
Trybunał Praw Człowieka uznał lekarza rodzinnego za winnego „dyskryminacji”. Sąd wziął przy tym pod uwagę również fakt, że w klinice dr. Ajaero nastolatek był określany „niewłaściwym określeniem płci” oraz „swoim dawnym imieniem”.
Zdaniem trybunału lekarz rodzinny nie powinien był odmówić podania Lupronu. Sąd twierdzi, że Lupron ma jedynie dawać nastolatkowi czas na zastanowienie się nad jego „postrzeganiem własnej płci”, a zatem „nie jest lekiem służącym do zmiany płci”.
To kłamstwo często powtarza lobby genderowe. „Szokująca jest nonszalancja, z jaką zaleca się stosowanie blokerów dojrzewania, jakby rozwój dziecka można było tymczasowo wstrzymać” – twierdzi holenderski biolog Johan Bolhuis. Jego zdaniem zastrzyki te „nie dają chwili na zastanowienie się, lecz stanowią pułapkę, która prowadzi młodzież do nieodwracalnych zabiegów medycznych”.
Czy nie dostrzegamy tutaj sposobu działania księcia ciemności? Najpierw przekonuje człowieka, że grzech jest czymś, co można popełnić bez konsekwencji; a gdy człowiek już go popełni, wmawia mu, że nie ma możliwości ucieczki.
Nie dziwi zatem, że wskaźnik samobójstw po tzw. „zmianie płci” jest 12 razy wyższy.
Ponieważ Lupron „nie jest lekiem służącym do zmiany płci”, trybunał uznał, że jego podanie „nie jest sprzeczne z głoszonym przez dr. Ajaero przekonaniem religijnym, że «Bóg stworzył mężczyznę i kobietę»”.
W ten sposób religijne zastrzeżenia sumienia zostają po prostu zbywane.
Wpisuje się to w tendencję do wywierania coraz większej presji na pracowników służby zdrowia, aby uczestniczyli w nieetycznych terapiach.
Dr Ajaero musi zapłacić nastolatkowi 17 300 euro tytułem zadośćuczynienia za „naruszenie godności, uczuć i poczucia własnej wartości”.
Ponadto ma zapłacić 7 000 euro honorarium dla eksperta, który występował podczas rozprawy przed trybunałem.