
Michał Rogalski | 14/05/2026
„Faszyści!”, „naziści!” – to epitety, jakie padły przeciwko antysodomskiej kampanii ulicznej w Nowym Targu, stały się paliwem dla fizycznej agresji. Podczas naszej pokojowej pikiety w Nowym Targu, wolontariusze Karawany musieli zmierzyć się nie tylko z werbalną agresją ze strony zwolenników ideologii LGBT, ale również z bezpośrednim atakiem fizycznym. Tak wygląda „uśmiechnięta tolerancja” w praktyce.
Wielokrotnie ostrzegaliśmy: tam, gdzie kończą się argumenty, a zaczyna ideologiczne zaślepienie, pojawia się przemoc. Wydarzenia z Nowego Targu są tego jaskrawym dowodem. Nasza obecność na rynku, mająca na celu budzenie sumień i przestrzeganie przed sodomską agendą, spotkała się z furią, której nie sposób nazwać inaczej niż owocem cywilizacji śmierci.
„Nie nienawidzimy człowieka, lecz grzechu”
Zaczęło się od prowokacji. Mężczyzna pod wpływem alkoholu, deklarujący się jako homoseksualista, próbował wciągnąć naszych wolontariuszy w mętną dyskusję. Nasi młodzi wolontariusze – Hugo, Maksymilian i Dominik – wykazali się anielską cierpliwością.
„Pytał, czy nienawidzimy osób homoseksualnych. Odpowiedziałem, że nie chodzi o nienawiść wobec osoby, lecz o sprzeciw wobec grzechu” – relacjonuje Hugo, który jako pierwszy podjął próbę spokojnego wyjaśnienia nauczania Kościoła.
Niestety, dla środowisk przesiąkniętych ideologią gender, prawda o grzechu jest trudniejsza do przyjęcia niż najgorsza obelga. Agresor, mimo prób pokojowego zakończenia rozmowy z naszej strony, stawał się coraz bardziej pobudzony. Interweniowała policja, odradzając wolontariuszom dalszy kontakt z człowiekiem wyraźnie szukającym pretekstu do ataku.
Furia sodomska w praktyce
Cisza przed burzą trwała zaledwie 40 minut. Mężczyzna, którego agresję podsycał alkohol i ideologiczne zacietrzewienie, doprowadziła w końcu do rękoczynów. Mężczyzna, idąc szybkim krokiem z papierosem w ręku, rzucił się z furią na nasz baner – symbol naszej walki o cywilizację katolicką.
Nasz wolontariusz, Maksymilian, wspomina moment ataku:
„Gdy zauważyłem, że nas zaatakował, szybko pobiegłem na miejsce, aby pomóc. Policja była jednak na miejscu bardzo szybko i obezwładniła napastnika”.
Sceny, które rozegrały się podczas zatrzymania agresora, zakrawają na groteskę, ale są też poważnym sygnałem ostrzegawczym. Prowadzony do radiowozu napastnik wykrzykiwał pod adresem wolontariuszy hasła o „faszyzmie”, „nazizmie” i „Hitlerze”. To klasyczny mechanizm projekcji. Człowiek stosujący przemoc wobec legalnego zgromadzenia nazywa „faszystami” tych, którzy stoją na straży Dekalogu.
Na te absurdalne wrzaski padła jednak riposta, która powinna stać się mottem nas wszystkich. Jeden z naszych wolontariuszy uciął prowokację krótkim stwierdzeniem: „Jesteśmy przeciwko nazizmowi i faszyzmowi, bo jesteśmy katolikami”.
W tych kilku słowach zawiera się cała prawda: to właśnie katolicyzm, z jego szacunkiem do prawa Bożego i naturalnego, jest najpotężniejszą tamą przeciwko wszelkiemu totalitaryzmowi – zarówno temu brunatnemu, jak i dzisiejszemu, tęczowemu.
Podsumowanie
Agresor trafił na izbę wytrzeźwień i usłyszy zarzuty zakłócania porządku publicznego oraz legalnego zgromadzenia. Czy jednak to go czegoś nauczy? Czy media, które na co dzień szczują na obrońców rodziny, poczują się do odpowiedzialności za krew i przemoc, do której zachęcają?
My nie zwalniamy tempa. Każdy taki atak tylko utwierdza nas w przekonaniu, że nasza misja jest konieczna. Jeśli prawda wywołuje tak gwałtowne reakcje, to znaczy, że trzeba ją głosić jeszcze odważniej.
ZOBACZ NAGRANIE Z ZATRZYMANIA AGRESORA:
