
Kobus Suttorp | 31/03/2026
W czasach, gdy życie nienarodzonego dziecka jest często wymazywane w milczeniu, młodzi obrońcy życia nie zamierzają milczeć. W drugim tygodniu marca z determinacją przemierzali Holandię i Flandrię, aby poprzez akcje uliczne głosić prawdę o aborcji: dzieci Boże mają prawo do życia. W dniach 13 i 14 marca skupili się na trzech miastach flamandzkich. Towarzyszyli im także młodzi katolicy z Polski.
Antwerpia: katolicki uchodźca poruszony świadectwem ruchu pro-life
Kampania rozpoczęła się w Antwerpii, przy Operze, na tętniącym życiem skrzyżowaniu łączącym ulicę Meir z Dworcem Głównym. Ludzie zatrzymywali się, przyciągani barwną obecnością i ciepłymi dźwiękami dud szkockich. Nie doszło do kłótni, lecz do prawdziwych rozmów na temat aborcji, wartości życia oraz chrześcijańskich korzeni, które nasz kontynent może utracić.
Kobieta z Afryki, która przybyła do Europy, sama będąca katoliczką, zatrzymała się na dłużej. Poruszona opowiadała, jak bolesne jest obserwowanie, jak nasz kontynent oddala się od Boga i Jego Kościoła. „Będę się za was modlić” – obiecała – „i o nawrócenie wszystkich Europejczyków dobrej woli”. Oczywiście pojawiły się też głosy krytyczne. Grupki nastolatków czasami rzucały szydercze uwagi, zwłaszcza dziewczyny, które w szkole słyszały tylko argumenty za aborcją. Ale obrońcy życia nie uciekali. Słuchali, obalali kłamstwa i wyjaśniali, co naprawdę oznacza aborcja. Kilku młodych ludzi zmieniło zdanie. Zostało zasiane małe ziarenko prawdy.

Akcja uliczna w Antwerpii. Czerwona kapa i beret w tym samym kolorze przyciągają uwagę i mogą stać się pretekstem do rozmowy.
Gandawa: ujawniono przypadki wymuszania eutanazji
W Gandawie, uznawanej jako miasto lewicowe, odbyła się niewielka kontrdemonstracja, ale miała ona ograniczony zasięg i była mniej agresywna niż na przykład w Eindhoven. Mężczyzna w wieku około sześćdziesięciu lat słusznie skrytykował kontrdemonstrantów, a następnie dołączył do nas, by się modlić. Nastolatki, które właśnie wyszły ze szkoły, spontanicznie opowiedziały się po stronie życia – ku wielkiej irytacji feministki z kolczykiem w nosie, która zaczęła je nagrywać telefonem.
Z kościoła, tuż po Mszy Świętej, wyszła młoda kobieta. Przez kilka minut modliła się w intencji kampanii. Później opowiadała o dekadencji i chrześcijanofobii, które zatruwają nasze społeczeństwo. Najbardziej poruszające spotkanie miało miejsce ze starszą kobietą, która przez lata pracowała w służbie zdrowia. Została zmuszona do przeprowadzenia eutanazji i z tego powodu zrezygnowała z pracy. Jej opowieść o powszechnym przymusie eutanazji w Belgii była szokująca i potwierdziła, jak bardzo rozprzestrzeniła się kultura śmierci.

Demonstracja zwolenników aborcji w Gandawie. Przygnębiający i zaciśnięty wyraz twarzy zwolenników aborcji odzwierciedla ponurość ich ideologii.
Lowanium: „Każde życie pochodzi od Boga”
W Lowanium, odwiecznej twierdzy katolicyzmu, gdzie znajduje się najstarszy uniwersytet w krajach Beneluksu, przyjęcie było wzruszające. Ludzie wykazywali szczere zainteresowanie. Starszy mężczyzna, który towarzyszył osobie niepełnosprawnej, słuchał z uwagą, a potem powiedział stanowczym głosem: „Tylko Bóg, nasz Stwórca, ma prawo zakończyć życie swoich stworzeń”. Kobieta pochodzenia libańskiego, która straciła dwoje własnych dzieci, opowiedziała o swoim powołaniu do adopcji dziecka. Była tak poruszona kampanią, że od razu przekazała swoją darowiznę. Zatrzymał się również ksiądz ze Zgromadzenia Pasjonistów, miło zaskoczony, że zna ten ruch i że wcześniej wiele z niego wyniósł. Pewien Niemiec z entuzjazmem opowiadał o swoim corocznym udziale w Marszu dla Życia w Berlinie; był zaskoczony, słysząc, że również w krajach Beneluksu istnieje prężny ruch pro-life. Inny mężczyzna był tak entuzjastyczny, że przez pół godziny pomagał w rozdawaniu ulotek. Nawet w drodze do biblioteki uniwersyteckiej nadal rozdawał ulotki.

Wolontariusz w rozmowie ze studentkami w Lowanium.
Kampania, która przynosi efekty
Młodzi obrońcy życia z satysfakcją wspominają swoją wizytę we Flandrii. Oczywiście tu i ówdzie pojawiali się kontrdemonstranci, ale było ich mniej i byli mniej agresywni niż w Holandii. Dzięki temu powstała przestrzeń na prawdziwe spotkania: z osobami niezdecydowanymi, które zastanawiały się nad sprawą, z wiernymi, którzy otrzymali otuchę, oraz z ludźmi dobrej woli, którzy opowiedzieli się za życiem.
Nasze uliczne kampanie to coś więcej niż tylko akcja. Są światłem w ciemności, przypomnieniem, że nienarodzone dzieci nie powinny być osamotnione w swojej walce o życie. Bo dopóki choćby jeden głos zabierze się w obronie najsłabszych, kultura śmierci nie jest jeszcze niepokonana. Boże przykazania zatriumfują – jedno dziecko po drugim, ulica po ulicy, miasto po mieście.
Źródło: stirezo.nl