
James Bascom | 08/06/2026
Czy kwestia aborcji jest w Europie sprawą „ostatecznie rozstrzygniętą”?
Na pierwszy rzut oka z pewnością tak się wydaje. W większości krajów europejskich bitwa o dekryminalizację aborcji toczyła się, i została wygrana, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Z wyjątkiem Polski i kilku niewielkich państw, takich jak Liechtenstein, aborcja jest powszechnie dostępna i często w pełni finansowana z pieniędzy podatników. Bardzo niewiele partii politycznych w jakimkolwiek kraju europejskim dąży do ograniczenia aborcji, a tym bardziej do ponownego uznania jej za przestępstwo. Europejscy politycy konserwatywni, jeśli sami nie popierają aborcji, zazwyczaj unikają tego tematu.
Sondaże opinii publicznej pokazują bardzo wysokie poparcie dla aborcji we wszystkich krajach Europy. Według badania przeprowadzonego w 2024 roku przez Pew Research Center około 56% Polaków, 74% Hiszpanów, 80% Włochów, 84% Brytyjczyków, 84% Niemców, 87% Francuzów i 95% Szwedów uważa, że aborcja powinna być legalna we wszystkich lub w większości przypadków. Poparcie dla aborcji jest zwykle wyższe wśród ludzi młodych niż wśród osób starszych. Organizacje pro-life w krajach europejskich, o ile w ogóle istnieją, są znacznie mniejsze i słabiej rozwinięte niż w Stanach Zjednoczonych. Środowiska proaborcyjne odniosły w ostatniej dekadzie znaczące zwycięstwa, między innymi poprzez legalizację aborcji w Republice Irlandii w wyniku referendum w 2018 roku oraz decyzją parlamentu w Irlandii Północnej w 2020 roku.
Wszystko to jest prawdą. Jednak gdy spojrzymy głębiej, poza medialne hasła i slogany, dostrzeżemy oznaki głębokiego niepokoju, a nawet strachu o przyszłość aborcji.
Wymownym przykładem jest niedawny artykuł BBC poświęcony rosnącemu ruchowi pro-life w Wielkiej Brytanii. Coraz więcej młodych Brytyjczyków przyjmuje poglądy pro-life. Amerykańskie organizacje pro-life, dysponujące wieloletnim doświadczeniem oraz znacznymi zasobami finansowymi, pomagają również brytyjskim działaczom rozwijać ich ruch.
Chrześcijaństwo, a szczególnie katolicyzm, jest jednym z głównych powodów tej zmiany. Od 2020 roku znacząca i stale rosnąca liczba młodych Brytyjczyków nawróciła się lub powróciła do katolicyzmu lub bardziej konserwatywnej odmiany protestantyzmu. Wielu z nich poszukuje sensu i pewności w chaotycznym świecie i odnajduje je w Kościele katolickim, posiadającym dwa tysiące lat historii. Katolicyzm stał się szczególnie atrakcyjny dla wielu przedstawicieli pokolenia Z. Niektórzy określają to niewielkie, lecz rozwijające się zjawisko mianem „Cichego Odrodzenia” („Quiet Revival”), które wywiera realny wpływ na społeczny i religijny krajobraz Europy.
Wielu młodych konwertytów zostało zainspirowanych gorliwością i dynamizmem amerykańskich działaczy pro-life, takich jak nieżyjący już Charlie Kirk, którego zabójstwo wstrząsnęło młodymi chrześcijanami po obu stronach Atlantyku. Jego sukces oraz sukces całego amerykańskiego ruchu pro-life doprowadziły do powstania brytyjskich odpowiedników amerykańskich organizacji, takich jak Turning Point UK, 40 Days for Life czy Alliance for Defending Freedom UK. Grupy te przenoszą działalność pro-life do przestrzeni publicznej, broniąc prawa zwolenników życia do publicznego wyrażania swoich poglądów, prowadzenia rozmów z kobietami rozważającymi aborcję, a przede wszystkim, podważania rzekomego konsensusu społecznego, według którego kwestia aborcji jest już definitywnie rozstrzygnięta.
Nadzieją jest, że brytyjski ruch pro-life może odnieść wielkie zwycięstwa poprzez niewielkie, lecz systematyczne postępy w dłuższej perspektywie czasowej, podobnie jak miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych. Jak zauważył jeden z brytyjskich profesorów: „Po 50 latach udało im się doprowadzić do uchylenia powszechnego dostępu do aborcji w USA. To ludzie, którzy myślą długofalowo”.
Rosnący strach środowisk feministycznych przed tą „długą grą” eksplodował w opinii publicznej z pełną siłą po orzeczeniu Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych z 24 czerwca 2022 roku, który uchylił wyrok Roe przeciwko Wade zezwalający poszczególnym stanom wprowadzenie zakazu aborcji. Reakcje europejskie stanowiły osobliwą mieszankę pewności siebie i przewagi, ale także obaw, że sytuacja może zaczynać się zmieniać.
Już następnego dnia prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiedział, że Francja stanie się pierwszym krajem na świecie, który wpisze „prawo do aborcji” do konstytucji. Premier Francji Élisabeth Borne powiedziała: „Dla wszystkich kobiet, dla praw człowieka, musimy wykuć to nabyte prawo w kamieniu”. Socjalistyczny premier Hiszpanii Pedro Sánchez napisał z kolei: „Nie możemy uważać żadnego prawa za dane raz na zawsze. Osiągnięcia społeczne zawsze są zagrożone cofnięciem, a ich obrona musi być naszym codziennym zadaniem”.
Europejskie rządy oraz organizacje pozarządowe promujące aborcję zapowiedziały umocnienie „praw” do aborcji. Wyraziły jednak jasno obawę, że przykład płynący ze Stanów Zjednoczonych stanowi śmiertelne zagrożenie dla aborcji w Europie i na całym świecie.
W krajach europejskich uchwalono następnie falę nowych ustaw rozszerzających dostęp do aborcji. W marcu 2024 roku Francja wpisała prawo do aborcji do swojej konstytucji stosunkiem głosów 780 do 72. Miesiąc później Parlament Europejski przyjął niewiążącą rezolucję stosunkiem głosów 336 do 163, wzywającą do wpisania aborcji do Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Od 2022 roku Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania, Dania, Luksemburg, Norwegia, Finlandia i inne kraje złągodziły istniejące restrykcje dotyczące aborcji oraz zmieniły przepisy regulujące dopuszczalny wiek ciąży, uprawniający do jej przeprowadzenia. Kilka państw, w tym Anglia i Walia, Szkocja, Irlandia Północna, Niemcy i Hiszpania, wprowadziło również tzw. „strefy buforowe”, które zakazują działalności i wypowiedzi pro-life w pobliżu miejsc wykonywania aborcji.
Pomimo tych zwycięstw europejska lewica proaborcyjna jest przerażona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W badaniu opublikowanym przez Amnesty International w 2025 roku pod tytułem „Kiedy prawa nie są rzeczywistością dla wszystkich: walka o dostęp do aborcji w Europie” ostrzegano przed „alarmującymi próbami cofania praw reprodukcyjnych”, podejmowanymi na całym kontynencie przez „coraz lepiej wyposażone grupy anty-prawne”. Feministyczna organizacja My Voice My Choice została założona w kwietniu 2024 roku właśnie po to, aby przeciwdziałać rosnącym zagrożeniom dla aborcji w Europie.
BBC również wyraża zaniepokojenie. Europa oczywiście bardzo różni się od Ameryki. Istnieją jednak oznaki, że proaborcyjny „konsensus” nie jest tak silny, jak chciałyby przedstawiać to środowiska feministyczne. Według jednego z badań mniej niż połowa brytyjskich mężczyzn w wieku od 16 do 34 lat (46%) zgadza się ze stwierdzeniem, że aborcja powinna być legalna we wszystkich lub w większości przypadków. Bardzo liczna mniejszość pro-life ma niewielki lub wręcz żaden wpływ na europejską politykę.
Podobnie jak w Ameryce, niewielka, lecz dobrze zorganizowana i oddana grupa działaczy pro-life w Europie może zmobilizować tę mniejszość i poważnie zaszkodzić sprawie proaborcyjnej. W rzeczywistości wielu z nich już tego dokonało. TFP Student Action Europe, katolickie stowarzyszenie studentów uniwersyteckich, wywołało liczne kontrowersje dzięki odważnym kampaniom ulicznym prowadzonym na uczelniach w całej Europie, szczególnie w Niemczech, Belgii i Holandii.
Liczby mają znaczenie, ale jak pokazała walka o życie w Ameryce, liczby mogą się zmieniać. Podobnie jak większość sporów politycznych, także spór o aborcję jest starciem dwóch niewielkich, ale zdeterminowanych grup. Zwycięży ta strona, która wykaże większą gorliwość i zaangażowanie. Od początków chrześcijaństwa aż po rewolucję bolszewicką historia nigdy nie była rozstrzygana przez większości, lecz przez małe, ale oddane sprawie mniejszości.
Europejskie ruchy pro-life, przy niewielkim wsparciu ze strony Ameryki, mają szansę odnosić zwycięstwa. Jednak pierwszym i zdecydowanie najważniejszym zwycięstwem jest złąmanie proaborcyjnego „konsensusu”. Gdy przeciętny Europejczyk uświadomi sobie, że Europa jest w kwestii aborcji podzielona, a nie zjednoczona, feministyczna walka o obronę aborcji stanie się znacznie trudniejsza. Nie ma znaczenia, jak niewielką mniejszość stanowi ruch pro-life. Jak stwierdzono w zakończeniu artykułu BBC: „Ci młodzi ludzie nadal pozostają mniejszością w Wielkiej Brytanii, jednak wraz z napływem nowych działaczy i środków finansowych do brytyjskiego ruchu antyaborcyjnego nie ma żadnej gwarancji, że szeroki brytyjski konsensus popierający prawo wyboru utrzyma się w przyszłości”.
Źródło: tfp.org