Stefan Mertens | 27/08/2026
McKenna West, pielęgniarka z Alaski i samotna matka dwójki dzieci, zgodziła się donosić i urodzić dziecko dla obcej pary za pieniądze. Ciąża przebiegała prawidłowo do 20. tygodnia. Wtedy badanie USG wykazało u nienarodzonego dziecka zespół hipoplazji lewej komory serca – poważną wadę, która po urodzeniu będzie wymagała intensywnej opieki i wielokrotnych operacji.
„Zamawiający” dziecko rodzice zażądali aborcji. West odmówiła. „Każde życie ma znaczenie. Żadna kobieta nie powinna być zmuszana do odebrania życia dziecku, które nosi w łonie” – oświadczyła. W międzyczasie nawiązała więź z dzieckiem. Para wniosła przeciwko niej pozew. West przeniosła się do Teksasu, gdzie obowiązują surowsze przepisy dotyczące aborcji i gdzie znajduje się szpital specjalizujący się w leczeniu złożonych wad serca u dzieci. Sprawa trafiła do sądu.
To nie jest „pomoc w rodzicielstwie”. To handel dziećmi
Tzw. komercyjne macierzyństwo zastępcze polega na umowie, w której kobieta zobowiązuje się donosić i urodzić dziecko, które od początku ma zostać przekazane innym osobom w zamian za wynagrodzenie. Dziecko staje się towarem z cennikiem. Kobieta – inkubatorem. Naturalny porządek, w którym matka jest tą, która rodzi, zostaje zniszczony na rzecz kontraktu i pieniędzy.
Kościół katolicki od zawsze naucza, że dziecko jest darem, a nie produktem. Ciało kobiety nie jest do wynajęcia. Takie praktyki naruszają godność osoby ludzkiej, godność macierzyństwa i prawo dziecka do poznania oraz bycia wychowanym przez własną matkę.
Sprawa McKenny West obnaża istotę tego procederu. Gdy dziecko okazuje się „wadliwe”, zamawiający rodzice domagają się jego morderstwa. Gdy kobieta, która je nosi, odmawia – trafia do sądu. Kontrakt staje ponad świętością życia.
Dziecko jako towar, który można odrzucić
W logice handlu dziećmi dziecko nie ma wartości samej w sobie. Ma wartość o tyle, o ile spełnia oczekiwania zamawiających. Wada serca, niepełnosprawność, zmiana zdania – wszystko to może stać się powodem do żądania odebrania niewinnego życia. Kobieta, która przez miesiące nosi dziecko, nawiązuje z nim więź, a potem ma być zmuszona do jego zabicia, bo tak stanowi umowa.
To nie jest wyjątek. To logiczna konsekwencja sprowadzenia człowieka do roli produktu. Gdy dziecko staje się przedmiotem kontraktu, jego życie przestaje być nienaruszalne.
Dziecko jest darem Boga
Trzeba powiedzieć to głośno: kobieta nie jest inkubatorem do wynajęcia. Dziecko nie jest towarem z cennikiem. Naturalne prawo i nauczanie Kościoła stoją w całkowitej sprzeczności z tym procederem.
Każda próba „uregulowania” handlu dziećmi prowadzi do sytuacji, w których życie nienarodzonego staje się przedmiotem sporu sądowego między tymi, którzy je zamówili, a tą, która je nosi.
Polska ma obowiązek chronić godność człowieka i nie dopuszczać do normalizacji praktyk, w których dziecko można zamówić, a potem odrzucić.
Dziecko jest darem Boga. Nie produktem. Tego nie wolno zapomnieć.
Źródło: stirezo.nl