Nie dajmy się uśpić. Projekty aborcyjne nadal w Sejmie

Nie dajmy się uśpić. Projekty aborcyjne nadal w Sejmie
Michał Rogalski | 15/09/2026

Wczoraj, 14 września, po ponad dwóch latach przerwy miała ponownie zebrać się sejmowa Komisja Nadzwyczajna zajmująca się projektami dotyczącymi tak zwanego prawa do przerywania ciąży. Posiedzenie zaplanowano na godz. 16.00, a w porządku obrad znalazły się dwa konkretne projekty zmian w prawie. Do spotkania jednak nie doszło. Sejm poinformował, że zostało odwołane „z uwagi na brak stanowiska Ministerstwa Zdrowia”.

Nie oznacza to jednak, że sprawa została zamknięta. Projekty pozostają w Sejmie i mogą ponownie trafić pod obrady komisji. Warto więc wykorzystać chwilowe zatrzymanie prac, aby przyjrzeć się temu, czego dotyczą proponowane zmiany i jakie mogą mieć znaczenie dla prawnej ochrony życia dzieci przed narodzeniem.

Z katolickiego punktu widzenia jest to sprawa podstawowa. Prawo do życia nie wynika ze stanu zdrowia człowieka, jego wieku, stopnia rozwoju ani okoliczności, w których się znajduje. Państwo nie nadaje człowiekowi godności, dlatego nie powinno również uzależniać ochrony jego życia od tego, czy znajduje się on przed narodzeniem, czy już po nim.

Dwa projekty, nad którymi miała pracować komisja

W porządku odwołanego posiedzenia znalazły się druki sejmowe nr 611 i 223. Dotyczą one różnych zmian, dlatego nie należy przedstawiać ich jako jednego projektu ani przypisywać im tych samych skutków.
Druk nr 611 dotyczy zmian w Kodeksie karnym. Jego istotą jest częściowa dekryminalizacja czynów związanych z dokonaniem aborcji za zgodą kobiety oraz udzielaniem jej pomocy w tym morderstwie.[JS1.1] Nie jest to projekt wprowadzający po prostu możliwość dokonania aborcji do 12. tygodnia ciąży, jak można czasem odnieść wrażenie z uproszczonych relacji dotyczących prac komisji.

Nie oznacza to jednak, że projekt ma niewielkie znaczenie. Prawo chroni życie nie tylko poprzez deklaracje, lecz również poprzez określenie konsekwencji jego naruszenia. Jeżeli ustawodawca ogranicza odpowiedzialność za działania prowadzące do śmierci dziecka przed narodzeniem, w praktyce zmniejsza również zakres jego ochrony.

Mechanizm ten można zobrazować na prostym przykładzie. Można wyobrazić sobie sytuację, w której kradzież samochodu albo pobicie nadal pozostawałyby czynami prawnie zakazanymi, lecz sprawca nie ponosiłby za nie odpowiedzialności karnej. Sam formalny zakaz nie przestałby istnieć, jednak jego praktyczne znaczenie uległoby zasadniczej zmianie. Osłabiony zostałby zarówno odstraszający charakter normy, jak i możliwość skutecznego reagowania państwa na jej naruszenie. Trudno byłoby wówczas twierdzić, że zakres ochrony własności czy nietykalności cielesnej pozostał niezmieniony.

Dlatego dyskusji o dekryminalizacji nie można sprowadzić do technicznej korekty Kodeksu karnego. Należy pytać nie tylko o to, jakie przepisy zostaną zmienione, lecz przede wszystkim o to, jakie zachowania przestaną podlegać odpowiedzialności i jakie praktyczne konsekwencje będzie to miało dla poziomu ochrony życia przed narodzeniem.

Powrót do przepisów sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego

Inny charakter ma druk nr 223. Dotyczy on przywrócenia rozwiązania obowiązującego przed wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku w odniesieniu do aborcji ze względu na stan zdrowia rozwijającego się dziecka.
W praktyce oznaczałoby to ponowne dopuszczenie aborcji w sytuacji, w której badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazywałyby na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu dziecka.
W języku prawnym można opisać to jednym przepisem. W rzeczywistości chodzi jednak o dzieci, u których przed narodzeniem lekarze przypuszczają ciężką chorobę lub niepełnosprawność.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego nie wolno przesłonić sporem o procedury sejmowe: czy podejrzenie choroby u człowieka może powodować, że prawo będzie chroniło jego życie słabiej?

Diagnoza nie odbiera człowiekowi prawa do życia

Dla katolika odpowiedź jest jednoznaczna. Człowiek nie staje się człowiekiem dopiero wtedy, gdy jest zdrowy, sprawny albo osiąga określony etap rozwoju. Nie decyduje o tym moment narodzin ani wynik badań prenatalnych. Od początku swojego istnienia każdy człowiek jest obdarzony przez Boga nieśmiertelną, rozumną duszą. Choroba, niepełnosprawność czy przewidywana długość życia nie zmieniają tego, kim jest.
Dotyczy to również dziecka z zespołem Downa, ciężką wadą rozwojową czy chorobą, która może sprawić, że jego życie będzie bardzo krótkie.

Jeżeli człowiek jest słabszy i bardziej zależny od innych, potrzebuje większej ochrony, a nie mniejszej.


Na tych dwóch projektach sprawa się nie kończy

Druki nr 611 i 223 nie wyczerpują projektów dotyczących aborcji znajdujących się w Sejmie. Złożono również propozycje dalej liberalizujące obecne przepisy, w tym przewidujące możliwość przerwania ciąży do końca 12. tygodnia.
To ważne, ponieważ pozwala właściwie ocenić znaczenie odwołanego posiedzenia.
Nie mamy do czynienia z sytuacją, w której parlament zakończył prace nad zmianami i zdecydował o pozostawieniu obecnego prawa bez zmian. W Sejmie nadal znajdują się projekty przewidujące różne sposoby ograniczenia prawnej ochrony dzieci przed narodzeniem.

Jedne dotyczą odpowiedzialności karnej, inne przesłanek pozwalających na dokonanie aborcji, jeszcze inne przewidują znacznie dalej idącą liberalizację, a w rzeczywistości wprowadzanie barbarzyństwa i okropności.
Dlatego wczorajszego odwołania komisji nie należy traktować jako zakończenia sprawy. To nie zatrzymanie, a jedynie normalna procedura, a co najwyżej niewielkie wydłużenie lub opóźnienie. Zależnie od intencji może to być proceduralne niedopatrzenie, ale nie należy też wykluczać proceduralnego przyspieszenia.

Nie chodzi wyłącznie o przepisy

Debata o aborcji bardzo łatwo zamienia się w dyskusję o tygodniach ciąży, przesłankach, artykułach Kodeksu karnego i orzeczeniach sądów. Wszystkie te kwestie są istotne, ale mogą przesłonić najważniejsze pytanie.

Kogo właściwie dotyczy stanowione prawo?

Rozwój człowieka przed narodzeniem jest procesem ciągłym. Nie istnieje moment, w którym przed narodzeniem znajdował się ktoś całkowicie inny, a następnie nagle pojawił się człowiek. Zmieniają się jego rozmiary, stopień rozwoju i zdolność do samodzielnego funkcjonowania, ale jest to ten sam organizm ludzki rozwijający się od początku swojego życia.
Dlatego dla katolika ochrona życia dziecka przed narodzeniem nie jest jedynie postulatem religijnym dotyczącym ludzi podzielających nauczanie Kościoła.
Punktem wyjścia jest znacznie prostsza zasada: niewinnego człowieka nie wolno celowo pozbawiać życia.
Wiara dodatkowo przypomina nam, że ludzkie życie nie jest własnością państwa, lekarza ani nawet rodziców. Jest dobrem powierzonym naszej ochronie, szczególnie wtedy, kiedy człowiek sam nie jest zdolny upomnieć się o swoje prawa.

Prawo musi chronić przede wszystkim najsłabszych

Państwo jest najbardziej potrzebne nie tym, którzy potrafią sami bronić swoich interesów, lecz tym, którzy są całkowicie zależni od innych.
Dziecko przed narodzeniem nie napisze petycji. Nie pójdzie do sądu. Nie wystąpi przed komisją sejmową i nie opowie o swoim położeniu. Jest całkowicie zależne od decyzji dorosłych.
Właśnie dlatego sposób, w jaki prawo traktuje życie przed narodzeniem, mówi wiele o tym, jak rozumiemy obowiązek ochrony najsłabszych.

Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku dzieci chorych i niepełnosprawnych. Diagnoza medyczna nie sprawia, że człowiek staje się mniej człowiekiem ani że jego życie może być traktowane jako mniej zasługujące na ochronę.
Dla katolika sprawa ma jednak jeszcze głębszy wymiar. Życie człowieka pochodzi od Boga i do Niego należy. Dlatego zamierzone odebranie życia niewinnemu człowiekowi nie jest jedynie naruszeniem prawa wobec drugiej osoby, lecz także ciężkim wykroczeniem przeciwko Bogu i Jego przykazaniu „Nie zabijaj”. Aborcja jest więc w katolickim rozumieniu nie tylko problemem społecznym czy prawnym, ale także poważnym grzechem przeciwko Stwórcy.

Chory człowiek nie jest mniej człowiekiem. Dziecko z niepełnosprawnością nie ma mniejszego prawa do życia. A obowiązek jego ochrony nie znika dlatego, że nie może samo upomnieć się o swoje prawa.
Dlatego właśnie nie powinniśmy dać się uśpić.

Zainteresowanie ochroną życia nie może pojawiać się dopiero wtedy, kiedy Sejm rozpoczyna głosowanie. Potrzebne jest znacznie wcześniej: gdy powstają projekty, gdy trafiają do komisji, gdy zmienia się język debaty i gdy kolejne rozwiązania przedstawiane są opinii publicznej jako niewielkie korekty istniejącego prawa.
Jednocześnie sama obrona przepisów nie wystarczy. Jeżeli chcemy poważnie mówić o ochronie życia, musimy równie poważnie domagać się pomocy dla kobiet w ciąży znajdujących się w trudnej sytuacji oraz dla rodzin wychowujących ciężko chore i niepełnosprawne dzieci.

Ochrona życia i pomoc matce nie są przeciwieństwami. Powinny być dwiema stronami tego samego obowiązku.

Projekty pozostały w Sejmie.
I dlatego właśnie teraz należy patrzeć uważniej, a nie spokojniej.