
Michał Rogalski | 18/08/2026
15 sierpnia 2026 roku na rynku w Getyndze, pod figurą Gänseliesel, około 40 młodych katolików z TFP Student Action Europe – w tym wolontariusze kampanii „Polska Katolicka, nie laicka” – stanęło do publicznej, legalnie zgłoszonej akcji. Hasło było jasne i niezmienne: „Módl się i działaj, by powstrzymać grzech aborcji”.
Spokojna modlitwa na rynku
Od 15:30 do 18:00 odmawiali różaniec, skandowali hasła i mówili wprost: aborcja to mordowanie niewiniątek. Była to kolejna odsłona europejskiej karawany, która od 10 sierpnia przemierzała miasta Niemiec i Holandii.
Według oficjalnego komunikatu Inspektoratu Policji w Göttingen (Getyndze) zgromadzenie przebiegało spokojnie. Już jednak od pierwszych minut wokół publicznego różańca formował się kontrprotest. Głośne okrzyki, głośna muzyka, rosnące napięcie. Policja utworzyła kordon, by oddzielić obie grupy.

Atak po zakończeniu Różańca
Po zakończeniu modlitwy uczestnicy pod eskortą zaczęli opuszczać rynek i kierować się w stronę samochodów. Wówczas kontrdemonstranci – w dużej mierze z kręgów lewicowych i Antify – ruszyli za nimi. Próbowali przełamać policyjną linię, wywierali silny nacisk i stosowali przemoc wobec funkcjonariuszy. Celem było dotarcie do osób, które właśnie skończyły się modlić.
Policja musiała użyć około 200 środków przymusu bezpośredniego: odpychania, siły fizycznej i gazu pieprzowego. Dwunastu policjantów odniosło obrażenia. Na miejsce przyjechały karetki. Śledztwo w sprawie ewentualnych przestępstw trwa.

Media musiały napisać
Niemieckie media – od Frankfurter Allgemeine Zeitung, AZ, przez Zeit, Die Welt, HNA i Göttinger Tageblatt, aż po NDR – musiały o tym napisać. Nawet te, które zwykle patrzą na obrońców życia z niechęcią, nie zdołały ukryć faktów: spokojna modlitwa, próba ataku, ranni funkcjonariusze. Temat nie dał się zamieść pod dywan.
Dlaczego tam stanęli
Dlaczego wolontariusze tam stanęli? Nie po to, by prowokować. Po to, by jasno dać znać, że aborcja nie jest „prawem wyboru”, lecz mordem na niewinnym dziecku. Bo cywilizacja chrześcijańska, której fundamentem jest szacunek dla życia i rodziny, chwieje się, gdy milczymy. Bo w Niemczech, jak w wielu krajach Europy, publiczne wyznanie katolickiej prawdy o życiu coraz częściej traktowane jest jako akt agresji, a prawdziwa agresja – fizyczna, skierowana przeciwko modlącym się – bywa bagatelizowana lub usprawiedliwiana „spontanicznym protestem”.
Agresja w Getyndze nie zaskoczyła tych, którzy od lat uczestniczą w europejskich karawanach. Ataki, prowokacje, próby zrywania banerów, oskarżenia o „faszyzm” – to stały element krajobrazu. Tym razem jednak skala reakcji i szerokie zainteresowanie mediów sprawiły, że wydarzenie wyszło poza lokalny krąg. Poruszyło opinię publiczną. Pokazało, że nawet w uniwersyteckim, lewicującym mieście obecność kilkudziesięciu młodych ludzi z różańcem i prostym hasłem „Nie zabijaj” potrafi wywołać histerię i przemoc.

Karawana idzie naprzód
Nie liczba decyduje o sile przekazu. Decyduje wierność. Mała grupa, która nie ucieka, gdy pojawia się nienawiść, staje się punktem odniesienia. Dla jednych – solą w oku. Dla innych – znakiem, że jeszcze nie wszystko stracone. Że karawana idzie naprzód, nawet gdy fundamenty się chwieją.
W Getyndze 15 sierpnia 2026 roku wolontariusze TFP i Polskiej Katolickiej zrobili to, co należy: publicznie odmówili Różaniec za życiem. Agresja, która nastąpiła, nie osłabiła ich przesłania. Wręcz przeciwnie – ujawniła, jak bardzo świat ideologii śmierci boi się prostego, spokojnego wyznania wiary. A opinia publiczna, choćby na chwilę, musiała zobaczyć, kto tu jest ofiarą, a kto agresorem.
Niech to wydarzenie będzie kolejnym wezwaniem: módlmy się i działajmy. Bo milczenie wobec zła nigdy nie jest neutralne.