Michał Rogalski | 9/10/2026
28 września 2026 r., w tzw. Dzień Bezpiecznej Aborcji, Aborcyjny Dream Team opublikował wspólny wpis z wicemarszałek Senatu Magdaleną Biejat. Organizacja napisała wprost: „Możecie tak jak Magda Biejat wpaść do nas i opłacić komuś aborcję i wyjść z naszą bluzą”. Do posta dołączono zdjęcie uśmiechniętej Biejat w bluzie promującej Aborcyjny Dream Team. To nie była prywatna darowizna na „pomoc kobietom”. To publiczna deklaracja, że wysoki rangą polityk Lewicy – osoba pełniąca jedną z najwyższych funkcji w polskim parlamencie – zapłaciła za przerwanie życia nienarodzonego dziecka.
Nazwijmy rzeczy po imieniu. Aborcja to zabicie człowieka w łonie matki. Finansowanie konkretnej aborcji to świadomy współudział w tym czynie. Biejat nie ukryła tego – organizacja, z którą współpracuje, ogłosiła to jako powód do dumy i wezwała innych, by poszli jej śladem. Uśmiech, bluza i hasło „solidarności” miały przykryć fakt, że po drugiej stronie tej transakcji jest martwe dziecko.
Źródło: Instagram
Piąte przykazanie nie zna wyjątków dla polityków
„Nie zabijaj”. To nie jest sugestia, nie jest postulat do negocjacji i nie zależy od sondaży ani aktualnego układu w Sejmie. Katechizm Kościoła Katolickiego (pkt 2271–2272) stwierdza jasno: bezpośrednie przerwanie ciąży jest poważnym naruszeniem prawa moralnego, a formalne współdziałanie w aborcji – również. Kto świadomie i dobrowolnie przekazuje pieniądze w celu doprowadzenia do aborcji, uczestniczy w złym czynie. Nie musi trzymać narzędzi. Wystarczy, że świadomie finansuje skutek.
Nie znamy kwoty, nie znamy tożsamości kobiety, nie wiemy, czy zabieg już się odbył. To niczego nie zmienia. Publiczna deklaracja organizacji, która przedstawiła finansowanie aborcji jako wzór do naśladowania, stoi. Biejat nie zdementowała. Nie wyjaśniła. Pozostała uśmiechnięta na zdjęciu.
Czy doszło do przestępstwa?
Art. 152 § 2 Kodeksu karnego przewiduje karę do trzech lat pozbawienia wolności za udzielanie kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub nakłanianie jej do tego. Czy konkretna wpłata Biejat wypełnia znamiona? Tego nie rozstrzygniemy bez akt i faktów. Ale pytanie nie znika tylko dlatego, że dotyczy wicemarszałek Senatu. Organy ścigania mają obowiązek badać, a nie udawać, że wysokiej rangi polityk jest ponad prawem.
Moralna ocena sięga dalej niż przepisy. Nawet gdyby aborcja była legalna w danym przypadku, nie staje się przez to dobra. Prawo stanowione nie unieważnia prawa naturalnego. Życie ludzkie zaczyna się w momencie poczęcia – to fakt biologiczny, a nie opinia religijna. Zabicie tego życia pozostaje zabójstwem niezależnie od tego, jak się je nazwie: „bezpieczną aborcją”, „prawem kobiet” czy „gestem solidarności”.
Grzech nie staje się cnotą przez zmianę nazwy
Najbardziej niepokojące jest nie samo finansowanie, lecz sposób jego przedstawienia. Aborcyjny Dream Team nie opisuje tego jako dramatycznej, bolesnej decyzji. Proponuje to jako formę zaangażowania społecznego – wpadnij, zapłać, weź bluzę, zrób zdjęcie. To klasyczny mechanizm cywilizacji śmierci: czyny sprzeczne z prawem Bożym i naturą człowieka opakowuje się w język dobroczynności, empatii i „praw kobiet”. Różnica między realną pomocą kobiecie w kryzysie a finansowaniem śmierci jej dziecka zostaje celowo zatarta.
Kobieta w trudnej sytuacji potrzebuje wsparcia: materialnego, medycznego, psychologicznego, rodzinnego. Dziecko, które nosi, potrzebuje ochrony. Nie wolno stawiać ich przeciw sobie, jak gdyby ratunek jednego wymagał śmierci drugiego. To fałszywa alternatywa, którą od lat powtarza ideologia aborcyjna.
Magdalena Biejat nie jest anonimową aktywistką. Jest wicemarszałek Senatu. Jej publiczne działania kształtują normy. Gdy osoba na takim stanowisku finansuje aborcję i pozwala, by organizacja chwaliła się tym jako wzorem, daje sygnał: zabijanie nienarodzonych jest nie tylko dopuszczalne, ale godne pochwały i naśladowania.
Nie da się budować dobra na świadomym współudziale w odbieraniu niewinnego życia. Nie da się przemienić grzechu w cnotę przez atrakcyjną kampanię, polityczne hasła ani zmianę nazwy. To, co zrobiła Marszałek Biejat – jeśli organizacja mówi prawdę – jest współudziałem w zbrodni przeciw życiu. I właśnie dlatego należy to nazwać wprost: zbrodnią aborcji, sfinansowaną przez wysokiego rangą polityka skrajnej lewicy, który publicznie się tym pochwalił.