
Michał Rogalski | 13/05/2026
Po naszej Karawanie przeciwko wprowadzeniu związków partnerskich (w tym homoseksualnych), w przestrzeni publicznej pojawił się list otwarty Zarządu Regionu Podkarpackiego KOD, w którym skrytykowano naszą manifestację w Rzeszowie. W wypowiedzi tej wydarzenie określono m.in. jako „brutalny atak na fundamenty państwa prawa i zasady demokratyczne”, a używane hasła jako „język wykluczenia” i „szerzenie nienawiści”.
Warto zatrzymać się przy tej narracji, ponieważ dotyka ona znacznie szerszego problemu: coraz częściej w debacie publicznej obserwujemy sytuację, w której katolickie rozumienie moralności zostaje automatycznie utożsamione z nienawiścią, a spokojne wyrażanie własnych przekonań – z zagrożeniem dla demokracji.
Nie atak personalny, lecz obrona rodziny
Wolność słowa, tak głoszona dzisiaj wszędzie, nie polega na tym, że można wypowiadać tylko poglądy akceptowane przez lewicowe środowiska ideologiczne.
Katolicy mają prawo – i obowiązek – mówić o moralności w świetle nauczania Kościoła, również wtedy, gdy dotyczy to kwestii związanych z seksualnością czy wizją rodziny. Nie jest to atak personalny, lecz wyraz przekonań, które od wieków stanowią fundament cywilizacji europejskiej.
Prawdziwa narracja nienawiści to ta używana dzisiaj przeciwko Kościołowi
Jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów w tego typu debacie jest rzekoma „dehumanizacja”. Tymczasem Kościół katolicki jasno rozróżnia dwie rzeczy: grzesznika od grzechu.
Tymczasem prawdziwy atak jest dziś skierowany ze strony środowisk lewicowych wobec Kościoła. Pamiętamy „czarne marsze” zwolenników aborcji, które uciekały się do rzucania szklanymi butelkami w obrońców świątyń katolickich. Pamiętamy o bluźnierczych atakach na Matkę Bożą przez warszawską restaurację „Madonna” czy wreszcie satanistyczny terror spędów takich jak Mystic Festival w Gdańsku, co najmniej zabijający odrazę wobec brzydoty i grzechu.
Ponadto, aktywiści ruchu LGBT lubią stawiać się w roli ofiar, uciekając od sedna sprawy: to rodziny, a zwłaszcza dzieci stają się ofiarami sodomskiej agendy. To bardzo niebezpieczny mechanizm, ponieważ uniemożliwia jakąkolwiek rzeczową debatę.
Podsumowanie
Ci, którzy w imię tolerancji bronią sodomskiego aktywizmu są pierwszymi, którzy stają się nietolerancyjni. Najpierw nazywają „faszystami” tych, którzy bronią prawa Bożego, a później przechodzą do ataków fizycznych.
Podczas naszych akcji w obronie rodziny staliśmy się ofiarami tej „dyktatury tolerancji”. ZOBACZ
filmiki poniżej:

[filmik z ataku środowisk
sodomskich na bazylikę św. Krzyża w Warszawie]