Redakcja | 29/09/2026
„Egzorcysta”
Fabuła znanego filmu „Egzorcysta” z 1973 roku w reżyserii Williama Friedkina skupia się na dramatycznej walce o duszę dwunastoletniej Regan MacNeil, która pada ofiarą opętania przez starożytnego demona Pazuzu. Obraz ten, oparty na powieści Williama Petera Blatty’ego, czerpał inspirację z prawdziwych wydarzeń z 1949 roku, kiedy to w stanie Maryland przeprowadzono serię egzorcyzmów nad czternastoletnim chłopcem.
Jedną z największych pułapek diabła jest przekonanie ludzkości, że on w ogóle nie istnieje. Być może właśnie dlatego tak ogromne poruszenie wywołała filmowa, fabularyzowana wersja tego egzorcyzmu, przedstawiona w filmie „Egzorcysta” z 1973 roku. Sceny były tak przerażające, że wielu widzów wymiotowało, inni mdleli i musieli być wynoszeni z kina przez sanitariuszy. Pewien mężczyzna, wychodząc z sali, najlepiej wyraził swoje przeżycia słowami: „Wierzę, wierzę!”. Było to świadectwo człowieka, który na nowo uwierzył w istnienie diabła.
Wyrwany ze szponów diabła
Choć pełne grozy sceny filmu pokazywały przerażającą i odrażającą rzeczywistość opętania, pominięto w nim najważniejszy element prawdziwej historii chłopca ze stanu Maryland. Został on uwolniony ze szponów diabła dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Fatimskiej oraz mocy św. Michała Archanioła.
Centralną postacią tej historii był nastolatek znany pod pseudonimami „Robbie Mannheim” lub „Roland Doe”. Jego prawdziwa tożsamość, podobnie jak tożsamość członków jego rodziny, do dziś pozostaje tajemnicą. Szczegóły niezwykłych wydarzeń związanych z egzorcyzmem przeprowadzonym w 1949 roku zostały jednak szczegółowo opisane w książce Thomasa Allena „Possessed”.
Od spirytyzmu do opętania
Robbie dorastał w Mount Rainier w stanie Maryland. Jako jedyne dziecko Karla i Phyllis Mannheimów (również są to pseudonimy) często bawił się z dorosłymi. Jedną z takich osób była jego ciotka Harriet – spirytystka mieszkająca w St. Louis w stanie Missouri, która często odwiedzała rodzinę Mannheimów.
Podczas jednej z wizyt, w styczniu 1949 roku, nauczyła swojego trzynastoletniego siostrzeńca posługiwać się tabliczką Ouija. Niedługo potem rodzice Robbiego zaczęli zauważać wokół syna dziwne zjawiska. Z jego pokoju dochodziły niezwykłe odgłosy: najpierw nieustanne kapanie wody, a później dźwięk przypominający drapanie pazurami po drewnie.
W tym samym czasie zmarła ciotka Harriet, a Robbie zaczął używać tabliczki Ouija, aby próbować nawiązać z nią kontakt. Spędzał przy niej całe godziny, aż zabawa zaczęła przejmować nad nim kontrolę – zarówno w sensie przenośnym, jak i dosłownym.
Wybuchy gniewu i napady furii
Wkrótce rodzice zauważyli na ciele syna niepokojące ślady: zadrapania, pręgi po uderzeniach i siniaki, które pojawiały się bez wyraźnej przyczyny. Jeszcze bardziej niepokojąca była zmiana jego osobowości.
Ich zazwyczaj spokojny i nieśmiały syn nagle stał się agresywny. Coraz częściej wpadał w gniew i urządzał gwałtowne napady furii, które kierował przeciwko rodzicom. Zaczął również mówić po łacinie – w języku, którego nie znał.

„Średniowieczny relikt”
Rodzice uznali wówczas, że potrzebują pomocy. Próbowali wszystkiego: od zwykłego lekarza, przez psychologów i psychiatrów, aż po jasnowidza. Ostatecznie zwrócili się do swojego pastora, ks. Lutera Milesa Schulzego.
Rodzice brali już pod uwagę możliwość opętania przez diabła, jednak pastor Schulze był wobec tego sceptyczny. Uważał opętanie za „średniowieczny relikt, coś, co pozostało wśród katolików po tym, jak reformacja kierowana przez Lutra podzieliła świat chrześcijański”.
Niewyobrażalna siła
Pastor Schulze postanowił sam sprawdzić, co naprawdę dzieje się z chłopcem. Zaprosił Robbiego, aby spędził noc w jego domu.
Tej nocy na własne oczy zobaczył, jak łóżko Robbiego kołysało się w przód i w tył oraz podskakiwało w górę i w dół. Kiedy poprosił chłopca, aby spróbował zasnąć na krześle, krzesło zaczęło poruszać się po pokoju, po czym przewróciło się na bok, a Robbie upadł na podłogę.
Gdy Schulze nie był w stanie utrzymać krzesła w miejscu, zdał sobie sprawę, że ma do czynienia z ogromną, nadludzką siłą. Zmienił więc zdanie. Odwiózł Robbiego do domu i powiedział jego rodzicom:
„Musicie pójść do katolickiego księdza. Katolicy znają się na tego typu sprawach”.
Sto szwów
Mannheimowie udali się wówczas do katolickiego kościoła św. Jakuba, znajdującego się niedaleko ich domu. Do udzielenia wsparcia rodzicom wyznaczono proboszcza, ks. E. Alberta Hughesa, który okazał się jednak zupełnie nieprzygotowany do tego zadania.
Widząc, że Robbie może zachowywać się agresywnie, polecił unieruchomić go w szpitalnym łóżku. Kiedy ks. Hughes rozpoczął modlitwy przewidziane w obrzędzie, chłopiec zdołał uwolnić rękę, sięgnąć pod łóżko i wyrwać jedną ze sprężyn.
Użył jej jak broni i rozciął księdzu przedramię – od nadgarstka aż po łokieć. Do zamknięcia rany potrzebnych było sto szwów.
„Całkowicie nieustraszony” kapłan
Niedługo później rodzina Mannheimów przeniosła się do St. Louis w stanie Missouri, aby zamieszkać u brata Karla, George’a, i jego żony Catherine.
Przerażające wydarzenia wokół Robbiego nie ustawały. Ich córka Elizabeth, studiująca na Uniwersytecie St. Louis, zwróciła się do swojego profesora, jezuity o. Raymonda J. Bishopa, i opowiedziała mu o swoim kuzynie.
Po wstępnej ocenie kapłan przekazał sprawę o. Williamowi S. Bowdernowi SJ, proboszczowi parafii św. Franciszka Ksawerego. To właśnie on został ostatecznie wyznaczony przez ówczesnego arcybiskupa St. Louis, Josepha Rittera, do przeprowadzenia egzorcyzmu.
O. Bowdern, określany przez jednego ze swoich współbraci jezuitów jako „całkowicie nieustraszony”, otrzymał pomoc dwóch kapłanów: o. Waltera Hallorana oraz o. Williama Van Roo.
Modlitwy różańcowe
Od samego początku egzorcyzmu o. Bowdern postawił Matkę Bożą Fatimską w centrum duchowej walki.
Podczas swojej pierwszej wizyty w domu rodziny, 11 marca 1949 roku, rozmawiał z Mannheimami, kiedy z pokoju Robbiego na piętrze dobiegł ich przerażające krzyki. Kiedy weszli do środka, chłopiec siedział wyprostowany na łóżku. Był wyraźnie przerażony tym, co odczuwał jako złowrogą obecność w pokoju. O. Bowdern odważnie założył swój różaniec na szyję przerażonego chłopca i rozpoczął modlitwę różańcową.
Po zakończeniu modlitwy o. Bowdern wygłosił „spontaniczne kazanie”, podczas którego „opowiedział Robbiemu o trójce dzieci w jego wieku, które zobaczyły coś, czego inni ludzie nie mogli zobaczyć”.
„Zdrowaś Maryjo”
Następnie o. Bowdern wyjaśnił mu objawienia fatimskie oraz opowiedział, jak troje dzieci otrzymało niezwykłą łaskę oglądania Matki Bożej, której imię brzmi Maryja.
Pomogło to chłopcu, który nie był katolikiem, zrozumieć modlitwę „Zdrowaś Maryjo”. Nastolatek zafascynował się historią Fatimy, a o. Bowdern przez kolejnych trzydzieści osiem dni wielokrotnie do niej powracał.
To skłoniło Robbiego do zgłębienia wiedzy o wierze katolickiej, a ostatecznie do jego nawrócenia, a później również do nawrócenia jego rodziców.
Pierwsza sobota miesiąca
23 marca Robbie rozpoczął naukę katechizmu, a 1 kwietnia został ochrzczony. Następnego dnia przyjął Pierwszą Komunię Świętą.
O. Bowdern roztropnie zaproponował, aby – ponieważ był to dzień pierwszej soboty miesiąca – odmówili Różaniec ku czci Matki Bożej Fatimskiej.
10 kwietnia, w Niedzielę Palmową, Robbie został przewieziony do pobliskiego Alexian Brothers Hospital i przyjęty na oddział psychiatryczny. Zapewniło to egzorcyście większą prywatność, ale również stworzyło lepsze warunki do sprawowania opieki nad chłopcem.

Bluźnierstwa i wulgarne słowa
Po chrzcie demony opętujące Robbiego, stały się jeszcze bardziej agresywne.
Kiedy chłopiec przybył do szpitala, „brat [zakonnik] Cornelius przyniósł figurę Matki Bożej Fatimskiej i umieścił ją na korytarzu na parterze”.
Przez kolejne tygodnie o. Bowdern i jego pomocnik musieli znosić niewyobrażalne obelgi, bluźnierstwa, wulgarny język, a nawet przemoc ze strony złych duchów, które miały dręczyć chłopca.
W pewnym momencie o. Holloran został uderzony przez Robbiego w nos. Chłopiec zrobił to z zamkniętymi oczami i z taką precyzją, że złamał mu nos.
„Pewne słowo…”
Przez cały ten czas o. Bowdern rozmyślał nad czymś, co zły duch powiedział na początku.
„Nie odejdę – powiedział głos wydobywający się z gardła chłopca – dopóki nie zostanie wypowiedziane pewne słowo. I nie pozwolę, by ten chłopak je wypowiedział”.
W Wielkim Tygodniu o. Bowdern miał nadzieję, że Pan Jezus uwolni Robbiego w dniu swojego chwalebnego Zmartwychwstania.
W Wielką Sobotę brat Cornelius polecił przynieść do pokoju Robbiego figurkę św. Michała i ustawić ją w kącie.
Odrażający głos
Niedziela Wielkanocna minęła, ale następnego ranka wydarzyło się coś niezwykłego. Robbie obudził się wściekły, a ten sam odrażający głos zaczął szydzić z kapłanów.
„On musi jeszcze wypowiedzieć jedno słowo, jedno małe słowo, to znaczy jedno WIELKIE słowo. Nigdy go nie wypowie. Zawsze jestem w nim. Może nie zawsze mam wielką moc, ale jestem w nim. Nigdy nie wypowie tego słowa”.
Tej nocy coś się zmieniło
Kiedy zły duch ujawniał swoją obecność w Robbiem, chłopiec zawsze dostawał czegoś w rodzaju drgawek lub konwulsji. Jego głos stawał się wówczas cyniczny, twardy i demoniczny.
Przez cały dzień o. Bowdern i jego pomocnicy słyszeli właśnie ten głos. Tej nocy wydarzyło się jednak coś innego. Z ust Robbiego wydobył się zupełnie inny głos.
O godzinie 22:45 chłopiec uspokoił się i, jak zwykle, wszedł w stan transu. Obecni w pokoju byli jednak zaskoczeni, gdy usłyszeli dobiegający od niego zupełnie inny głos.
Wybierz kampanię „Polska Katolicka, nie laicka” jako swoje zaufane źródło informacji
– zrobiło tak już ponad 15 000 Polaków!

„Odejdź. NATYCHMIAST!”
Głos nie budził lęku ani odrazy. Przeciwnie – niósł ze sobą poczucie pewności i nadziei.
W jasny, stanowczy sposób przemówiła wzniosła postać:
„Szatanie! Szatanie! Jestem św. Michałem i rozkazuję tobie, Szatanie, oraz wszystkim innym złym duchom, abyście w imię Dominus natychmiast opuścili to ciało. Teraz, TERAZ, TERAZ!”.
W tym momencie Robbie dostał najsilniejszych konwulsji podczas całego egzorcyzmu. W końcu uspokoił się i powiedział do osób zgromadzonych przy jego łóżku:
„On już odszedł”.
Płonący, ognistoczerwony miecz
Robbie opowiedział później, co zobaczył.
Święty Michał ukazał mu się jako niezwykle piękny mężczyzna z falującymi włosami, które powiewały na wietrze, gdy stał pośrodku olśniewającego, białego światła.
„W prawej ręce trzymał przed sobą płonący, ognistoczerwony miecz. Lewą ręką wskazywał w dół, w stronę otworu przypominającego studnię”.
Chłopiec opisał, jak czuł narastające upały, ale także jak widział, jak diabeł z uśmiechem stawiał opór świętemu Michałowi.
„Dominus”
To, co wydarzyło się później, wyraźnie pokazało, że diabeł nie był w stanie przeciwstawić się nagłemu pojawieniu się swojego anielskiego przeciwnika na tym duchowym polu walki.
Święty Michał odwrócił się w stronę Robbiego, uśmiechnął się, a następnie przemówił.
Jedynym słowem, które Robbie usłyszał podczas transu, było właśnie to słowo, którego – jak przysięgał jego prześladowca – zły duch miał nigdy nie pozwolić mu wypowiedzieć:
Dominus.
Dzięki temu jednemu słowu Robbie w końcu stał się wolny.
Bohaterski kapłan
Po tych straszliwych wydarzeniach Robbie rozpoczął normalne życie. Ostatecznie ożenił się, a swojemu pierwszemu synowi nadał imię Michael – na cześć anioła, który przyszedł mu z pomocą w chwili największej potrzeby.
O. William Bowdern pozostał proboszczem parafii św. Franciszka Ksawerego do 1956 roku.
Choć mogło się wydawać, że jego życie również wróciło do normalności, rzeczywistość była zupełnie inna. Członkowie jego rodziny twierdzili, że ten bohaterski kapłan aż do swojej śmierci w 1983 roku, w wieku 86 lat, cierpiał duchowo i fizycznie z powodu tego, czego doświadczył podczas egzorcyzmów.
Fatima
To niezwykłe zwycięstwo św. Michała nad diabłem w przypadku Robbiego Mannheima było jedynie kolejnym epizodem wojny, która rozpoczęła się wraz z początkiem stworzenia.
Nie jest przypadkiem, że ten szczególny epizod między Aniołem Światła a jego odwiecznym wrogiem skupia się na jednym słowie: Dominus.
Jest to w rzeczywistości związane z orędziem z Fatimy.
Podczas jednego ze swoich objawień trojgu dzieciom Matka Boża powiedziała, że jeśli ludzkość się nie nawróci, Rosja rozpowszechni po świecie swoje błędy.
Egalitaryzm jako najgłębszy błąd
Jednym z tych błędów, a właściwie najważniejszym, jest egalitaryzm, czyli filozofia odrzucająca wszelką wyższość.
Nazywanie kogoś, a właściwie kogokolwiek, Dominus – po łacinie „Pan” – jest jawną zniewagą dla ducha egalitaryzmu.
Zdaniem autora właśnie to wyjaśnia niemal dziecięcą radość, jaką św. Michał okazał, uśmiechając się do Robbiego, zanim stanowczo wypowiedział to „odrażające” słowo.
W ten sposób ponownie potwierdził wyższość Boga, a także Jego władzę nad wrogiem człowieka.
„Wierzę, wierzę”
W ciągu siedemdziesięciu lat, które minęły od tego egzorcyzmu, wiara w istnienie Szatana – nawet jeśli jest to jego hollywoodzka, fabularyzowana wersja – wzrosła.
Niestety, osłabła natomiast wiara w św. Michała i aniołów, którzy są gotowi przyjść z pomocą wiernym.
Dlatego warto zatrzymać się nad niezwykłą historią wstawiennictwa tego anioła w życiu bezbronnego chłopca i powtórzyć słowa mężczyzny, który w 1973 roku wyszedł z kina:
„Wierzę, wierzę!”.
Artykuł ukazał się wcześniej na stronie tfp.org.
Cytaty pochodzą z publikacji:
1. Thomas B. Allen, Possessed: The True Story of an Exorcism, iUniverse, 1994, s. 17.
2. Chad Garrison, The True Story of the St. Louis House That Inspired The Exorcist.
3. Possessed, s. 290.