Zdjęcie: AI / AFP via Getty Images
Michał Rogalski | 07/10/2026
Urządzenie z 22 skrytkami zawierającymi preparaty służące do aborcji farmakologicznej, ustawione niemal naprzeciwko Sejmu, w ciągu kilku dni stało się wiadomością międzynarodową. O warszawskim „abortomacie” informowały AFP, BBC i „The Guardian”, zwracając uwagę na anonimowość, szybkość dostępu oraz próbę obejścia polskich ograniczeń prawnych. Głos zabrała również Archidiecezja Warszawska, przypominając, że technologiczna forma nie zmienia odpowiedzialności człowieka za życie.
Kilka dni temu na łamach polskaktolicka.org opisaliśmy uruchomienie przy ul. Wiejskiej 9 w Warszawie tzw. „abortomatu”. Urządzenie składa się z 22 skrytek, z których po otrzymaniu sześciocyfrowego kodu można odebrać przesyłkę zawierającą preparaty wykorzystywane do przeprowadzenia aborcji farmakologicznej. Lokalizacja niemal naprzeciwko Sejmu została wybrana celowo. Jedna z organizatorek przedsięwzięcia powiedziała AFP, że rozwiązanie jest w pewnym sensie „hakiem” na obowiązujące prawo.
Od tamtego czasu sprawa wykroczyła daleko poza polską debatę o ochronie życia.
Warszawski „abortomat” w światowych mediach
Już 30 września o urządzeniu poinformowała międzynarodowa agencja AFP. Dwa dni później temat podjęło BBC News, przedstawiając warszawskie urządzenie jako — według jego twórców — pierwszy tego rodzaju automat na świecie. BBC podkreślało także jego lokalizację naprzeciwko parlamentu oraz polityczny charakter przedsięwzięcia.
4 października obszerny materiał opublikował brytyjski „The Guardian”. Gazeta już w tytule opisała urządzenie jako sposób na obejście polskich ograniczeń dotyczących aborcji, akcentując możliwość szybkiego i anonimowego uzyskania dostępu do preparatów.
Międzynarodowy rozgłos nie jest tutaj sprawą drugorzędną. Warszawski „abortomat” zaczyna funkcjonować nie tylko jako lokalna inicjatywa środowisk proaborcyjnych, lecz również jako symbol określonego sposobu myślenia o aborcji: ma być ona coraz łatwiejsza, szybsza, bardziej anonimowa i możliwie pozbawiona barier.
Właśnie to wymaga szczególnej uwagi. Problemem nie jest bowiem jedynie samo urządzenie, lecz próba przedstawienia mordowania nienarodzonych jako zwyczajnej usługi, którą można obsłużyć za pomocą kodu i automatycznej skrytki.
Gdy aborcja zaczyna przypominać odbiór przesyłki
Sposób funkcjonowania urządzenia przypomina rozwiązania znane z codziennego odbierania paczek: użytkownik otrzymuje kod, otwiera odpowiednią skrytkę i zabiera znajdującą się wewnątrz kopertę. Organizatorzy podkreślają prostotę, anonimowość i dostępność tego rozwiązania.
Ta pozorna zwyczajność jest jednym z najbardziej niepokojących aspektów całego przedsięwzięcia. Aborcja zostaje przedstawiona przede wszystkim jako problem dostępu i sprawności dystrybucji. Na dalszy plan schodzi pytanie zasadnicze: czemu służą znajdujące się w skrytkach preparaty i jaki jest skutek ich zastosowania.
Kolorowa obudowa, kod dostępu i automatyczna skrytka nie zmieniają moralnej natury czynu. Ułatwienie przeprowadzenia aborcji pozostaje ułatwieniem działania prowadzącego do śmierci dziecka poczętego, niezależnie od tego, czy preparat przekazuje człowiek bezpośrednio, czy zostaje on odebrany z urządzenia.
Niebezpieczeństwo polega również na stopniowym oswajaniu społeczeństwa z takim modelem. To, co początkowo budzi sprzeciw i zdumienie, z czasem może zacząć być postrzegane jako kolejny element codzienności. Właśnie dlatego sporu o „abortomat” nie należy sprowadzać do technologicznej ciekawostki.
Archidiecezja Warszawska: życie wymaga ochrony od początku
2 października oficjalne stanowisko w sprawie wydał Referat Duszpasterstwa Rodzin Archidiecezji Warszawskiej. W dokumencie przypomniano, że „życie każdego człowieka zasługuje na ochronę od samego początku”, a od chwili poczęcia rozwija się konkretny i niepowtarzalny człowiek, którego godność nie zależy od wieku, stadium rozwoju ani stopnia samodzielności.
Szczególnie istotne w kontekście warszawskiego urządzenia jest inne zdanie tego oświadczenia:
„Technologia nie może zmieniać podstawowej odpowiedzialności człowieka za życie”.
Archidiecezja dodała, że zdecydowanie sprzeciwia się działaniom ułatwiającym pozbawienie życia dziecka poczętego. Jednocześnie podkreśliła, że obrona życia musi łączyć się z realną pomocą kobietom znajdującym się w trudnej sytuacji — duchową, psychologiczną i materialną.
To ważne przypomnienie. Odpowiedzią na dramat kobiety nie może być pozostawienie jej samej, ale nie może nią być również sprowadzenie aborcji do szybkiej i anonimowej procedury. Obrona życia oznacza równocześnie ochronę dziecka i konkretną pomoc jego matce.
Pozostają pytania prawne i odpowiedzialność państwa
Sprawa ma również wymiar prawny. Obowiązujący art. 152 § 2 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność osoby, która udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy albo ją do tego nakłania. Sankcja wynosi do trzech lat pozbawienia wolności.
Nie przesądza to automatycznie o kwalifikacji prawnej konkretnego modelu zastosowanego przy ul. Wiejskiej. Ustalenie, kto odpowiada za pozyskanie preparatów, ich umieszczenie w skrytkach, przekazywanie kodów oraz cały mechanizm dystrybucji, należy do właściwych organów. Sam fakt wykorzystania automatycznej skrytki nie usuwa jednak pytań o ludzi organizujących ten system.
Nie można pozwolić na oswojenie aborcji
Warszawski „abortomat” osiągnął już jeden ze swoich celów: zwrócił na siebie uwagę. O urządzeniu usłyszała nie tylko Polska, lecz za sprawą największych zagranicznych mediów również odbiorcy poza naszym krajem.
Dlatego odpowiedzią nie może być obojętność.
Nie chodzi wyłącznie o jedną maszynę stojącą przy jednej warszawskiej ulicy. Chodzi o znacznie szerszą próbę zmiany sposobu, w jaki społeczeństwo postrzega aborcję — z czynu dotyczącego życia dziecka poczętego w prostą, anonimową usługę dostępną po wpisaniu kodu.
Nie wolno dopuścić, aby aborcja została społecznie oswojona jako kolejna zwyczajna usługa. W centrum tej sprawy nie znajduje się automat, kod ani skrytka. Znajduje się ludzkie życie.