, Polacy i liczne inne narody przez wieki broniły zarówno swoich ojczyzn, jak i chrześcijańskiej cywilizacji Europy przed powtarzającymi się zagrożeniami z zewnątrz. Chorwacka Granica Wojskowa i obrona Wiednia w 1683 roku, którą dowodził król Polski Jan III Sobieski, nie były jedynie kampaniami militarnymi. Symbolizowały one pokolenia gotowe poświęcić się w obronie cywilizacji opartej na wierze chrześcijańskiej, przekonane, że jest ona zarówno cenna, jak i warta zachowania.
Obrona cywilizacji europejskiej nigdy więc nie sprowadzała się wyłącznie do obrony terytorium. Była to obrona chrześcijańskiego rozumienia człowieka, rodziny, społeczeństwa i Boga, które kształtowały ten kontynent przez ponad tysiąc lat.
Te wspomnienia przypominają nam trwałą prawdę.
Cywilizacje nie są wieczne.
Każda trwała cywilizacja opiera się na instytucjach, które przekazują jej wartości.
Rodzina i naród
Każda trwająca cywilizacja opiera się na instytucjach, które przekazują jej wartości.
Najważniejszą spośród nich jest rodzina.
Dla chrześcijaństwa rodzina nie jest jedynie instytucją społeczną, lecz naturalną wspólnotą ustanowioną przez Boga dla formowania charakteru moralnego, wiary religijnej i odpowiedzialnego obywatelstwa. Gdy rodzina traci swoją siłę, cywilizacja, która na niej się opiera, nieuchronnie również słabnie.
Rodzice przekazują swoim dzieciom język, historię, wiarę religijną, zwyczaje i formację moralną na długo przed tym, zanim wkroczą rządy czy szkoły. Osłabienie rodziny osłabia więc zdolność narodu do zachowania tożsamości przez pokolenia.
Polityki imigracyjnej nie można rozpatrywać w oderwaniu od tej rzeczywistości.
Jeśli społeczeństwo traci wiarę w małżeństwo, życie rodzinne, wychowanie religijne i ciągłość kulturową, a jednocześnie przechodzi gwałtowne przemiany demograficzne, asymilacja staje się coraz trudniejsza dla nowo przybyłych, a poczucie tożsamości kulturowej wśród rdzennej ludności słabnie.
Cywilizacja, która przestaje uczyć własne dzieci, kim są, nie powinna się dziwić, że ma trudności z wyjaśnieniem swojej tożsamości innym.
Kwestia suwerenności
Wyzwanie Europy nie jest więc jedynie administracyjne.
Jest to zasadniczo kwestia suwerenności i odpowiedzialności moralnej.
Kto decyduje o demograficznej przyszłości narodów europejskich? Czy są to obywatele tych narodów, czy też elity polityczne i biurokratyczne, które w coraz większym stopniu odcinają się od opinii publicznej?
Od lat mówi się Europejczykom, że przemiany demograficzne są nieuniknione, a troska o ciągłość kulturową jest w pewnym sensie nieuzasadniona.
Jednak społeczeństwa demokratyczne opierają się na zasadzie, że obywatele mają zarówno prawo, jak i obowiązek decydowania o przyszłości swoich społeczności.
Nie wymaga to porzucenia europejskich tradycji humanitarnych.
Wymaga uczciwości.
Wymaga uznania, że imigracja nieuchronnie niesie konsekwencje demograficzne, kulturowe i polityczne.
Wymaga to uznania, że imigracja nieuchronnie pociąga za sobą konsekwencje demograficzne, kulturowe i polityczne.
Co najważniejsze, wymaga to od rządów, by pamiętały, że ochrona dziedzictwa historycznego i kulturowego narodu nie jest przejawem nietolerancji, lecz jednym z ich podstawowych obowiązków.
Wybór stojący przed Europą
Przodkowie Europejczyków nie budowali katedr, klasztorów, uniwersytetów, szpitali, instytucji prawnych i państw ponieważ uważali, że są to rzeczy zbędne. Budowali je, ponieważ wierzyli, że prawda istnieje, że cywilizacja ma znaczenie i że przyszłe pokolenia zasługują na odziedziczenie zarówno jednego, jak i drugiego.
To dziedzictwo spoczywa teraz w rękach dzisiejszych Europejczyków.
Ochrona chrześcijańskiej cywilizacji Europy nie wymaga wrogości wobec innych. Wymaga pewności własnej tożsamości. Wymaga rządów gotowych egzekwować własne prawa imigracyjne, utrzymywać bezpieczne granice, przywrócić systemy azylowe do ich pierwotnego celu, usuwać – po należytym procesie – cudzoziemców niemających prawnego tytułu do pozostania, oraz stawiać dobro wspólne własnych obywateli w centrum polityki publicznej.
Kraje takie jak Hiszpania, Węgry i Polska pokazały, że polityka imigracyjna jest ostatecznie kwestią wyboru politycznego, a nie historycznej nieuchronności.
Głębsza kwestia wykracza jednak poza samą imigrację.
Czy Europa nadal wierzy, że jej cywilizacja chrześcijańska zasługuje na przetrwanie?
Cywilizacje nie trwają dlatego, że historia gwarantuje im przetrwanie. Trwają, ponieważ pokolenia mężczyzn i kobiet wierzą, że otrzymały coś cennego, podejmują odpowiedzialność za jego zachowanie i mają odwagę go bronić.
Jeśli Europa odzyska tę pewność, może jeszcze zachować cywilizację, która kształtowała Zachód przez ponad tysiąc lat.
Jeśli tego nie uczyni, ani traktaty, ani instytucje, ani polityczne hasła nie zachowają tego, w co sami Europejczycy już nie wierzą, że jest warte obrony.
Kristijan pl. Janković jest emerytowanym podpułkownikiem armii amerykańskiej z 30-letnim doświadczeniem wojskowym oraz założycielem Jankovic Strategic Analysis LLC. Posiada tytuły magistra stosunków międzynarodowych oraz studiów bezpieczeństwa narodowego i strategicznego. Pisze o geopolityce, bezpieczeństwie narodowym i sprawach europejskich. Jego teksty ukazywały się m.in. w Visegrád24. Jest żonaty i ma troje dzieci.
Źródło: tfp.org