Michał Rogalski | 12/10/2026
Jednym z modnych haseł, które obecnie dominują w Kościele katolickim, jest „słuchanie”. W Kościele synodalnym biskupi i duchowni są wzywani, by ze szczególną uwagą wsłuchiwać się w głos wiernych w odniesieniu do najważniejszych i najbardziej palących problemów współczesności. W ten sposób mają rzekomo lepiej rozeznawać, dokąd „Duch” pragnie prowadzić Kościół.
Wydaje się jednak, że w przypadku niektórych kluczowych problemów, z którymi mierzą się dziś kolejne kraje Europy, czy Ameryki, ów „Duch” nie przemawia w sposób jednoznaczny. Można odnieść wrażenie, że świeccy nie potrafią już wystarczająco głośno wyrażać swoich opinii, by dotarły one do uszu duchownych, którzy najwyraźniej postanowili ich nie słyszeć.
Problem nielegalnej masowej imigracji
Nigdzie rozdźwięk między hierarchią kościelną a wiernymi nie jest tak widoczny jak w kwestii nielegalnej masowej imigracji.
Z jednej strony większość biskupów jednogłośnie opowiada się za tą asymetryczną inwazją na Amerykę i rażącym naruszeniem jej suwerenności. W ten sposób narzucają wiernym swoje błędne stanowisko, postępując przy tym w sposób daleki od ducha synodalności.
Znaczna większość katolików sprzeciwia się nielegalnej masowej imigracji i opowiada się za wprowadzeniem rozsądnych ograniczeń. Na próżno próbują oni przebić się ze swoim głosem, ponieważ duszpasterze wciąż ich ignorują. Po raz kolejny, w sposób zupełnie niezgodny z duchem synodalności, Kościół, który rzekomo słucha, wydaje się wsłuchiwać jedynie w to, co chce usłyszeć, sumiennie przypisując swoją lewicową agendę działaniu „Ducha”, jakby miało to stanowić jej uzasadnienie.
W rezultacie wewnątrz Kościoła narasta poważny podział. Biskupi uparcie odmawiają wysłuchania każdego, kto nie przyklaskuje ich opiniom na temat tak istotnego elementu, jak oficjalna polityka kolejnych państw.
Budowanie murów zamiast mostów
Sytuacja ta ujawnia istnienie dwóch odmiennych perspektyw. Biskupi i duchowni o poglądach lewicowych patrzą na imigranta w sposób abstrakcyjny, rozpatrując jego sytuację w oderwaniu od konkretnych okoliczności. Już sam fakt bycia człowiekiem sprawia, że każdy imigrant jest uznawany za godnego wszelkich świadczeń i wsparcia, nawet jeśli wjechał do kraju nielegalnie.
Zamiast postrzegać nielegalnego imigranta jako osobę, która naruszyła prawo, przedstawia się go jako cierpiącą i uciskaną ofiarę. Zamiast być postrzeganym jako przestępca naruszający prawo, nielegalny imigrant staje się cierpiącą, uciskaną ofiarą, która idealnie wpisuje się w teologię wyzwolenia, czyli Ewangelię według Marksa. Żaden inny czynnik nie wydaje się wystarczający, by zmienić ten sposób myślenia. Granice mają pozostawać otwarte dla „wszystkich, wszystkich, wszystkich”, bez względu na konsekwencje.
Tymczasem na marginesie pozostają katolicy którzy borykają się z konkretnymi skutkami lekkomyślnej liberalnej polityki imigracyjnej, która zakłóca spokój w ich społecznościach i działa na szkodę dobra wspólnego.
Ich perspektywa nie ma nic wspólnego z abstrakcyjnymi rozważaniami. Są obywatelami własnego kraju, a mimo to muszą ponosić konsekwencje prowadzonej polityki. Tak ogromny napływ nielegalnych imigrantów przeciąża infrastrukturę lokalnych społeczności i możliwości wymiaru sprawiedliwości. Wśród przybywających zdarzają się również osoby popełniające przestępstwa. Taka lewicowa polityka, niszcząca fundamenty państwa, może doprowadzić do napływu licznych radykalnych islamistów, komunistów i innych osób wrogo nastawionych ideologicznie do Kościoła i konkretnych państw.
Wykorzystywanie sporu jako narzędzia walki
Nie powinno zatem dziwić, że katolicy zasiadający w kościelnych ławkach coraz częściej opowiadają się za zdrowym rozsądkiem i w kwestii nielegalnej imigracji przesuwają swoje poglądy w prawo.
Doniesienia mediów potwierdzają, że na przykład w Stanach Zjednoczonych pięćdziesiąt procent katolików popiera budowę muru granicznego, podczas gdy tylko 27 procent jest temu przeciwnych. Ignorując opinię większości, Amerykańska Konferencja Biskupów Katolickich (USCCB) wydała oświadczenia przeciwko budowie muru granicznego w 2017, 2019 i ponownie w 2023 roku.
Inne dane statystyczne również potwierdzają wyraźny rozdźwięk między biskupami a świeckimi w kwestii nielegalnej imigracji.
Katolicka lewica twierdzi, że konserwatywni katolicy lekceważą nauczanie Kościoła w tej sprawie, a tym samym podważają autorytet Kościoła.
Błędne porównania
Massimo Faggioli posunął się nawet do porównania dzisiejszej nielegalnej masowej imigracji z sytuacją, jaka nastąpiła po opublikowaniu encykliki Humanae vitae.
Gdy w 1968 roku ukazał się ten dokument papieski, część wiernych zbuntowała się przeciwko nauczaniu moralnemu Kościoła, zgodnie z którym antykoncepcja jest czynem wewnętrznie złym. Zdaniem Faggioliego doprowadziło to do powstania swego rodzaju „nieformalnej schizmy”. Była ona rzeczywiście nieformalna, skoro zarówno wówczas, jak i obecnie biskupi rzadko wykorzystują niedzielne kazania, by przypominać wiernym zgromadzonym w kościołach o jednoznacznym potępieniu antykoncepcji przez Kościół.
Katolicy konserwatywni powinni odrzucić to porównanie.
Nauczanie Kościoła dotyczące antykoncepcji odnosi się do kwestii doktryny moralnej, która nie może ulec zmianie. Sprzeciw wobec masowej nielegalnej imigracji nie jest natomiast czymś wewnętrznie złym. Sposób postępowania wobec masowej nielegalnej imigracji należy do dziedziny roztropnego osądu, uwzględniającego konkretne okoliczności.
Oznacza to, że katolicy, zarówno sprawujący funkcje publiczne, jak i pozostający poza strukturami władzy, mają prawo sprzeciwiać się błędnej polityce, która umożliwia nielegalną imigrację na masową skalę. Prawo to staje się obowiązkiem, gdy taka polityka zagraża dobru wspólnemu i zbawieniu dusz.
Doktor Faggioli usiłuje również powiązać tych konserwatywnych katolików z myślicielami postliberalnymi, choć większość z nich prawdopodobnie nie zna nawet poglądów tych intelektualistów.
Kierowanie się zdrowym rozsądkiem
Spór jest w dużej mierze przedstawiany w sposób uproszczony i nieprawidłowy: jako konflikt między masową nielegalną imigracją a masowymi deportacjami.
Istnieje właściwy sposób postępowania wobec nielegalnych imigrantów, który pozwala zachować należną im miłość bliźniego, a jednocześnie uwzględnić zdroworozsądkowe potrzeby i prawa lokalnych społeczności.
Kościół ma odpowiedzi na te problemy i nie musi odwoływać się do narracji teologii wyzwolenia, opartej na walce klas. Kluczem jest odrzucenie lewicowej przesady i propagandy otaczającej tę kwestię oraz spojrzenie na nią przez pryzmat prawdziwie chrześcijańskich cnót kardynalnych, takich jak sprawiedliwość i miłość, a nie przez zniekształcający obraz świata, w którym dominują gniew i rewolucja.
Nauczanie św. Tomasza z Akwinu
Święty Tomasz z Akwinu wyraźnie naucza, że przy rozpatrywaniu kwestii imigracji należy brać pod uwagę dwa zasadnicze czynniki: jedność narodu i dobro wspólne.
Dobro obywateli powinno być przedmiotem szczególnej troski, ponieważ to oni tworzą i finansują porządek publiczny. Społeczeństwo przytłoczone niekontrolowaną imigracją nie może – w świetle zasady sprawiedliwości – zaakceptować takiego stanu rzeczy.
Jeśli dochodzi do imigracji, jej celem powinna być asymilacja, a nie segregacja czy tworzenie „państwa w państwie”. Imigrant powinien dążyć nie tylko do korzystania z przywilejów i korzyści wynikających z przynależności do wspólnoty narodowej, lecz także do przyjęcia związanych z tym obowiązków.
Stając się obywatelem, człowiek wchodzi w skład szeroko rozumianej wspólnoty, przypominającej rodzinę, z którą wiąże się na dłuższą perspektywę. Nie powinien traktować jej jak spółki akcyjnej, w której udziałowiec poszukuje wyłącznie krótkoterminowych korzyści dla siebie.
Imigracja w rozsądnych granicach zawsze stanowiła pozytywny czynnik rozwoju społecznego, ponieważ wnosi nowe życie i wartości do tkanki społecznej. Kiedy jednak traci właściwą miarę i podważa cele, którym służy państwo, stanowi zagrożenie dla dobrobytu narodu.
Skąd bierze się niepokój?
To wyjaśnia, dlaczego tak wielu obuwateli kolejnych państw zagrożonych masową, nieproporcjonalną i nielegalną imigracją odczuwa niepokój.
Lewicowa polityka migracyjna sztucznie wytwarza sytuację, która niszczy wspólne punkty odniesienia, osłabia jedność społeczeństwa i przekracza jego zdolność do stopniowego włączania nowych przybyszów w obręb spójnej kultury. Taka polityka może nawet prowadzić do samobójczej otwartości wobec tych, którzy nienawidzą narodu i dążą do jego zniszczenia. W tym wszystkim dobro wspólne zostaje zepchnięte na dalszy plan.
W takiej sytuacji dobrze byłoby „wsłuchać się” w rozsądne wskazania św. Tomasza z Akwinu oraz zasady biblijne.
Naród powinien kierować się sprawiedliwością i miłością wobec wszystkich ludzi, również cudzoziemców. Przede wszystkim musi jednak strzec dobra wspólnego i własnej jedności, ponieważ bez nich żadne państwo nie jest w stanie długo przetrwać.
Nie powinien zwracać uwagi na kapryśne „głosy”, które powodują podziały i wywołują nieprzemyślane debaty.
Artykuł opracowany na podstawie tekstu „When It Comes to Illegal Mass Immigration, a Listening Church Stops Listening…” autorstwa Johna Horvata II, opublikowanego na stronie internetowej www.tfp.org.