Demonstracje przeciwko aborcji w Arnhem i Eindhoven: policja zagraża bezpieczeństwu zwolenników ochrony życia

Demonstracje przeciwko aborcji w Arnhem i Eindhoven: policja zagraża bezpieczeństwu zwolenników ochrony życia

Kobus Suttorp | 18/03/2026

Kampania uliczna na rzecz nienarodzonych dzieci odbywała się w minionym tygodniu w całej Holandii i Flandrii. W poniedziałek i wtorek nasi wolontariusze odwiedzili Hagę, Leiden i Utrecht. W środę prowadzili kampanię w Arnhem, a w czwartek w Eindhoven.

„Jestem zwolenniczką ochrony życia. Moja córka to cud”

Nasi wolontariusze docierając do Arnhem rozwinęli nasz transparent, modlili się i rozmawiali z przechodniami - to ich standardowe podejście, by zwrócić uwagę na los nienarodzonych dzieci. Podczas kampanii rozmawiali z mężczyzną, który przed swoim domem wywiesił duży plakat przeciwko aborcji. Mężczyzna poczuł się wyraźnie wsparty naszym świadectwem. Podobnie jak inny mężczyzna, który uśmiechnął się do nas i powiedział: „Jestem zwolennikiem ochrony życia. Moja córka jest cudem”.

Charlie Kirk

Wkrótce pojawili się zwolennicy aborcji. Rzucali w naszych wolontariuszy przedmiotami, puszczali przez głośnik death metal i wygłaszali groźby. Kiedy jeden z naszych wolontariuszy wspomniał w dyskusji o zabójstwie Charlie'ego Kirka, aktywista aborcyjny powiedział: „Ty jesteś następny”. Inny stwierdził: „Powinniście zostać zamordowani”. Atmosfera była groźna. Tylko szybka interwencja policji zapobiegła przemocy.

Zwolennicy aborcji zaczęli naciskać

Jeszcze gorzej było następnego dnia w Eindhoven, gdzie wolontariusze prowadzili kampanię na terenie kampusu uniwersyteckiego. Początkowo atmosfera była dobra - przechodnie byli przychylni i chętnie przyjmowali od nas ulotki dotyczące ochrony życia nienarodzonych. Wiele osób wyrażało poparcie dla kampanii. Atmosfera zmieniła się, gdy pojawili się zwolennicy aborcji, którzy wkrótce zaczęli popychać naszych wolontariuszy.


W Eindhoven zwolennicy aborcji fizycznie zaatakowali naszych wolontariuszy.

Pięć razy dzwoniono pod numer 112

Na miejsce przybyła ochrona kampusu, ale odmówiła ona utrzymania kontrdemonstrantów na dystans. Jeden z wolontariuszy zadzwonił na policję, ale ta się nie pojawiła. Musiał dzwonić pod numer 112 aż pięć razy. Funkcjonariusze pojawili się dopiero po 20 minutach. Przypomnijmy, że nasza demonstracja była wcześniej zgłoszona, a ryzyko użycia przemocy było (lub powinno być) znane.


Przeciwnicy demonstracji uniemożliwiają zwolennikom ochrony życia prowadzenie protestów. Stanowi to naruszenie naszego prawa do demonstracji. Ochrona kampusu (patrz samochód po prawej) odmawia jednak interwencji.

Policja stała z boku i patrzyła

Policja, która w końcu się pojawiła, ograniczyła się głównie do „obserwowania” sytuacji i odmówiła interwencji, podczas gdy aktywiści proaborcyjni fizycznie atakowali naszych wolontariuszy. Ostatecznie młodzi katolicy byli zmuszeni sami powstrzymywać agresywnych aktywistów. W rozmowach wolontariuszy pojawiały się pytania, w jakim kraju żyją, skoro zarówno policja, jak i ochrona kampusu przyglądają się, jak naruszane jest konstytucyjne prawo do demonstracji? Przecież przepisy obligują władze do aktywnego wspierania organizacji pokojowych demonstracji.


Widok nienarodzonego dziecka budzi niemal nieludzką wściekłość wśród zwolenników aborcji.

Rozważanie, by podjąć kroki prawne

Jesteśmy przekonani, że przesłanie naszych kampanii ulicznych – że nienarodzone dziecko ma prawo do życia, a aborcja jest grzechem – nie podoba się części funkcjonariuszy policji. W związku z tym odmawiają nam ochrony, do której mamy prawo. Oczywiście również z moralnego punktu widzenia. Stirezo Pro Life rozważa podjęcie dalszych kroków prawnych, aby pociągnąć do odpowiedzialności zarówno policję, jak i władze miejskie.

Źródło: stirezo.nl