Nagle nadciągnęła demograficzna zima

Nagle nadciągnęła demograficzna zima

John Horvat II | 01/12/2025

Spodziewaliśmy się jej nadejścia już od dziesięcioleci, jednak skutki tej implozji demograficznej dopiero teraz zaczynają się w pełni ujawniać. Kolejne kraje odnotowują niskie wskaźniki urodzeń i starzenie się społeczeństw.

Żadne państwo nie jest wolne od jej niszczycielskich następstw. Brak dzieci zaczyna powodować poważne konsekwencje gospodarcze i polityczne. Wkrótce państwa mogą nie być w stanie utrzymać struktur rządowych, zapewnić funkcjonowania gospodarki ani wspólnej obrony. Niektóre kraje stoją wręcz w obliczu zagłady.

Jest to perspektywa przerażająca, ponieważ kryzys zdaje się osiągać punkt krytyczny. Ta nagła sytuacja nas zaskoczyła: wierzyliśmy, że mamy jeszcze czas na podjęcie odpowiednich działań. Teraz wiemy już, że problem wymyka się jednoznacznej definicji i możliwości łatwego rozwiązania. Sytuacja jest szczególnie dramatyczna, ponieważ próby jej spowolnienia okazały się nieskuteczne.

Nawet w społeczeństwach bardziej tradycyjnych zachęty finansowe nie są w stanie zmienić nastawienia ludzi do posiadania dzieci. Kampanie podkreślające radość życia rodzinnego również poniosły porażkę. Kryzys ten ma jeszcze jeden, alarmujący wymiar — jest dobrowolny, narzucony przez samych zainteresowanych. Niezliczone kobiety i pary pragną pozostać bezdzietne. [1]

Powszechność kryzysu wskazuje na czynnik wykraczający poza gospodarkę, tożsamość etniczną czy uwarunkowania społeczne i polityczne. Wskazuje na uniwersalny element oddziałujący na całą ludzkość, który prowadzi do tej świadomej bezpłodności — tak sprzecznej z ludzką naturą.

 

Poszukiwanie przyczyn

Naukowcy wskazują wiele przyczyn obecnego kryzysu. Wiele młodych osób podaje na przykład problemy finansowe: zadłużenie studenckie, inflację czy brak możliwości zakupu własnego mieszkania. Te przeszkody rzeczywiście istnieją i są poważne — nikt nie neguje realiów współczesności.

Jednak znaczna część tych, którzy wybierają bezdzietność, znajduje się w znacznie lepszej sytuacji materialnej niż ich rodzice w tym samym wieku. Historycznie to przecież najbiedniejsze warstwy społeczne miały najwięcej dzieci. Również dziś wiele uboższych krajów osiąga wskaźniki dzietności znacznie przekraczające poziom zastępowalności pokoleń. Brak pieniędzy nie może więc być jedynym wyjaśnieniem decyzji o braku potomstwa.

Inni wskazują na zmiany klimatyczne i niestabilność polityczną. Twierdzą, że nie chcą sprowadzać dzieci na świat pełen niepewności i cierpienia. Jednak poprzednie pokolenia również żyły w cieniu katastrof, wojen i kryzysów — a mimo to zakładały rodziny. Co więcej, wiele dzieci urodzonych w najtrudniejszych okolicznościach później prowadzi udane, szczęśliwe życie. Przeciwności losu niejednokrotnie kształtują charakter i wzmacniają człowieka.

Jeszcze inni patrzą w głąb siebie i wskazują na własne zranione dzieciństwo, na przemoc, rozwody i traumę. [2] Nie chcą podejmować ryzyka powtórzenia tych doświadczeń w życiu swoich dzieci. Tę grupę cechuje strach i niepewność, często oderwanie od tradycyjnych punktów oparcia — rodziny, wspólnoty czy religii.

Istnieje wreszcie motyw czysto egoistyczny: rezygnacja z dzieci, bo mogłyby zakłócić karierę lub życie pełne przyjemności. Osoby o takich poglądach funkcjonują zwykle w subkulturach ludzi myślących podobnie. Nie chcą mierzyć się z odpowiedzialnością i konsekwencjami rodzicielstwa i otwarcie przyznają, że nie są bezdzietni z konieczności — lecz wybierają ten styl życia świadomie.

 

Wspólne cechy

Nie istnieje jedna przyczyna w pełni wyjaśniająca kryzys demograficzny. Wszystkie jednak mają wspólny mianownik: ludzie decydujący się na życie bez dzieci kierują się sposobem myślenia, w którym najważniejsze są ich własne wygody i potrzeby.

Ta radykalnie indywidualistyczna mentalność sprawia, że patrzą na życie przede wszystkim przez pryzmat „ja”, a nie obowiązków wobec rodziny, wspólnoty czy przyszłych pokoleń. Rodzinę postrzegają jako coś opcjonalnego, z czego można zrezygnować bez większych konsekwencji. Decyzję o posiadaniu dziecka traktują jak zwykły wybór życiowy — podobny do zmiany pracy czy stylu życia. Uważają, że nie mają społecznych ani moralnych zobowiązań wobec przeszłości i przyszłości. Nie pragną dzieci i nie postrzegają ich jako błogosławieństwa, które przedłuża istnienie i pozwala przekazać dziedzictwo pokoleniom.

To oznacza głęboką zmianę paradygmatu — zmianę, która podważa podstawowe założenia dotyczące posiadania i wychowywania dzieci, obecne w ludzkiej kulturze od niepamiętnych czasów.

 

Współczesna indywidualistyczna perspektywa

Ta współczesna niechęć do zakładania rodziny różni się od sytuacji z początku epoki nowożytnej, kiedy część ludzi unikała potomstwa lub ograniczała liczbę dzieci, kierując się materialnym egoizmem lub pragnieniem swobodnego korzystania z życia.

Takie osoby można nazwać „współczesnymi indywidualistami”, ponieważ koncentrowały się przede wszystkim na sobie, a nie na wspólnocie. Mimo to funkcjonowały w społeczności, która uznawała konieczność przetrwania i rozwoju, ponieważ wzrost liczby ludności sprzyjał materialnemu dobrobytowi. Moderniści nadal korzystali z dobrodziejstw społeczeństwa, które opierało się na obecności dzieci i ciągłości pokoleń.

Jednocześnie to oni przyczynili się do obecnego kryzysu. Indywidualiści ci zjednoczyli się pod ideą liberalizmu, co w efekcie osłabiło fundamenty społeczeństwa, w którym funkcjonowali. Procesy związane ze współczesnym indywidualizmem i liberalizmem stopniowo osłabiały tradycję, zwyczaje, rodzinę i wspólnotę — elementy postrzegane przez niektórych jako przeszkoda w realizacji osobistych celów.

W kontekście życia rodzinnego liberalny sposób myślenia osłabił pragnienie posiadania dzieci, przekształcił rodzicielstwo w projekt wymagający planowania oraz ograniczył poczucie zobowiązań rodzinnych.

 

Przejście do postmodernistycznego indywidualizmu

Postmodernistyczny indywidualizm, który narodził się podczas rewolucji lat sześćdziesiątych, proponuje odmienne spojrzenie na życie oraz na posiadanie potomstwa.

Postmodernistycznej rewolucji nie można w pełni zrozumieć, stosując nowoczesne kategorie myślenia. Nie umożliwia ona definiowania siebie zgodnie ze standardami racjonalistycznymi. Dlatego często czujemy się zdezorientowani, gdy próbujemy zrozumieć jej wpływ na kryzys demograficzny.

Ten nowy postmodernistyczny indywidualizm stanowi zarówno kontynuację, jak i radykalne rozwinięcie wcześniejszych tendencji. Nie poprzestaje na atakowaniu struktur zewnętrznych; uderza także w struktury wewnętrzne — takie jak logika, tożsamość czy jedność — które mogą utrudniać natychmiastową gratyfikację. W ten sposób podważa podstawy bytu i egzystencji.[3]

Taka mentalność oddziela się od wszystkiego, co fundamentalne. W miejsce racjonalizmu wprowadza powierzchowne emocje. Jeśli nowoczesność doprowadziła do atomizacji społeczeństwa, to postmodernizm — symbolicznie „rozbił atom”.

 

Płytkość, pełna emocji i uczuć

W ten sposób ludzie na próżno próbują znaleźć głębokie filozoficzne lub psychologiczne przyczyny, które mogłyby podpowiedzieć, jak interpretować nasz dylemat demograficzny.

Postmodernizacja opiera się wszelkim próbom dogłębnego analizowania problemów. Pozostaje na powierzchni zjawisk, koncentrując się na pozorach, obrazach, imitacjach i powierzchownych wrażeniach zamiast na rzeczywistej rzeczywistości. Ukrywa się w pastiszu wielu, nawet sprzecznych wyrażeń, unikając przyjęcia konkretnego stylu. Ci, którzy długo i wytrwale poszukują sensu, odnajdują jedynie powierzchowność.

Ta płytkość zanurza nas w świecie emocji i wrażeń, które dominują nad wszelkimi głębszymi refleksjami wykraczającymi poza naszą subiektywność. Z pasją rzucamy się w wir tych powierzchownych uczuć, które pochłaniają nas i nie pozwalają przekroczyć granic własnej subiektywności.

 

Zniszczenie narracji

W wyniku postmodernistycznego podejścia wielkie narracje kulturowe zostały uznane za opresyjne i destrukcyjne. Zostały rozłożone na części pierwsze, a ich wartości odrzucone. Jednak te narracje nie były przypadkowymi historiami — nadawały ludziom sens, kierunek, tożsamość. Chroniły ich przed chaosem.

Dziś funkcjonujemy w kulturze narracyjnej próżni. Pozostały jedynie szczątki dawnych opowieści, które kiedyś łączyły pokolenia i budowały wspólne rozumienie świata. Ludzie pozbawieni tej struktury żyją w stanie osamotnienia. Stają się zakorzenieni tylko w chwili obecnej, pozbawieni perspektywy przeszłości i przyszłości.

 

Postmodernistyczna rozbieżność

Francuski postmodernista Jean-François Lyotard w swojej książce z 1979 r. pt. The Postmodern Condition ogłosił koniec XVIII-wiecznego racjonalizmu naukowego, który — jego zdaniem — doprowadził do powstania współczesnego społeczeństwa przemysłowego i kapitalistycznego. [4]

Skoncentrował swoją krytykę przede wszystkim na „wielkich narracjach”, czyli metanarracjach, które opisują historyczny postęp oraz wspierają koncepcje uniwersalnych wartości moralnych i obiektywnej prawdy w zachodnich, racjonalistycznych ramach.

Metanarracja jest definiowana jako „wielka, nadrzędna opowieść lub struktura, która ma dostarczać kompleksowego, uniwersalnego wyjaśnienia różnych aspektów ludzkiego doświadczenia, historii i wiedzy”.[5]

Historyczne metanarracje — takie jak te dotyczące Kościoła katolickiego, chrześcijaństwa, oświecenia czy Zachodu — odnoszą się do szerokich i całościowych pojęć sensu i celu życia.

Takie opowieści wzbudzają w nas pragnienie, by nasze istnienie mogło trwać w kolejnych pokoleniach.

Wszystkie te metanarracje wymagają dużego wysiłku, aby je podtrzymać, promować i wzmacniać. Konieczna jest ciągła praca kolejnych pokoleń nad tworzeniem i utrwalaniem kanonów nauki, norm zachowań, zwyczajów oraz prawa. W ramach tych struktur żmudny obowiązek przedłużania naszego istnienia staje się logicznym wnioskiem, stałym wyzwaniem, a nawet rodzajem świętego obowiązku.

 

"Kwasy” postmodernizmu

Postmodernizm niszczy pojęcia jaźni i nasze narracje. Pozostawia jedynie fragmenty opowieści, tak rozrzucone i pozbawione kontekstu, że nie są w stanie tworzyć ciągłości. W tej perspektywie dawne wielkie narracje wydają się bezsensownymi, opresyjnymi konstrukcjami, które należy odrzucić.

Media społecznościowe wzmacniają ten proces. Przedstawiają świat w formie płytkich mikro-wizji — idealizowanych, pozbawionych głębi i skrajnie zindywidualizowanych. W tym idealizowanym przedstawianiu rzeczywistości nie ma miejsca dla dzieci. Tu wszystko jest skoncentrowane jest na egocentrycznym „tu i teraz”.

Autonomiczne narracje współczesnego człowieka nie potrafią przyjąć w swoje ramy istot, które nie są autonomiczne. To dlatego dzieci — zależne, wymagające, domagające się poświęcenia — nie mieszczą się w tej rzeczywistości. Nieliczne dzieci, które przychodzą na świat w takich mikro-narracjach, wzrastają pozbawione kontekstu. Są zagubione, osamotnione a często wręcz opuszczone — nie mają oparcia w żadnej większej całości. Brakuje im ram, które kiedyś dawała wielka metanarracja kulturowa, zapewniająca poczucie przynależności i znaczenia.

 

Rewolucja małego dynamizmu

Można by oczekiwać, że radykalna zmiana tej wielkości będzie dziełem zapalonych rewolucjonistów, którzy chcą obalić system. W ten sposób łatwiej byłoby ich zidentyfikować i zwalczać.

Rewolucja ta miała swoich radykałów, którzy pojawili się w latach sześćdziesiątych i byli katalizatorami zmian kulturowych. Jednak postacie te zniknęły, nie pozostawiając po sobie następców.

Ogólnie rzecz biorąc, metodologia tej kulturowej rewolucji fragmentów polega na powolnym, niemal niezauważalnym i zaraźliwym rozprzestrzenianiu się poprzez rozkład, bezwładność i ospałość. Używając metafory prof. Plinio Corrêa de Oliveira, „podbija i obala wszystko z nonszalancją uśmiechniętego Buddy”.[6] — działa spokojnie, niemal niezauważalnie, a jednak skutecznie rozkłada dawne struktury społeczne i rodzinne, które dawniej chroniły wspólnotę.

Dlatego ci, którzy odmawiają posiadania dzieci, nie organizują się jako radykałowie w dużych ruchach ekologicznych lub społecznych. Nie mają oni racjonalnych ram, co jest zgodne z ich postmodernistycznymi korzeniami.

Ta rewolucja przeciwko cywilizacji jest najmniej dynamiczną, ale najbardziej wszechobecną ze wszystkich współczesnych rewolucji. Nie ma w niej wielkich buntowników ani wyobrażonych bohaterów, którzy utrwalaliby jej mity, ponieważ odrzuca sama ideę bohaterów i mitów. Jej postawy definiowane są negatywnie: przez brak pragnień, niechęć do ryzyka, obojętność wobec egzystencji i strach przed porażką. Zadowolenie znajduje wyłącznie w ulotnym doświadczeniu tego, co leży na powierzchni.

 

Ruch na rzecz wyginięcia ludzkości

Takie postawy w naturalny sposób prowadzą do nihilizmu. W dziedzinie demografii obserwujemy dziś ruch na rzecz wyginięcia ludzkości. Ci antyhumaniści uważają, że jedynym prawdziwym rozwiązaniem dla Ziemi jest ostateczna eliminacja człowieka.

Ten ruch nie potrafi okazywać pasji, ponieważ dąży do pozbycia się wszystkich namiętności. Nie zapisuje również wspomnień o wielkich czynach, gdyż każde ludzkie działanie postrzega jako toksyczne i szkodliwe. Jego „aktywizm” sprowadza się do przypadkowych aktów destrukcji i utrudniania funkcjonowania społeczeństwa. Zwolennicy tego nurtu sprowadzają człowieka do bezdusznej istoty, która nie jest niczym więcej niż zbiorem uporządkowanych danych, a samo życie interpretują jako zwykłą interakcję naturalnych algorytmów. [7]

Jednym z najbardziej znanych autorów antyhumanistycznych jest David Benatar, który napisał książkę o wymownym tytule Better Never to Have Been: The Harm of Coming into Existence („Lepiej nigdy nie istnieć: szkody wynikające z pojawienia się na świecie”). Twierdzi on, że rodzenie dzieci jest moralnie złe, i w związku z tym otwarcie wzywa do aborcji, samobójstw i eutanazji. Wykorzystuje on postmodernistyczną potrzebę pustki, doprowadzając ją do najbardziej radykalnych konsekwencji.

[przypis redakcji: David Benatar – głos antynatalistycznego nihilizmu. David Benatar, południowoafrykański filozof i profesor etyki, stał się czołowym przedstawicielem antynatalizmu — nurtu filozoficznego sprzeciwiającego się prokreacji. W swojej książce Better Never to Have Been: The Harm of Coming into Existence („Lepiej nigdy nie istnieć: szkody wynikające z pojawienia się na świecie”) Benatar twierdzi, że rodzenie dzieci jest moralnie złe, ponieważ każde życie niesie ze sobą cierpienie, które przewyższa doznania radości.

Jego poglądy są radykalne i kontrowersyjne: wzywa do ograniczania prokreacji, dopuszczając argumenty za aborcją czy eutanazją. W jego myśli widać wyraźny wpływ postmodernistycznej wizji życia jako pustki i braku trwałego sensu. Benatar reprezentuje skrajny etap antyhumanistycznej mentalności, która w imię „ochrony Ziemi” kwestionuje samo prawo człowieka do istnienia.]

 

Pasja do rzeczy błahych

W ograniczonej, pozbawionej głębi egzystencji postmoderniści pozostali przy pasjach płytkich, intensywnych i ulotnych, które wywołują jedynie chwilowe emocje.

Minęły czasy wielkich i luksusowych pasji, wymagających zarówno majątku, jak i pełnego zaangażowania oraz opowieści, które je uzasadniały. Zamiast tego pojawiła się przyjemność z drobnych, trywialnych rzeczy, które są łatwo dostępne dla każdego.

Płytkość postmodernizmu nie zmniejsza intensywności ulotnych emocji związanych z tymi mało istotnymi przedmiotami, lecz je koncentruje. To świat szybkich doznań, pobudzających dopaminę, zamglonych narkotykami oraz stymulatorami wizji. Sprawia to, że ludzie wracają do kolejnej dawki powierzchownych emocji i unikają odpowiedzialności za przyszłość.

Ta powierzchowność odzwierciedla ducha szaleńczego nieumiarkowania, który stara się znieść wszelkie ograniczenia hamujące wyrażanie naszych emocji. [8]

Im bardziej powierzchowna emocja, tym silniejsze przywiązanie. Im bardziej trywialny cel, tym większe skupienie na jego realizacji.

To kolejny powód, dla którego dzieci — byt wymagający ogromnej siły, odpowiedzialności i zdolności do rezygnacji z siebie — stają się trudne do pomieszczenia w świecie skoncentrowanym na błahostkach. Dziecko nie jest „małą sprawą” — jest wielką sprawą. A współczesny człowiek odwykł od wielkości.

Możemy przywołać słowa Jean-Jacques Rousseau, komentującego swoje pochłaniające wszystko, a jednocześnie płytkie życie. Ten XVIII-wieczny filozof znany był z celebrowania autonomicznej jaźni, pogrążonej w emocjach, pozbawionej trwałych zobowiązań.

Poniższy cytat pomaga zrozumieć, co dzieje się z tymi, którzy oddają się płytkiemu światu, szczególnie w czasach współczesnych, gdy kultura i technologia potęgują powierzchowność życia. Takie postawy pozwalają wyjaśnić tajemnicę dzisiejszego kryzysu demograficznego.

Komentując swoje życie pełne przyjemności i nieumiarkowania, Rousseau pisał:

„Miecz zużywa swoją pochwę, jak to się czasem mówi. Taka jest moja historia. Moje namiętności sprawiły, że żyłem, a moje namiętności mnie zabiły. Jakie namiętności, można zapytać. Drobiazgi, najbardziej dziecinne rzeczy na świecie. Jednak wpłynęły na mnie tak samo, jakby stawką było posiadanie Heleny lub tronu wszechświata.” [9]

 

Kultura jaźni bez zaangażowania

Nasza postmodernistyczna kultura niesie ze sobą subtelne, rousseauowskie przesłanie egocentryzmu. Mówi młodzieży: żyjcie swoimi namiętnościami bez poświęceń i wysiłku. Nie dążcie do wielkich przyjemności — szukajcie raczej „drobiazgów” w otaczającej was przeciętności. Jednak te „drobiazgi” mają stać się przedmiotem waszego egzystencjalnego pragnienia. Nie pozwólcie, aby cokolwiek, nawet małe dziecko, stanęło między wami a tymi "drobiazgami”.

To wezwanie do trywialności znajduje odzwierciedlenie w pokoleniach, które nie dorastają i nie mają ambicji. Znaczna część młodszego pokolenia mieszka z rodzicami lub przyjaciółmi, unika zobowiązań małżeńskich, spędza czas na grach wideo, mediach społecznościowych, popada w różne uzależnienia i odkłada obowiązki dorosłości oraz rodzicielstwa na później — lub rezygnuje z nich całkowicie.

 

Czynniki przyczyniajace sie

Ta ucieczka od sensu nie jest winą wyłącznie młodych ludzi. Otrzymali oni fragmentaryczne elementy kultury, pozbawione kontekstu i znaczenia. Nie znajdują już wsparcia w swoich rodzinach, które są rozbite, ani w swojej wierze, której rzadko doświadczają. Nie mają korzeni pozwalających zakotwiczyć się w szerszej, trwałej narracji, której fragmenty oferuje postmodernizm.

Dodatkowo, współczesna edukacja często utrwala nawyki niedojrzałości i powierzchowności, utrudniając rozwój woli i dyscypliny niezbędnych do podejmowania zobowiązań. W rezultacie wielu młodych ludzi tkwi w miejscu, nie mogąc iść naprzód, bojąc się dorosłości i odpowiedzialności, a tym samym odrzuca posiadanie dzieci.

Rzeczywiście, niegdyś tętniące życiem, współczesne społeczeństwo jest wyczerpane. Nie ma już wiele do zaoferowania poza trywialnymi przyjemnościami i mediami społecznościowymi. Nie mając do zaoferowania żadnych wielkich planów, oferuje teraz to, co pozostało w postliberalnym świecie.[10]Dzisiejsze pokolenia stały się trywialne dzięki Facebookowi i TikTokowi, uwikłane w antynarrację, od której trudno uciec.

 

Brak narracji lub historii

Postmodernizm tworzy społeczeństwa bez spójnych narracji, jednostki bez historii i egzystencję pozbawioną znaczenia. Jak pisał w swoim mistrzowskim dziele Rewolucja i kontrrewolucja ,katolicki myśliciel i człowiek czynu, prof. Plinio Corrêa de Oliveira:

„Współczesny człowiek nie wie, kim jest, skąd pochodzi ani dokąd zmierza; nie wie, jak się zorientować, ani jak rozkazywać, ani jak być posłusznym, modlić się, cierpieć czy umierać”.[11]

W tym ogólnym obrazie apatii rodzenie dzieci traci sens. Nie ma nic, co warto utrwalić, nic, co warto zapamiętać, a wszystko należy zapomnieć.

 

Punkt zwrotny

Nie oznacza to, że całe społeczeństwo podąża za anty-narracją. Jednak osiągnęliśmy punkt zwrotny, w którym znaczna liczba ludzi wkroczyła w mroczną „rousseauowską przepaść namiętnej płytkości”.

Kultura osiągnęła krytyczny poziom, zmieniając społeczeństwo i dominując w kluczowych obszarach życia. Nawet przeciwnicy postmodernizmu muszą uznać jego potężny wpływ.

Na przykład, gdy ludzie akceptują postmodernistyczne pojęcie rodziny, definiując ją jako związek dowolnych osób, tradycyjna rodzina i jej owoce ulegają zniszczeniu. W jej miejsce pojawia się jedynie luźne połączenie jednostek, pozbawione celów i przeznaczenia. Powoduje to spiralę śmierci, widoczną w dzisiejszych fatalnych wskaźnikach urodzeń, której nie jest w stanie odwrócić żadna ilość pieniędzy.

W ten sposób postmodernizm staje się domyślnym wyborem w wielu dziedzinach życia. Wkrada się na wszystkie poziomy i we wszystkie obszary życia społecznego. Jego przesłanie tkwi w chęci zerwania z przeszłością i spojrzenia w przyszłość. Stąd bierze się tragiczna niechęć do reprodukcji.

 

Powody do nadziei

Takie uogólnienia mogą wydawać się przesadzone i pozbawione niuansów. Dlatego musimy uzupełnić je pewnymi wyjaśnieniami.

Nie wszyscy młodzi ludzie podążają tą smutną ścieżką. Niektórym udało się uwolnić od więzów płytkiej przeciętności, przyjmując resztki stabilności znalezione w rodzinie, społeczności i wierze. Nadal chcą mieć potomstwo, choć w tak niewielkiej liczbie, że ich wysiłki nie są w stanie odwrócić ogólnej tendencji spadkowej. Te odważne dusze cierpią z powodu presji liberalnego establishmentu i postmodernistycznej kultury, która wyśmiewa ich zaangażowanie i podważa ich wartości.

Możemy również wskazać inny trend, który łagodzi skutki postmodernistycznego zaprzeczania rzeczywistości. Kiedy młodzi ludzie mają kontakt z pięknem i znaczeniem tradycji, coraz więcej z nich wyraża tęsknotę za znaną im przeszłością i podąża za nią z pasją.

Dowody na to znajdują odzwierciedlenie w rosnącej liczbie nawróceń na wiarę katolicką wśród młodych ludzi, zwłaszcza młodych mężczyzn, na całym świecie. Ich świadectwa mówią o tęsknocie za transcendencją i autentycznością, prowadzącą z dala od postmodernistycznej płytkości. To otwarcie na tradycję i religię wypełnia egzystencjalną pustkę i usuwa zniechęcenie duchowe, które nawiedza młode pokolenia. [12]

Wszystkie te zmiany są powodem do nadziei, a nie zniechęcenia. Są punktami światła pośród ciemności. Odzwierciedlają naszą niezmienną naturę ludzką, która pociąga do dobra, prawdy i piękna, pomimo prób tych, którzy na próżno chcą zmienić tę naturę za pomocą swoich nienaturalnych i demonicznych ideologii.

Świadczą one o działaniu łaskawości Boga. Te przyciągające nas elementy potwierdzają nasze połączenie z transcendentnym Bogiem, który pragnie naszego uświęcenia i zbawienia bardziej niż my sami.

 

Spojrzenie poza postmodernistyczną ramę

Nie możemy postrzegać postmodernizmu jako zjawiska wyłącznie naturalnego, pozbawionego związku z przyczynami nadprzyrodzonymi. Dzisiejsza odmowa prokreacji jest tak sprzeczna z naturą ludzką, że wskazuje na działanie sił wykorzystujących potężne środki, aby przezwyciężyć silne instynkty i popędy, które zapewniały przetrwanie ludzkości przez całą historię. Cel, jakim jest wyginięcie ludzkości, nie może być bardziej sprzeczny z tym, co oznacza bycie człowiekiem.

Dlatego też tej ofensywy nie można przypisać jedynie impulsowi rousseauowskich błahostek i niepohamowanych, lecz płytkich namiętności. Aby wywrzeć tak powszechny i jednoczesny wpływ na tak różnorodne narody, musi istnieć nadrzędna i inteligentna przyczyna, która koordynuje tę ofensywę przeciwko płodności.

Musimy dostrzec religijny wymiar tego problemu, który wykracza poza naszą ludzką naturę. Nihilistyczna wola niebytu odzwierciedla bunt przeciwko Stwórcy ze strony tych, którzy nienawidzą chrześcijaństwa i jego uszlachetniającego wpływu na ludzkość. W tej perspektywie można dostrzec szatańskie wołanie „non serviam”, które rozbrzmiało w niebiosach podczas buntu upadłych aniołów przeciwko Bogu.[przypis redakcji non servum (łac) - Nie będę służył buntownicze wołanie Lucyfera i upadłych aniołów]

Musimy zatem wyjść poza postmodernistyczne schematy, jeśli chcemy przeciwstawić się tej zniekształconej, demonicznej wizji ludzkości.

 

Katolicka koncepcja tego, co oznacza bycie człowiekiem

Jedynym skutecznym sposobem przeciwstawienia się tej wypaczonej wizji ludzkości jest promowanie katolickiego rozumienia człowieka: istoty posiadającej nieśmiertelną duszę, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga, powołanej do wiecznego życia. Gdy ta prawda jest uznawana i pielęgnowana, każde życie ludzkie jawi się jako bezcenne i godne obrony. Każde poczęte dziecko oddaje Bogu wyjątkową i niepowtarzalną chwałę, a jego narodziny są błogosławieństwem, nowym aktem uczestnictwa w Jego planie. Dlatego radość porodu nie jest jedynie emocją, lecz głębokim religijnym przeżyciem, potwierdzeniem Bożej Opatrzności działającej w historii.

Debata o implozji populacji nie może pomijać duchowej walki, jaka rozgrywa się między dwiema absolutnie sprzecznymi wizjami człowieka – jedną niebiańską i nadprzyrodzoną, drugą piekielną i demoniczną. Nie wolno nam przyjmować neutralnej lub liberalnej postawy wobec przeciwników, którzy otwarcie sprzeciwiają się Bożemu planowi dla ludzkości. Taka neutralność jest iluzją i musi zakończyć się klęską, ponieważ oznaczałaby prowadzenie walki na terenie złowrogiego przeciwnika, który w takim układzie dysponuje wszystkimi atutami.

 

Kościół katolicki ma rozwiązania

Potrzeba sięgnięcia po nadprzyrodzoną pomoc staje się coraz pilniejsza, ponieważ odrzucenie rodzenia dzieci osiągnęło punkt krytyczny. Wiele narodów zbliża się do momentu, z którego nie ma już powrotu, co przypomina przepowiednię Matki Bożej z Fatimy z 1917 r. o zagładzie wielu narodów.[13]

 

Sytuacja nie ulegnie odwróceniu, chyba że wkroczy siła o nieproporcjonalnej przewadze.

Kościół katolicki jest wyjątkowo przygotowany do stawienia czoła temu postmodernistycznemu kryzysowi, który w swej istocie jest kryzysem egzystencjalnym, podważającym nasze najbardziej podstawowe założenia.

Bogate nauczanie Kościoła skrywa skarby doktrynalne, które odpowiadają na egzystencjalne wątpliwości naszych czasów. Daje pewność tym, którzy duszą się w niepewności. Promieniuje pięknem, wypełniając postmodernistyczną pustkę, i oferuje moralną dobroć, nadając sens naszym działaniom.

Aby przezwyciężyć słabość naszej ludzkiej natury i namiętności rousseauowskie, Kościół przynosi łaskę – stworzony udział w nie stworzonym życiu Boga. Łaska ta oświeca nasz intelekt, wzmacnia wolę i łagodzi pasje, czyniąc nas zdolnymi do działań wykraczających poza ograniczenia ludzkiej natury.

 

Odbudowa narracji

Przez całą swoją historię Kościół włączał pogańskie ludy, które nie miały własnej historii duchowej, do swojej boskiej narracji. Dzięki temu działaniu, wspieranemu łaską, Kościół podnosił te ludy do rangi części swojego Mistycznego Ciała, umożliwiając im czynienie wszystkiego w Tym, który ich wzmacnia (zob. Flp 4, 13).

W ten sposób Boski Odkupiciel pomagał różnym ludom przezwyciężyć ich obojętność i zniewoloną wolę. Wbrew wszelkim oczekiwaniom Chrystus uratował je od spustoszenia grzechu i wyniósł do rangi dzieci Bożych oraz współdziedziców Królestwa Niebieskiego.

Dziś stoimy przed podobnym problemem z powodu dramatycznego spadku liczby ludności. Nie wynika on z przeszkód ekonomicznych ani politycznych. Rozwiązanie pojawi się jedynie wtedy, gdy zajmiemy się kwestiami religijnymi i moralnymi, które nadają życiu sens, cel oraz powód do rodzenia dzieci.

Niestety, musimy przywrócić ideał macierzyństwa. Chęć bezdzietności może zostać zmieniona dzięki Dziewiczej Matce, która urodziła Słowo Wcielone. Stała się archetypem wszystkich matek i jednocześnie naszą Matką. Pokona to wielkie niebezpieczeństwo, jeśli jej zaufamy.


Przypisy:

[1 przypis ze strony” Zobacz Eduardo Porter, „Why Solving the Baby Bust Is So Difficult”, The Washington Post, 10 czerwca 2025 r.]

[2. „Zob. Michal Leibowitz, „Istnieje związek między kulturą terapii a bezdzietnością”, The New York Times, 30 maja 2025.”]

[3] „Zob. Rozdział 12, „Postmodernistyczny indywidualizm: Rozbicie atomu”, w: John Horvat II, Powrót do ładu: Od szalonej gospodarki do organicznego społeczeństwa chrześcijańskiego — gdzie byliśmy, jak tu dotarliśmy i dokąd powinniśmy zmierzać, (York, Pa.: York Press, 2013), s. 83–86.”

[4. „Zob. Jean-François Lyotard, Kondycja postmodernistyczna: Raport o wiedzy (Paryż: Minuit, 1979).”]

[5. „Becky Bahr, red., „Metanarracja — Wprowadzenie do filozofii”, Fiveable.me, 2024, dostęp 24 czerwca 2025, https://fiveable.me/key-terms/intro-philosophy/metanarrative.”]

[6. „Plinio Corrêa de Oliveira, spotkanie Komisji Medycznej, 12 maja 1991, Dokumenty Corrêa de Oliveira.”]

[7. W swojej książce z 2023 roku Adam Kirsch podsumowuje nihilistyczne podstawy ruchu na rzecz wyginięcia ludzkości. Najważniejszą przesłanką jest zaprzeczenie istnieniu duszy. Stwierdza:

Po pierwsze, wiemy, że ludzki umysł ma całkowicie materialną podstawę. Nie istnieje niematerialna dusza ani duch, który zajmuje nasze ciało; doświadczenie bycia „ja” jest wytwarzane przez procesy chemiczno-elektryczne w mózgu.

Ten gruntowny materializm wciąż jest odrzucany przez większość wierzących religijnie, ale nauka zna go od dawna… Nie istnieje metafizyczna przepaść między człowiekiem a zwierzęciem ani między materią ożywioną a nieożywioną; jedyna różnica dotyczy organizacji materii.” (Adam Kirsch, The Revolt Against Humanity: Imagining a Future Without Us [Nowy Jork: Columbia Global Reports, 2023], dostęp 24 czerwca 2025, https://www.thetedkarchive.com/library/adam-kirsch-the-revolt-against-humanity ]

[8. „Zob. Horvat, Return to Order, s. 15–21.”]

[9. „J. M. Cohen, tłum., Wyznania Jean-Jacques’a Rousseau (Harmondsworth, Middlesex: Penguin Books Ltd, 1953), s. 209, dostęp 24 czerwca 2025, https://archive.org/details/in.ernet.dli.2015.507435/mode/2up.”]

[Przypis redakcji:

Jean-Jacques Rousseau w swoim słynnym „Wyznaniu” przyznał, że oddał swoje dzieci do sierocińca, ponieważ nie chciał ponosić za nie odpowiedzialności. Chciał być wolny, żyć dla siebie, tworzyć, rozwijać idee — a dzieci postrzegał jako przeszkodę. Jego życie stało się ikoną skrajnego indywidualizmu, który przedkłada własną ekspresję ponad obowiązki.]

[10 „Wielu obecnie dostrzega, że liberalizm nie zaspokaja naszych wiecznych pragnień. Książki takie jak Why Liberalism Failed Patricka Deneena wywołały lawinę literatury post-liberalnej, badającej możliwe alternatywy.”]

[11. „Plinio Corrêa de Oliveira, Rewolucja i kontrrewolucja, 2. wyd. (New Rochelle, N.Y.: The Foundation for a Christian Civilization, 1980), s. 25.”]

[12 „Zob. Madeleine Kearns, „Jak katolicyzm stał się modny”, The Free Press, 4 czerwca 2025 r.”]

[13. „Zob. Luiz Sérgio Solimeo, Fatima: Przesłanie pilniejsze niż kiedykolwiek (Spring Grove, Pensylwania: The American Society for the Defense of Tradition, Family and Property, 2008), s. 50.”]

Źródło: tfp.org

Fot: Freepik