Zdjęcie wygenerowane przez AI
Michał Rogalski | 08/09/2026
Bassam Tibi, syryjski muzułmanin-reformator i jeden z najważniejszych krytyków politycznego islamu w Europie, ostrzega przed skutkami błędnej polityki migracyjnej. Jego słowa powinny brzmieć szczególnie mocno w Polsce – kraju, który wciąż ma szansę nie powtórzyć niemieckiej katastrofy.
Bassam Tibi, który jako dziecko nauczył się Koranu na pamięć w Damaszku, a później studiował u Adorna i Horkheimera, od dekad mówi to, czego elity zachodniej Europy nie chcą słyszeć: integracja muzułmanów bez jasnej, twardej kultury wiodącej jest niemożliwa. Niemcy – według niego – stały się „neurotycznym narodem”. Dlaczego? Bo z powodu poczucia winy za II wojnę światową nie potrafią postawić granic. Zamiast wymagać, schlebiają. Zamiast bronić własnej tożsamości, ukrywają problemy pod hasłami „różnorodności” i „kultury gościnności”.
Tibi mówi wprost: iluminacje „Happy Ramadan” w niemieckich miastach to nie integracja, lecz kapitulacja. To fałszywa tolerancja, która idealizuje islam, podczas gdy równoległe społeczeństwa rosną w siłę. Wielu muzułmanów nie chce być Niemcami – nie tylko z powodu swojej religii, ale też dlatego, że Niemcy same nie dają im poczucia, że trzeba się do czegoś konkretnego dopasować.
W Polsce sytuacja jest inna. I właśnie dlatego mamy obowiązek wyciągnąć wnioski.
Polska ma swoją kulturę wiodącą. Nazywa się ona katolicyzmem
Tibi od lat powtarza, że społeczeństwo potrzebuje jasnej tożsamości i jasnych wartości, jeśli chce integrować ludzi z innych kultur. W Niemczech odrzucono to jako „prawicowy” pomysł. W Polsce to nie jest pomysł – to rzeczywistość.
Polska tożsamość przez stulecia opierała się na katolicyzmie, polskim języku, historii i obyczajowości. To nie jest „nacjonalizm”. To fundament. Kto przyjeżdża do Polski na stałe, musi ten fundament uznać – nie w sensie zmiany wiary, lecz w sensie podporządkowania się prawu, obyczajom i zasadom współżycia, które z katolickiej kultury wynikają.
Różnice kulturowe mogą wzbogacać, ale tylko wtedy, gdy nie niszczą wspólnego rdzenia. Gdy państwo zaczyna tolerować szariat w sprawach rodzinnych, poligamię czy odmowę uznania szacunku do kobiet, integracja się kończy. Zaczyna się budowa równoległego świata.
Euroislam – idea, która w praktyce prawie nie istnieje
Tibi od lat głosi koncepcję „euroislamu” – islamu oderwanego od szariatu, czytającego Koran historycznie, a nie politycznie. Sam przyznaje jednak, że w Europie dominuje tradycjonalistyczny islam. Wielkie organizacje meczetowe reprezentują islam polityczny. Państwo niemieckie zamiast wspierać reformatorów, rozmawia z ortodoksją.
W Polsce nie mamy jeszcze tak silnych struktur. I nie możemy ich dopuścić. Doświadczenie Niemiec, Francji, Szwecji czy Belgii pokazuje, że im większa masa imigrantów z krajów muzułmańskich, tym silniejsza presja na zmianę zasad gry. Najpierw prośby o „szacunek”, potem żądania, potem fakt dokonany.
Polska nie może stać się neurotycznym krajem
Niemcy boją się bronić własnej tożsamości, bo boją się oskarżeń o rasizm. Polska nie ma takiego kompleksu i nie powinna go sobie narzucać.
Kto ostrzega przed niekontrolowaną migracją i przed politycznym islamem, nie jest „islamofobem”. Jest realistą. Polska ma prawo – i obowiązek – chronić swój charakter katolicki i narodowy. Otwarte społeczeństwo nie oznacza otwartych granic. Tolerancja nie oznacza zgody na to, by nasze dzieci uczyły się, że ich tradycja jest problemem, a obca – wartością samą w sobie.
Tibi mówi, że w Niemczech cztery piąte muzułmanów nie chce być Niemcami. W Polsce musimy zrobić wszystko, by nigdy nie dojść do punktu, w którym podobne liczby będą dotyczyć naszego kraju.
Polska Katolicka nie laicka oznacza jedno: nie oddamy przestrzeni publicznej, edukacji, prawa i kultury pod presją ideologii, która w Niemczech już zniszczyła zdolność państwa do stawiania granic.
Nie powtarzajmy cudzych błędów. Mamy własną historię, własną wiarę i własną odpowiedzialność za przyszłość.